Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Kosowo niezgody - wywiad z posłem Pawłem Zalewskim

Kosowo niezgody - wywiad z posłem Pawłem Zalewskim

21 marzec 2008
A A A
O konsekwencjach ogłoszenia przez Kosowo niepodległości, sytuacji na Bałkanach oraz wpływie kazusu Kosowa na inne obszary sporne z posłem Pawłem Zalewskim rozmawia Maciej Jarecki.

Maciej Jarecki: Czy to dobrze, że Polska i inne kraje UE uznały niepodległość Kosowa?

Paweł Zalewski: Nie było alternatywy dla uznania Kosowa. Kwestia jak rozstrzygnąć problem kosowski została już przesądzona w 1999 r. po czystkach Serbskich. Pamiętajmy, że niepodległość Kosowa to efekt działań Serbskich, efekt wojny, która toczyła się na obszarze Kosowa i interwencji NATO. Istniały dwie możliwości rozwiązania problemu. Pierwszy, że społeczność międzynarodowa doprowadzi do koegzystencji albańsko-serbskiej w Jugosławii. Zbrodnie, które zostały dokonane, działalność serbska de facto uniemożliwiły takie rozwiązanie. Została wybrana druga opcja – stworzenie pewnego protektoratu – najpierw NATO, a obecnie Unii Europejskiej. Jedynym sensownym kierunkiem rozwoju dzisiaj jest doprowadzenie do tego, aby oba państwa- Serbia i Kosowo znalazły się w UE. Należy stworzyć takie rozwiązania, które do tego doprowadzą. Najpierw należy jednak wzmocnić państwo kosowskie.

Czy według Pana Kosowo jako państwo jest w stanie przetrwać na arenie międzynarodowej? Dwumilionowe państwo praktycznie bez przemysłu i surowców, które na turystykę też specjalnie postawić nie może. Czy Kosowo mówiąc kolokwialnie „przeżyje”?

To jest dobre pytanie, pytanie w dużej mierze do Unii Europejskiej. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że Unia będzie utrzymywała Kosowo, de facto petryfikując patologie społeczne. Kosowo jest przecież obszarem, na którym koncentrują się bardzo negatywne zjawiska: handel narkotykami, handel ludźmi, eksport kobiet. To są problemy, które mogą być rozwiązane, jeśli na tym obszarze powstanie praworządne państwo, a to jest z różnych względów, m.in. z powodu powiązań klanowych, bardzo trudne. To jest wada projektu kosowskiego. Jeżeli wspólnota międzynarodowa uznała, że Albańczycy kosowscy są zdolni do niepodległości to powinna w ciągu minionych 10 lat zrealizować projekt budowy państwa w znacznie silniejszym stopniu niż to miało miejsce dotychczas. Dzisiaj jest to również nasz problem. To, co Polska mogłaby robić to właśnie występować z różnymi inicjatywami budowy państwa demokratycznego – mamy do tego kompetencje. Punktem wyjścia patrząc z pozycji polskiej powinno być jednak przede wszystkim wypracowanie strategii wobec Bałkanów, której Polska nie ma. Jednym z elementów tej strategii powinna być strategia wobec Kosowa. Bałkany to obszar niezwykle istotny, chociażby dlatego, że tu miały początek zdarzenia, które destabilizowały Europę.

Czy uważa Pan, że wzrost napięcia na Bałkanach spowodowany kwestią kosowską może ponownie doprowadzić do takiej destabilizacji?

Nie, dziś to nie jest możliwe. Obecnie kraje bałkańskie są mocno powiązane z Unią Europejską. Są albo będą wkrótce jej członkami. Wybuch wielkiego konfliktu nie jest realny. Należy jednak pamiętać, że ciągle zagrożenie konfliktem na Bałkanach istnieje w Kosowie, Bośni i Hercegowinie, czy Albanii i jej relacjach z sąsiadami. Dla Polski jest to obszar niezwykle istotny, znajdujący się zaraz za naszym bezpośrednim sąsiedztwem i silnie na nie wpływający. Przykładowo, sytuacja na Bałkanach silnie oddziałuje na Węgry, które są naszym bliskim partnerem. Kolejna kwestia istotna dla Bałkanów to fakt, że na ten obszar bardzo silnie wpływa Rosja, a ta jest ważnym czynnikiem kształtującym sytuację Polski. To kolejny argument, że powinniśmy interesować się  sprawami bałkańskimi. Aktywność Rosji na tym obszarze wiąże się bezpośrednio z kwestiami energetycznymi. Przykładem jest choćby rurociąg South Stream, który ma być alternatywą dla lansowanego przez Polskę projektu Nabucco. Bałkany to również ważny dla nas obszar, bo duża część inteligencji bałkańskiej – serbskiej, czy macedońskiej – studiowała w Polsce i jest bardzo przychylenie nastawiona do naszego kraju. To daje nam możliwości oddziaływania na ten obszar.

Unia Europejska i Polska uznały niepodległość Kosowa, a więc moim zdaniem jesteśmy moralnie zobligowani do niesienia pomocy temu państwu. Jakby taka pomoc mogła wyglądać?

Tak, mamy moralny obowiązek oraz interes. Punktem wyjścia do takiej pomocy musi być polityka. Polska musi zdefiniować swoje interesy na terenie Bałkanów, stworzyć spójną strategię, wyraźnie określić cele i metody ich realizacji.

Jakie są zatem polskie interesy na Bałkanach?

Przede wszystkim stabilizacja sytuacji. Co ciekawe Polska była już zaangażowana w misje wojskowe czy policyjne w Kosowie, czy Bośni i Hercegowinie, i nie stała za tym żadna polityka. Angażowaliśmy się w imię tego, że w naszym interesie leży stabilizacja. Obecnie to za mało, musimy mieć sprecyzowane cele. Bałkany to obszar istotny z punktu widzenia naszych partnerów. Jeżeli chcemy, żeby Niemcy, Francja, czy Włochy współpracowały z nami w polityce wschodniej to musimy móc im coś zaoferować na Bałkanach. Wracając do pytania o polskie interesy: obszar bałkański jest interesujący ze względu na to, że możliwe i pożądane są tam polskie inwestycje. Szereg polskich przedsiębiorstw jest zainteresowanych inwestycjami w Chorwacji, czy Bośni i Hercegowinie. To wszystko powinno być zbadane i zmierzone i powinna powstać spójna polska strategia wobec regionu. Także wobec Serbii. Nie można zapomnieć, że Serbia wybrała drogę na zachód w ostatnich wyborach prezydenckich. Boris Tadzić to polityk proeuropejski.{mospagebreak}

Przejdźmy z Bałkanów to skali makro. Kwestia kosowska spowodowała w stosunkach międzynarodowych niebezpieczny precedens. Rosja nie uznała niepodległości Kosowa występując w imię integralności terytorialnej Serbii. Państwa zachodnie odwrotnie – uznały Kosowo. W odpowiedzi parlament FR rozpoczął debatę na temat uznania niepodległości Osetii Południowej i Abchazji. Następne w kolejce może być Naddziestrze i Górny Karabach. Czy nie sądzi Pan, że uznanie niepodległości Kosowa przez państwa zachodnie było źle przygotowane? Może uznanie powinno zostać poprzedzone szeroką kampanią dyplomatyczną. Czy nie obawia się Pan, że zachodnia  gra niepodległością Kosowa może obrócić się przeciw państwom zachodnim i spowodować destabilizację na Kaukazie, czy w Mołdowie?

Nie obawiam się. Wydaje mi się, że Rosja nie będzie miała interesu w uznawaniu niepodległości tych obszarów, z trzech powodów. Po pierwsze, dziś Rosja realnie kontroluje sytuację w Abchazji, w związku z tym niepodległość takiej republiki jest jej do niczego nie potrzebna, Rosja na tym nic nie zarabia. Po drugie, Rosja wiele ryzykuje – rozpoczęłaby bowiem bardzo niebezpieczny dla siebie proces. Jeśli jest jakiś kraj na świecie, któremu realnie zagrażają ruchy odśrodkowe, to jest nim Federacja Rosyjska. Po trzecie, Rosja wykorzystuje Transdniestrze, Nagorny Karabach, Abchazję i Osetię Południową jako element nacisku na państwa, dla których losy tych terytoriów są ważne. Ten element nacisku występuje tylko wtedy, gdy losy tych terenów są nieokreślone. Gdy zostaną określone, to oczywiście, te kraje stracą, ale jednorazowo, Rosja nie będzie już mogła na nie tak skutecznie naciskać. Rosja jest raczej zainteresowana kontrolowaniem wymienionych obszarów, niż ich odłączeniem. Zbuntowane prowincje są interesujące z punktu widzenia Rosji dopóki ich los nie jest rozstrzygnięty i są narzędziem nacisku.

W jednej ze swoich wypowiedzi w czasie konferencji (z posłem Zalewskim rozmawiałem w czasie konferencji Polska Polityka Wschodnia 2008 – przy. M.J.) stwierdził Pan, że wbrew temu co mówi prezydent Saakaszwili, gruzińska opozycja nie jest inspirowana przez Rosję. Jak w takim razie rozumieć retorykę Saakaszwilego?

Opozycja gruzińska nie jest prorosyjska, jest prozachodnia i chce wejść do EU i NATO. Niestety demokracja w Gruzji jest w stanie budowy. Polsce powinno zależeć na sukcesie Saakaszwilego, bo to przywódca ekipy modernizacyjnej, ale jednocześnie Polsce powinno zależeć na umocnieniu gruzińskiej demokracji. Polska, która ma dobre kontakty z ekipa gruzińskiego prezydenta powinna go przekonywać, że otwarcie na różne środowiska opozycyjne leży w interesie Gruzji.

Przysłuchując się drugi dzień wystąpieniom panelistów dochodzę do wniosku, że największym problemem polskiej polityki wschodniej i generalnie polskiej polityki zagranicznej, jest brak strategii i myślenie w okresach czteroletnich, a nie w perspektywie pokolenia. Z czego wynika taki stan rzeczy?

Z tego, że w Polsce nie ma myślenia instytucjonalnego. W Polsce osoby zajmujące się polityką zagraniczną mają bardzo krótką perspektywę pracy na danym stanowisku. Nie ma sytuacji, w której instytucje „żyją swoim życiem”. Bardzo ważne jest doprowadzenie do stabilizacji, także personalnej, w MSZ. Stworzenie ciągłości, która sprzyja myśleniu strategicznemu. Polska polityka zagraniczna jest polityka rwaną. To całkowicie uniemożliwia długofalowe myślenie i działanie. Jeśli już się stworzy jakiś plan działania, to zostaje on zakwestionowany po kolejnych wyborach.

Czy widzi Pan możliwość takiej stabilizacji w MSZ kierowanym przez Radosława Sikorskiego?

Życzę mu tego i mam nadzieję, że tak się stanie.

 

(z powodu problemów technicznych wywiad nieautoryzowany)