Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję

Pogoda dla słoweńskiej lewicy

08 grudzień 2017
A A A

Głosowanie nad wyborem nowego prezydenta Słowenii okazało się sukcesem tamtejszej lewicy, mogącej ze sporymi nadziejami patrzeć na przyszłoroczne wybory parlamentarne. Nie zmienia to jednak faktu, iż scena polityczna tego niewielkiego kraju jest niezwykle podzielona, a triumf odniesie siła, która obieca Słoweńcom powrót do poziomu życia sprzed międzynarodowego kryzysu finansowego.

Druga tura wyborów prezydenckich nie przyniosła niespodzianki i dotychczasowa głowa państwa będzie nadal sprawować swój urząd, chociaż pięć lat temu Borut Pahor mógł cieszyć się zdecydowanie wyższym poparciem. Spora część Słoweńców uznała jednak, iż lepiej reprezentowałby ich inny człowiek miejscowej centrolewicy, czyli Marjan Šarec, który dał się poznać jako sprawny samorządowiec oraz… zawodowy artysta kabaretowy. Warto przy tym pamiętać, że obaj kandydaci nie mogli złożyć zbyt wielu przedwyborczych obietnic, ponieważ w słoweńskim systemie politycznym prezydent ma niewielkie prerogatywy i przede wszystkim reprezentuje swój kraj na arenie międzynarodowej.

Niezależny, ale socjaldemokrata

Oficjalnie Pahor nie jest członkiem żadnej z partii politycznych, co tak jak w naszym kraju związane jest z niepisaną zasadą zrzekania się członkostwa przez polityków obejmujących najwyższy urząd w państwie. Nie oznacza to oczywiście, iż obecna słoweńska głowa państwa nie ma za sobą politycznego doświadczenia, ponieważ wcześniej, w latach 1998-2012,  Pahor sprawował funkcję szefa rządu i przez blisko piętnaście lat był przewodniczącym partii Socjaldemokraci (SD). Oczywiście Pahor mógł więc liczyć na poparcie swojego dawnego ugrupowania, które chce wykorzystać jego wciąż dużą popularność w zbliżającej się kampanii wyborczej do parlamentu.

Prezydent Słowenii ma bowiem status politycznego celebryty, stąd przez swoich przeciwników jest nazywany złośliwie „Królem Instagrama”, ponieważ jest niezwykle aktywny w tej sieci społecznościowej. Pahor jako były model nie ma więc problemu z publikowaniem na Instagramie zdjęć w mniej lub bardziej oficjalnych sytuacjach, chwaląc się szczególnie swoim zamiłowaniem do sportu. Słoweński prezydent postanowił zresztą przeprowadzić swoją kampanię w niezwykle interesujący sposób, stąd przez 25 dni pokonał on pieszo blisko 700 kilometrów, aby odwiedzić jak największą liczbę słoweńskich miasteczek i wsi.

Borut Pahor. Źródło: Wikimedia Commons / Matej Leskovšek/STA

Niektórzy komentatorzy twierdzą jednak, że Socjaldemokraci nie mogą opierać się jedynie na osobie głowy państwa. Pahor niezwykle często wysyła bowiem sprzeczne sygnały do swoich wyborców, lubi grać na populistycznych nutach, a przede wszystkim w Polsce byłby określony mianem „strażnika żyrandola”. Słoweński prezydent, jak już wspomniano, ma niewiele uprawnień i niemal wszystkie jego decyzje musi wpierw zaaprobować parlament, ale jednocześnie może inicjować pewne procesy polityczne poprzez dialog z partiami. Pahor woli jednak stać z boku publicznych dyskusji, stąd największe ugrupowanie słoweńskiej lewicy nie może być w pełni przekonane, że w przyszłym roku włączy się on w jej kampanię.

Z kabaretu do polityki

Bierność Pahora chciał wykorzystać jego główny przeciwnik w tegorocznej kampanii wyborczej, czyli Marjan Šarec. Ten były prezenter radiowy i artysta kabaretowy uważany jest za niezwykle zdolnego organizatora, stąd polityczną popularność zdobył dzięki swoim rządom w kilkunastotysięcznym miasteczku Kamnik na północy kraju. Jako burmistrz Šarec dał się poznać jako odpowiedzialny funkcjonariusz publiczny, który dodatkowo wsłuchuje się w głos mieszkańców i walczy z dotychczasowymi politycznymi układami. Samorządowiec często eksponuje również fakt, iż przed dziesięcioma laty był jednym z głównych sygnatariuszy listu dziennikarzy sprzeciwiających się ingerencji polityków na słoweńskim rynku medialnym.

Šarec stara się przekonywać Słoweńców, iż w polityce potrzebna jest zmiana pokoleniowa, dlatego często zwracał uwagę na różnicę wieku pomiędzy sobą i prezydentem Pahorem (samorządowiec jest młodszy o czternaście lat) oraz podkreślał swoją bezpartyjność. Oczywiście medialna kreacja Šareca nie ma wiele wspólnego z rzeczywistością, bo po pierwsze już od siedmiu lat jest on burmistrzem Kamnika, a ponadto przez kilka lat był działaczem centrolewicowej Pozytywnej Słowenii (PS). Były komik, podobnie jak Pahor, nie jest wolny od populistycznych zagrywek, stąd z jednej strony pochyla się nad losem biednych i wykluczonych, a z drugiej gra na konserwatywnych nutach, często podkreślając przywiązanie do rodzinnych wartości.

Były już konkurent Pahora w walce o fotel prezydenta Słowenii promuje również zmiany w systemie politycznym kraju, aby obywatele mogli przede wszystkim głosować na konkretne osoby, a nie na partie. Zanim to się zmieni Šarec będzie musiał jednak dostosować się do obecnej ordynacji wyborczej, stąd w najbliższych miesiącach jego głównym celem będzie budowa własnego ugrupowania. Już po ogłoszeniu wyników drugiej tury wyborów prezydenckich samorządowiec zapowiedział, iż jest przede wszystkim człowiekiem czynu, stąd po porażce nie zamierza rezygnować z dalekosiężnych planów politycznych.

Centroprawica w odwrocie

Właściwie od początku kampanii wyborczej wiadomo było, że jej głównymi aktorami będą Pahor i Šarec, stąd siódemka pozostałych kandydatów praktycznie się nie liczyła, co z pewnością jest bardzo złą informacją dla słoweńskich ugrupowań centrowych i prawicowych. Najlepszy wynik w pierwszej turze spośród kandydatów z tej strony sceny politycznej uzyskała Romana Tomc z konserwatywnej Słoweńskiej Partii Demokratycznej (SDS), ale jej rezultat jest w głównej mierze efektem silnej pozycji SDS wśród wyborców, co związane jest z zasługami tej partii dla utworzenia niepodległej Słowenii.

W ogóle nie liczyła się natomiast Maja Makovec Brenčič, obecna minister edukacji, nauki i sportu, która reprezentowała największe ugrupowanie koalicji rządowej. Jej wyjątkowo słaby wynik (zaledwie 1,74 proc. głosów w pierwszej turze) jest pokłosiem problemów jej macierzystej Partii Nowego Centrum (SMC), stale tracącej w sondażach. Ugrupowanie kierowane przez obecnego premiera Miro Cerara przed trzema laty wygrało wybory parlamentarne, chociaż powstało… na sześć tygodni przed głosowaniem. SMC przedstawiało się wówczas jako ugrupowanie antyestablishmentowe i chcące przewietrzyć słoweńską scenę polityczną, stąd rozczarowany elektorat pod podobnymi hasłami zagospodarowuje obecnie Šarec.

A rozczarowanie Słoweńców rządami Cerara ma związek z sytuacją gospodarczą kraju. Słowenia przez wiele lat była uważana za najdynamiczniej rozwijające się państwo w Europie Środkowej, ale na jego kondycji mocno odbił się światowy kryzys finansowy z 2009 roku. Oficjalnie wszelkie wskaźniki gospodarcze już dawno wróciły na właściwe tory, lecz Słoweńcy zupełnie tego nie odczuwają, zaś niektóre problemy wręcz się nawarstwiają. W ostatnich miesiącach mówi się w tym kontekście najczęściej o coraz dłuższym oczekiwaniu na dostęp do służby zdrowia, a dodatkowo wielu Słoweńców w związku z poprawą sytuacji ekonomicznej domaga się obniżenia podatków do poziomu sprzed kryzysu.

Zdecyduje gospodarka

Reformy gospodarcze są więc głównym polem konfliktu pomiędzy partią premiera Cerara oraz jego koalicjantami, ponieważ SMC jako ugrupowanie liberalne sprzeciwia się projektom socjalnym, zaś Socjaldemokraci i Demokratyczna Partia Emerytów Słowenii (DeSUS) jako partie lewicy prezentują oczywiście odmienne stanowisko. Z tego powodu pozycjonują się one jako obrońcy interesów najbiedniejszych Słoweńców, a także krytycznie patrzą na dalszą prywatyzację usług publicznych i na wpuszczanie do kraju większej liczby zagranicznych inwestorów. Ci ostatni narzekają tymczasem na rozbudowaną biurokrację i zbyt skomplikowane prawo, co krytycy większej obecności obcego kapitału wykorzystują właśnie do krytyki zbytniego uzależniania się od cudzoziemców, wskazując na wcześniejsze sukcesy słoweńskich firm nie mających problemów z rozwojem z powodu obowiązującego na Słowenii prawa.

Słoweński premier w ostatnim czasie stara się minimalizować ostatnie wizerunkowe porażki, o czym świadczy projekt budżetu na przyszły rok. Rząd Cerara w związku z coraz lepszymi wynikami tamtejszej gospodarki zapowiedział więc, że uwolni część środków uzyskanych z wcześniejszych oszczędności, ale jednocześnie zaznaczył, iż nie zrobi tego ze wszystkimi zasobami pieniężnymi z powodu konieczności doprowadzenia do końca kilkuletniego planu uzdrowienia finansów publicznych. W tej sytuacji trudno dziwić się, że rośnie popularność nie tylko umiarkowanej centrolewicy, lecz również radykalnej i eurosceptycznej Lewicy opierającej się na marksistowskich dogmatach.

Wiele wskazuje więc na to, iż w przyszłym roku Słoweńców czeka festiwal populistycznych obietnic i trafi on na podatny grunt. Mieszkańcy tego niewielkiego kraju oczekują bowiem powrotu do dobrobytu znanego im sprzed międzynarodowego kryzysu finansowego, a wezwania do dalszego zaciskania pasa, na co naciska Komisja Europejska i największe państwa strefy euro, może już nie znaleźć zrozumienia w słoweńskim społeczeństwie

Maurycy Mietelski