Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Wrocław Global Forum 2013: Europejska Strategia Globalna: Perspektywa Transatlantycka

Wrocław Global Forum 2013: Europejska Strategia Globalna: Perspektywa Transatlantycka

16 czerwiec 2013
A A A
Najbardziej oczekiwany panel drugiego dnia obrad (14.06) wrocławskiego Global Forum 2013, „The European Global Strategy: A Transatlantic Perspective”, nie rozczarował. Udział wzięli w nim: Stephen J. Hadley z RiceHadleyGates LLC, reprezentujący Stany Zjednoczone, Emma Bonino – minister spraw zagranicznych Włoch, Joschka Fisher – były minister spraw zagranicznych Niemiec oraz Radosław Sikorski – minister spraw zagranicznych RP. Dyskusję moderował Jan Techau, dyrektor think tanku Carnegie Europe. Poruszonych zostało bardzo wiele kwestii, w tym m.in.: problematyka myślenia strategicznego, globalna sytuacja geopolityczna, kwestie związane z mentalnością europejską i amerykańską, spadek znaczenia Zachodu czy kryzys gospodarczy i globalne wyzwania w XXI wieku.
Image J. Techau na samym początku wyraził opinię, iż politykom europejskim brakuje ambicji do odgrywania globalnej roli. Podobnego zdania był pierwszy z panelistów, Stephen J. Hadley. Jego zdaniem Europa i USA potrzebują nowych instytucji, aby stawić czoła aktualnym wyzwaniom, a do tego konieczne jest lepsze wykorzystanie zasobów, ale i ambicja. Stwierdził on, że świat bardzo szybko się zmienia, dlatego koncepcja działania musi być dostosowana do realiów. W temacie globalnej strategii UE, powidział on, że „strategia jest niczym bez wizji oraz poczucia celu”. W jego ocenie ambicji globalnych brakuje nie tylko w Europie, ale i w Stanach Zjednoczonych, a jest ona konieczna do zmiany trendów spadkowych Zachodu w dziedzinie politycznej i ekonomicznej.

W opinii Hadley’a Europa i USA są bliskimi sojusznikami od wielu lat, a więc współpraca pomiędzy nimi ma wiele pozytywnych uwarunkowań, a oprócz tego jest korzystna ze względów psychologicznych. Zwrócił on też uwagę, że ogromną rolę odgrywają i będą odgrywać innowacje – są one jednym z narzędzi, które są w posiadaniu Zachodu. Podkreślił on, iż USA nigdy nie opuszczą Europy. Obie strony powinny jednak dbać o wzajemne relacje i dążyć do ich wzmocnienia, a tym samym i maksymalizacji swoich wpływów na świecie. Istotne jest też, aby Europa i Ameryka pokazywały swoim społeczeństwom kontynuację i zasadność wzmacniania swojej współpracy. Ryzyko, przed którym stoimy, jest natomiast takie, że jeśli nie uda się odwrócić negatywnych tendencji, to do 2030 r. Zachód straci swoją pozycję w globalnym układzie sił.

Joschka Fischer podkreślił w swoim wystąpieniu rosnącą rolę krajów Azji, szczególnie Chin. Właśnie z tego regionu pochodzić będzie już wkrótce połowa światowej produkcji przemysłowej, a już dzisiaj ChRL produkuje chociażby 47% stali i większość cementu. W sprawie dyskusji nad tym, jak Europa powinna budować swoje najbliższe otoczenie, w jego ocenie jest to zadanie globalne i powinna je budować z USA. Ponadto, problemów globalnych jest więcej: głód, zmiany klimatu, dysproporcje rozwoju gospodarczego, cyberterroryzm – żadne państwo nie jest w stanie poradzić sobie z tymi zagadnieniami samodzielnie.

Fischer powiedział, iż „trzeba zacząć zadawać sobie konkretne pytania – jakich rozwiązań potrzebujemy?”. Porównał też obecną na arenie międzynarodowej do tej, jaka miała miejsce po II wojnie światowej. Wtedy też trzeba było znaleźć zupełnie nowe drogi i kierunki rozwoju. Tak jak i wtedy, tak i dziś potrzebujemy wybitnych ludzi, którzy będą w stanie tego dokonać. Jego zdaniem dopóki USA i UE nie zbiorą razem swoich potencjałów, „nie poradzimy sobie z wyzwaniami, które przed nami stoją”.

„Europejczycy mówią o strategii, ale nie myślą strategicznie”. Powiedział też, iż „jeśli Europa będzie kontynuować swoją dotychczasową ścieżkę rozwoju, jej pozycja zostanie zredukowana”, dlatego konieczna jest dyskusja na temat pozycji UE. Dodał też, że należy działać, gdyż niektóre rzeczy są po prostu konieczne do zrobienia – „nie powinniśmy być pesymistami, ale realistami”. Jak mówił – zbliżenie USA do Europy rodzi w pewien sposób zakłócenie dotychczasowego ładu, ale jednocześnie zwiększa znaczenie regionu transatlantyckiego. Przy tym podkreślił on, iż USA będą mniej „europejskie”, a bardziej „azjatyckie”, „latynoamerykańskie”.

Jak dodał, ważnym aspektem strategicznym dla Europy jest wektor wschodni. Jak stwierdził: „nie widzę, aby Europejczycy myśleli w ogóle strategiczne. Oficjalnie w Brukseli mówi się o kwestiach strategicznych, ale ewidentnie nie zdają sobie sprawy z ważności Ukrainy dla Europy i całego ładu pozimnowojenngo – to nasze europejskie wyzwanie”. Uważa on, że „jeśli Ukraina zwróci się na Wschód, będziemy mieć do czynienia z inną Europą. Nie widzę jednak zdecydowanych działań w tym aspekcie, jest dużo frustracji, zmęczenia”. Dodał jednak, że „Europa ma duże doświadczenie w sprawach ukraińskich”, a jeśli chodzi o współpracę z Kijowem „dobrą metodą jest polska – bardziej włączająca i angażująca obie strony”.

Gorzkich słów było jednak więcej. „Czy Europejczycy są gotowi do zmierzenia się z aktualnymi wyzwaniami? Czy mają odpowiednie narzędzia? Czy mogą to zrobić w ramach obecnej struktury? Uważam, że nie. Uważam, że strategiczne działania i analizy nie będą miały miejsca, a nawet jeśli, to w sposób nieefektywny. Potrzebujemy silnego sojuszu z USA i Kanadą – militarnego i gospodarczego”. To pokaże, czy mamy siły nie tylko aby wygrać z kryzysem, ale zmierzyć się z wyzwaniami XXI wieku i wspólnie przekształcać ład globalny. Na uwagę zasługuje też jego opinia o spadku znaczenia potęgi Zachodu: „Europa jest ważna dla świata, ale żyjemy w czasie, kiedy utracimy naszą pozycję. (…) Tylko od nas zależy czy uda się nam to opóźnić. (…) Jednak wciąż myślimy o sobie jak o centrum świata”. Jak powiedział: „W nowym ładzie światowym jest oczywiście miejsce dla Europy, jednak sytuacja z XX wieku już nigdy nie wróci”. Dlatego też tak ważne jest czy Europa będzie trzymać się razem ze Stanami Zjednoczonymi.

Zwrócił też uwagę na fakt, iż Rosja jest słabsza od Unii Europejskiej, ale mimo to osiąga sukcesy w obustronnych relacjach – jest to spowodowane brakiem jedności w Europie. Tym, co też należałoby zmienić, to międzynarodowa pozycja Unii. Jego zdaniem UE powinna mieć na przykład stałe miejsce w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Stwierdził on również wprost, żeby nikt nie oczekiwał strategicznego przywództwa ze strony Niemiec w ramach UE.

Komentując aktualne wydarzenia w Turcji, stwierdził on, że „gdybyśmy zostawili Turcję samą sobie, stracilibyśmy nasz największy atut w regionie objętym kryzysem”. W jego ocenie rząd Erdogana popełnia błędy, niemniej jednak „powinniśmy trzymać otwarte drzwi dla Turcji”. Zamknięcie ich mogłoby mieć reperkusje w regionie Bliskiego Wschodu, ale i w regionie Morza Kaspijskiego. Podkreślił jednak potrzebę zmiany sposobu dyskusji o Turcji, zwłaszcza, że jest to forma „inwestycji dla Unii Europejskiej”.

Z innych wypowiedzi Fischera odnotować należy i takie: „przewaga USA nad Europą wiąże się z tanimi zasobami energetycznymi, co z kolei związane jest z wysokim poziomem rozwoju technologicznego”. Jednak „UE i USA mogłyby zastanowić się wspólnie jak radzić sobie ze wspólnymi wyzwaniami”. Odnośnie europejskiej jedności, skomentował on również politykę Londynu: „dla Wielkiej Brytanii byłoby tragedią opuszczenie Unii Europejskiej. Mam nadzieję, że zwycięży brytyjski pragmatyzm. UE z Wielką Brytanią jest w interesie wszystkich krajów członkowskich i całej Europy”. Wyraził też przekonanie, iż „w Europie nie będzie przyszłości dla nieodpowiedzialnych polityków”.

Emma Bonino odniosła się w swojej wypowiedzi do słów Fischera, dotyczących przełomowej sytuacji globalnej: „początkiem idei europejskiej jest właśnie koncepcja wizjonerów, zrodzona jeszcze w czasie II wojny, których ambicją nie było tylko zaprowadzenie pokoju, ale i świadomość, że jedno państwo nie może sobie poradzić z wyzwaniami przyszłości”. Do wszystkich krytyków Unii Europejskiej powiedziała natomiast: „nie widzę nigdzie na świecie, gdzie 28 państw, o różnej tradycji i kulturze, zdecydowało się i doprowadziło do takiego zaawansowania projekt jak UE – nie udało się to ani w Afryce ani Ameryce Południowej. Projekt europejski jest jedynym tego typu przedsięwzięciem, które działa – nasze rozwiązania nie są złe, po prostu musimy działać szybciej, nie ma już żadnych uzasadnień dla powolnego tempa działań”. Projekt integracji europejskie może nie jest doskonały, ale wyjątkowy. Trudno jest zresztą zrezygnować ze swojej flagi czy waluty. Zwróciła też uwagę, iż procesy zacieśniania integracji europejskiej ulegają spowolnieniu, a nawet radzenie sobie z kryzysem schodzi na poziom narodowy, nie unijny i nie jest to dobry kierunek działań.

Dodała także uwagę, że biorąc pod uwagę globalne wyzwania to Europa nie staje wobec nich nieprzygotowana – „rozpoczynamy obecnie z bardzo wysokiego poziomu. Pytanie tylko jak wykorzystamy ten potencjał. To nie jest pytanie taktyczne, ale polityczne – czy wykorzystamy go dla obopólnej współpracy”. Jej zdaniem współpraca transatlantycka może dać znakomite efekty dla obu stron.

W temacie tureckim stwierdziła, że „Turcja ma zobowiązania wobec Unii Europejskiej, ale i UE wobec Turcji”. Zdecydowanie podkreślała też, że „Plac Taksim nie jest Placem Tiananmen ani nawet Placem Tahrir, gdyż Turcja jest krajem demokratycznym”. W jej ocenie „spoglądając w przyszłość i analizując pesymistyczne dane, nawet najwięksi sceptycy zmienią zdanie odnośnie przynależności Turcji do europejskiej rodziny narodów”.

Radosław Sikorski na początku swojej wypowiedzi, również stwierdził, że przytoczy pewne przerażające dane i statystyki. Jedną z nich była informacja, iż szacuje się, że „za 40-50 lat populacja Niemiec skurczy się o ok. o ok. 30 mln”, a z tym także i ich udział w globalnym PKB – podobnie jest z Francją czy Wielką Brytanią. Dodał jednak, że „takie statystyki są tylko odzwierciedleniem aktualnych trendów – historia jest funkcją linearną, wystarczy wrócić do historii, tej sprzed 100 i 10-20 lat. Komentując aktualne trendy wyraził także zdecydowany pogląd, iż spodziewa się, że „rozwój Chin zwolni”.

Odnosząc się do swoich przedmówców, powiedział, że „jeśli chodzi o strategiczne myślenie w Europie, to z samym myśleniem nie mamy problemu – jest wiele inicjatyw w tym kierunku (…). Największym problemem jest jednak Traktat Lizboński i to, że nie wszystkie mechanizmy z tego obszaru zostały zaimplementowane”, a więc, jego zdaniem, Unia Europejska ma nie tyle problem z myśleniem, ale działaniem strategicznym”. Natomiast najlepszym sprawdzianem „dla efektywności naszego strategicznego myślenia będzie zdolność do strategicznego działania”.

Wyraził też pogląd, że w relacjach UE z USA mamy dysproporcję potencjałów, niemniej jednak „warto też zwrócić uwagę, że inną sferą jest gospodarka, a inną kwestie militarne”. Co także jest ważne UE i USA są dla siebie nawzajem największymi partnerami inwestycyjnymi. Wspomniał również, że porozumienie o strefie wolnego handlu pozwoliłoby na 0,5% wzrost PKB w Europie i 0,4% w USA oraz wzrost o 0,5 mln miejsc pracy w USA i 0,8 mln w Europie – to wszystko w skali rocznej. Niemniej jednak umowa o wolnym handlu zostanie podpisana pewnie wtedy, kiedy obie strony będą „wystarczająco się obawiać, a tym samym będą gotowe do poświęceń”. Zdecydowanie poparł on jednak ideę jak najszybszego działania dla realizacji tego projektu, zastrzegając także, iż w jego ocenie lęk i obawy mogą pewne procesy przyspieszyć, ale umowa o wolnym handlu potrzebuje większego poczucia celu.

Aktualnie dwie główne sfery współpracy europejsko-amerykańskiej polski minister SZ upatruje w polityce bezpieczeństwa i handlu. Nie widzi on jednak, aby Europa „stała na dwóch nogach we współpracy wojskowej ze Stanami Zjednoczonymi”, dlatego tym większe jest znaczenie handlu we wzajemnych relacjach. Wciąż pozostawać będzie też pytanie na ile UE będzie w stanie działać strategicznie we współpracy z USA w obu tych dziedzinach.

W temacie działania UE, zdaniem Sikorskiej „nie można mówić o unijnych siłach zbrojnych bez Wielkiej Brytanii, a ta ostatnia raczej się do tego nie palli”. Poza tym „w ostatnim budżecie zredukowano europejski budżet związany z bezpieczeństwem i polityką zagraniczną”. Komentując natomiast wektor wschodni polityki Brukseli, powiedział, że „poza umową stowarzyszeniową z Ukrainą rozmawiamy o porozumieniu o wolnym handlu – to wiąże się pewnymi poświęceniami, do których jesteśmy w tej części Europy przyzwyczajeni”. Jednocześnie jest to też próba dla Kijowa.

Odnosząc się do słów :Stephena J. Hadley’a stwierdził, iż UE i USA niekoniecznie potrzebują nowych instytucji do zacieśniania współpracy, gdyż lepsze wykorzystanie tych już istniejących na razie mogłoby w zupełności wystarczyć. Zgodził się też całkowicie, że UE powinna mieć stałe miejsce w RB ONZ. Komentując politykę zagraniczną Brukseli względem Moskwy, wyraził on przekonanie, że UE może zrobić znacznie więcej, niż tylko wpływać na zachowanie Rosji. „Państwa podejmują decyzję w oparciu o swoje DNA i uwarunkowania wewnętrzne. (…) Wymuszenie na Rosji pewnych działań nie musi doprowadzić do spadku zysków FR ze sprzedaży surowców energetycznych, ale wymusi na niej pewne modele zachowań, co docelowo będzie korzystne dla rosyjskiego społeczeństwa”. Europejska polityka względem Rosji w dziedzinie energetycznej jest jego zdaniem niezwykle skuteczna.

Zdaniem Sikorskiego „UE tak naprawdę ma niewiele narzędzi, aby wpływać na sytuacje takie, jak w Libii”. Szczególnie interesujący był też jego pogląd, iż „powodem dla którego nie mamy bardziej efektywnego wpływu w swoim otoczeniu jest mechanizm wieloletnich negocjacji”, w tym i biurokracja, które bardzo wydłużają i przeciągają w czasie konkretne działania. Dodał także, że „trzeba się zastanowić nad tym, jak wydajemy nasze środki – żeby nie przybierało to formy pseudo-socjalizmu”. Co więcej – UE nie powinna unikać takiego rzeczowego podejścia do swoich wydatków, zwłaszcza że czasu jest niewiele i trzeba działać szybko. W tym kontekście fundusze pomocowe dla krajów sąsiedzki UE powinny być wydawane bardziej strategicznie. Biorąc pod uwagę całość Unii, jest on potęgą pod względem wydatków na rozwój i demografię – musi to znaleźć odzwierciedlenie w realizacji unijnych celów politycznych.

Jako przykład i wzór działania dla UE podał on współpracę polsko-amerykańską z lat 80-90. XX w. „Jeśli my w Europie dostrzegamy dobry rząd, z dobrym planem oraz ludzi z misją, powinniśmy zrobić to samo co Stany Zjednoczone zrobiły dla nas” w okresie transformacji. „Zrobienie czegoś mniejszego, ale szybko jest bardzo pomocne dla nowych demokracji”.

Odnosząc się do kwestii energetycznych, powiedział, iż „mamy potencjał, aby pozostawić na zawsze poziom cen ropy poniżej 100 USD – a wtedy zaczęłyby się interesujące zmiany na Wschodzie”. Dodał też, że „Polska ale i inne państwa są gotowe na całkowite oddanie własnej suwerenności w jednej sferze – handlu. Trzeba zdać sobie sprawę, że obrona własnych interesów może mieć miejsce tylko przez zacieśnianie współpracy z partnerami europejskimi”. Mówiąc o Ukrainie, stwierdził wprost, iż „nie wiemy czy Ukraina będzie w tym roku gotowa do podpisania umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską”.

Foto: www.pism.pl/pl