Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Braterstwo na peryferiach

Braterstwo na peryferiach

27 październik 2016
A A A

Słowenia przez pewien czas cieszyła się dużym zainteresowaniem w Europie, jako najbogatsze ze słowiańskich państw, które mogło pochwalić się dynamicznym wzrostem gospodarczym. Kilka lat temu sytuacja znacząco się zmieniła, stąd jeden z najmniejszych członków Unii Europejskiej poszedł nieco w zapomnienie. Dlatego też zbliżenie Słowenii z Rosją przechodzi niemal bez echa.

Innym z powodów nikłego zainteresowania rosyjsko-słoweńskimi relacjami może być ogólnoeuropejska tendencja, zgodnie z którą wojna na Ukrainie nie cieszy się już równie wielkim zainteresowaniem, jak chociażby jeszcze na początku zeszłego roku. Stąd wizyty Władimira Putina w państwach członkowskich Unii Europejskiej nie wzbudzają już tak wielkich kontrowersji, jak na przykład jego przyjazd do Węgier w lutym 2015 r. Nikt specjalnie nie protestował też w samej Słowenii, która od dłuższego czasu próbuje wzmocnić swoje więzy z Federacją Rosyjską.

Relacje nie od dziś

Można pokusić się o stwierdzenie, iż kontakty Słoweńców i Rosjan zaczęły się już w połowie XIX w. W 1848 r. słoweńscy delegaci brali bowiem udział w Kongresie Słowiańskim w Pradze, który został zwołany pod wpływem popularnych wówczas idei panslawizmu, mającego ochronić Słowian przed próbami ich germanizacji i madziaryzacji poprzez zjednoczenie Słowian i zwrócenie się w kierunku mającej ich chronić Rosji. W tym samym roku po raz pierwszy na jednej z manifestacji przeciwko monarchii Austro-Węgierskiej użyto słoweńskiej flagi, której barwy nawiązywały właśnie do idei panslawizmu. Prorosyjskie stanowisko zajmowali też główni propagatorzy idei jugosławizmu, która na początku XX w. stała się popularna również wśród Słoweńców.

Prezydent Rosji Władimir Putin z prezydentem Słowenii Borutem Pahorem podczas wizyty na Słowenii w 2016 roku. Zdjęcie: Kremlin.ru

Po upadku komunistycznej Jugosławii już w 1992 r. Słowenia i Rosja nawiązały stosunki dyplomatyczne, jednak początkowo nie były one intensywne, choć w 1995 r. po powrocie z Rosji specjalne Stowarzyszenie Słoweńsko-Rosyjskie (działające zresztą do dziś) utworzył ambasador Saša Geržina. Słoweńcy po upadku Związku Radzieckiego nie zdecydowali się jednocześnie na podpisanie umowy o przyjaźni z Rosją, bowiem bali się, iż zaszkodzi ona w przystąpieniu tego kraju do struktur Unii Europejskiej i NATO. Kilkukrotnie słoweńscy politycy odwoływali swoje wizyty w Rosji, natomiast rosyjscy przywódcy Władimir Putin i Dmitrij Miedwiediew przybyli wprawdzie na Słowenię w 2001 r., jednak celem ich podróży było spotkanie z amerykańskim prezydentem Georgem W. Bushem. Osiem lat później Miedwiediew pojawił się w Mariborze na meczu piłkarskim pomiędzy Słowenią i Rosją, natomiast do pierwszego poważnego spotkania polityków z obu państw doszło w marcu 2011 r., choć przyjazd Putina do Lublany miał według ówczesnych relacji charakter czysto kurtuazyjny. Kilka miesięcy później okazało się jednak, że Słoweńcy są zainteresowani udziałem w budowie gazociągu South Stream, stąd w listopadzie tego samego roku oba państwa podpisały umowę o utworzeniu spółki South Stream Slovenia. Warto wspomnieć, że mimo niewielkich kontaktów słoweńsko-rosyjskich na najwyższym szczeblu stale rozwijały się obustronne relacje gospodarcze i w 2013 r. osiągnęły one rekordowy poziom 2 mld dolarów z dodatnim bilansem po słoweńskiej stronie.

Ostrożnie z Ukrainą

Protesty na Majdanie i przemiany na Ukrainie nie spotkały się z wielkim zainteresowaniem słoweńskich polityków, którzy już wówczas byli nastawieni na dalsze rozwijanie swoich relacji z Rosją i opowiadali się chociażby za zniesieniem obowiązku wizowego dla Rosjan chcących przyjechać do Unii Europejskiej. Także wybuch konfliktu we wschodniej części Ukrainy nie zmienił znacząco tego stanowiska. Słoweńcy popierali co prawda realizację mińskich porozumień oraz integralność terytorialną Ukrainy, jednocześnie jednak sprzeciwiali się sankcjom gospodarczym wobec Rosji, proponując nawet pośredniczenie w rozmowach pomiędzy zwaśnionymi stronami. 

W chwili wybuchu konfliktu na Ukrainie Rosja była siódmym co do wielkości partnerem handlowym Słowenii, a także piątym inwestorem w tym kraju. Obawy Lublany dotyczące negatywnych skutków sporu o Ukrainę dość szybko się potwierdziły, bowiem już rok po aneksji Krymu przez Rosję słoweńsko-rosyjskie obroty handlowe zmniejszyły się o blisko jedną trzecią. Ważnym źródłem dochodu dla słoweńskiej gospodarki byli również rosyjscy turyści. Już w sierpniu 2014 r. odnotowano spadek ich liczby o blisko 20 proc., natomiast rok później o ponad jedną trzecią, stąd Rosjanie mieli tylko 3,4 proc. udziału w dobach hotelowych wykupywanych przez cudzoziemców. Utrudnione zadanie miały też słoweńskie przedsiębiorstwa inwestujące w Rosji, a należy zaznaczyć, iż wartość ich aktywów na rosyjskim terytorium wynosi blisko 230 mln dolarów.

Premierzy Rosji i Słowenii, Dmitrij Miedwiediew i Miro Cerar. Zdjęcie: Government.ru

Jednocześnie Słoweńcy nie zapominali o tym, że ich największym partnerem handlowym są kraje unijne, stąd w maju 2015 r. podczas szczytu Partnerstwa Wschodniego w Rydze premier Miro Cerar pozytywnie ocenił dotychczasowe osiągnięcia programu i opowiedział się za liberalizacją reżimu wizowego dla obywateli Ukrainy, Mołdawii i Gruzji. Jednocześnie szef słoweńskiego rządu zaznaczył, iż współpraca ta nie powinna zaostrzać sytuacji w stosunkach Brukseli z Moskwą. Dwa miesiące później zainteresowanie relacjami z Ukrainą ze strony Słowenii miała potwierdzać wizyta ministra spraw zagranicznych Karla Erjaveca w Kijowie, który zaprosił na Słowenię ukraińskiego prezydenta Petra Poroszenkę, jednak do dzisiaj wizyta nie doszła do skutku.

Vršič łączy

W międzyczasie na Słowenii doszło jednak do dwóch wizyt najważniejszych osób w rosyjskim państwie. Pod koniec lipca ub.r. do Lublany przybył Miedwiediew, który wyraził wówczas przekonanie, iż UE powinna jako pierwsza znieść sankcje wobec Rosji. Ze słowami rosyjskiego premiera zgodził się jego słoweński odpowiednik, bowiem zdaniem Cerara szkodzą one słoweńsko-rosyjskiej wymianie handlowej. Jednocześnie Cerar zaznaczył przy tym, że Słowenia będzie wspierać to stanowisko w UE, jednak decyzja należy do całej wspólnoty. Ważnym elementem tamtej wizyty Miedwiediewa były obchody w rosyjskiej kaplicy na przełęczy Vršič w północnej części kraju, gdzie w 1916 r. z powodu lawiny zginęło blisko 100 osób, w tym głównie rosyjskich jeńców budujących drogę pod nadzorem austriackich żołnierzy (ogółem śmierć przy pracy poniosło tam 380 osób). Na uroczystości stulecia tych wydarzeń do Vršič przybył więc sam Putin. 

Wizyta rosyjskiego prezydenta w lipcu tego roku potwierdziła fakt, iż Słowenia bardzo dobrze dogaduje się z Rosją. Putin w swoim przemówieniu komplementował Słoweńców, podkreślając wdzięczność swojego państwa za ich opiekę nad kaplicą w Vršič, a także za otwartość słoweńskiej branży turystycznej na turystów z jego kraju. Kolejnym punktem wizyty Putina był pomnik żołnierzy radzieckich, którzy w trakcie II wojny światowej walczyli na terytorium Słowenii okupowanej wówczas przez III Rzeszę i Włochy. Putin i słoweński prezydent Borut Pahor jeszcze wyraźniej krytykowali wówczas unijne sankcje wobec Rosji, wspominając kilkukrotnie o spadku wymiany handlowej pomiędzy UE i Rosją o blisko połowę. Najlepszą ilustracją podejścia Słoweńców do Rosji była duża liczba uczestników uroczystości na przełęczy (według szacunków władz pojawiło się na nich blisko 2,5 tys. osób) i niewielka grupa przeciwników wizyty, którą stanowili w przeważającej większości Ukraińcy mieszkający na Słowenii. Po cichu Rosja zyskała więc kolejnego sojusznika w Unii, który wydaje się być nawet bardziej prorosyjski od Węgier czy Słowacji.

Maurycy Mietelski