Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Energia Luana Żak: Szczyt klimatyczny w Nowym Jorku - bliżej porozumienia?

Luana Żak: Szczyt klimatyczny w Nowym Jorku - bliżej porozumienia?

28 październik 2014
A A A
Niebywały rozgłos zdobył pod koniec września temat zmian klimatycznych. W ponad 158 państwach doszło do wielotysięcznych demonstracji, podczas których obywatele domagali się od decydentów podjęcia działań mających na celu redukcję emisji dwutlenku węgla. Dwa dni później w Nowym Jorku odbył się zorganizowany przez Sekretarza Generalnego ONZ szczyt klimatyczny, który przyciągnął setki przedstawicieli państw, międzynarodowych korporacji oraz organizacji pozarządowych.

Celem nowojorskiego szczytu miało być wzmocnienie woli politycznej do wypracowania efektywnego porozumienia klimatycznego na konferencji w Paryżu w 2015 r. Co ważne, nowojorski szczyt klimatyczny nie stanowił części Ramowej Konwencji NZ w sprawie klimatu (UNFCCC), zatem negocjacji dotyczących nowego porozumienia w sprawie gazów cieplarnianych nie można było się spodziewać. Intencją Ban Ki-Moona było zwrócenie uwagi świata na problem zmian klimatycznych i podkreślenie konieczności zawarcia globalnego porozumienia. Już w grudniu 2014 r. w Limie odbędzie się konferencja klimatyczna, na której państwa mają przyjąć wstępną treść porozumienia, więc organizacja szczytu mającego na celu pobudzenie woli politycznej była słuszna. Spotkanie światowych liderów ujawniło ich wolę przyjęcia kolejnych zobowiązań na rzecz redukcji dwutlenku węgla w Paryżu w 2015 r., zapoczątkowało kilka obiecujących inicjatyw i przede wszystkim skupiło uwagę światowej opinii publicznej na potrzebę zawarcia porozumienia klimatycznego.

Cele emisyjne – zgoda bez konkretów
    Przywódcy i przedstawiciele państw, którzy pojawili się na szczycie klimatycznym w Nowym Jorku mieli okazję do przedstawienia nowych celów redukcyjnych, które gotowi są wprowadzić po 2020 r. Niestety większość wypowiedzi decydentów ograniczało się do wyrażenia woli do przyjęcia nowych zobowiązań, ogólnych planów dotyczących przyszłych reform oraz opisywania podjętych już działań. Wyjątkiem była Unia Europejska, które już teraz ogłosiła ambitne plany redukcji gazów cieplarnianych, czyli ograniczenie emisji o 40 proc. do 2030 r. (w stosunku do 1990 r.). Plany przedstawiło też kilka europejskich państw: Dania o 40 proc. do 2020 r. i całkowita eliminacja paliw kopalnianych do 2050 r., Cypr o 40 proc. do 2030 r., Wielka Brytania oraz Irlandia o 80 proc., Belgia o 85 proc., Holandia o 80-95 proc. do 2050 r. Finlandia zapowiedziała także wyeliminowanie elektrowni węglowych do 2025 r., natomiast Niemcy obiecały rezygnację z wspierania powstawania nowych elektrowni węglowych.

Postulaty krajów europejskich nie wywarły na opinii publicznej dużego wrażenia, ponieważ Unia Europejska od lat jest liderem w walce przeciwko zmianom klimatycznym, a także jej największym zwolennikiem. Uwagę przykuły natomiast wystąpienia największych emitentów dwutlenku węgla, czyli Chin oraz Stanów Zjednoczonych. Ku rozczarowaniu większości przedstawiciele tych państw nie złożyli żadnych obietnic. Stany Zjednoczone oraz Chiny oświadczyły, że nowe cele redukcyjne zostaną ogłoszone jak najszybciej. Indie nie wspomniały o planach po 2020 r., a Rosja poinformowała, że obniży emisję o 70-75 proc. do 2030 r., podkreślając że każde państwo powinno samodzielnie decydować o swoich celach. Do kwietnia 2015 r. państwa zobowiązane są do przedłożenia narodowych kontrybucji, w których określą swój wkład na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi i wydaje się, że ostrożność w deklaracjach oraz ich brak świadczy o tym, że nie ma jeszcze zgody, co do konkretnych propozycji dotyczących redukcji emisji dwutlenku węgla.

Na spotkaniu po raz kolejny doszło do konfrontacji państw rozwijających się i rozwiniętych w kwestii przyjęcia przyszłych zobowiązań. Obama w swoim wystąpieniu wezwał Chiny do udziału w globalnych działaniach klimatycznych poprzez przyjęcie wiążących celów redukcyjnych. Podkreślił, że zarówno Stany Zjednoczony, jak i Chiny, są największymi gospodarkami oraz emitentami dwutlenku węgla, więc mają obowiązek, aby przewodzić w walce z globalnym ociepleniem. Zdaniem amerykańskiego prezydenta walka ma szansę na powodzenie tylko w przypadku, gdy wszystkie krają się do niej przyłączą. Wicepremier Chin odpowiedział z kolei, że Pekin jest skłonny podjąć większy wysiłek na rzecz ograniczenia gazów cieplarnianych, jednak proporcjonalny do państwowych możliwości. Chiny, Brazylia oraz Indie podkreślały, że zaangażują się w działania na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi, jednak będą dalej optowały za stosowaniem zasady „wspólnej, ale zróżnicowanej odpowiedzialności”, która odzwierciedlać ma fakt, że kraje rozwinięte są głównymi winowajcami globalnego ocieplenia i to one powinny redukować emisję dwutlenku węgla, a także wesprzeć finansowo kraje rozwijające się w ich przystosowywaniu się do zachodzących zmian.

Zielony Fundusz Klimatyczny
Brak postępu przy ustaleniu celów redukcyjnych został częściowo zrekompensowany deklaracjami państw w sprawie finansowania Zielonego Funduszu Klimatycznego, który powstał w celu pomocy biedniejszym krajom w dostosowywaniu się do zmian klimatycznych. Niemcy oraz Francja zobowiązały się do przekazania po 1 mld USD, Norwegia 33 mln USD, Szwajcaria i Republika Korei po 100 mln USD, Dania 70 mln USD, Luksemburg 5 mln USD, Meksyk 10 mln USD, natomiast Czechy 5,5 mln USD. W sumie państwa zobowiązały się do przekazania ok. 2,3 mld USD, jednak kwota ta znacznie odbiega od tej proponowanej przy utworzeniu Funduszu, czyli 10 mld USD.

Podczas nadchodzących konferencji klimatycznych społeczność międzynarodowa będzie zatem zmuszona do znalezienia źródeł finansowania Funduszu, aby jego funkcjonowanie stało się efektywne. W czasach trwającego kryzysu gospodarczego kwestia finansowania działań klimatycznych może okazać się wyzwaniem dla państw i stanowić kolejną przeszkodę na drodze do wypracowania ambitnego porozumienia w Paryżu w 2015 r., szczególnie wśród państw rozwijających się. Jeżeli państwa rozwinięte nie zaoferują wystarczającej pomocy finansowej próba przekonania państw biedniejszych do przyjęcia zobowiązań redukcji gazów cieplarnianych może zakończyć się fiaskiem.

Sektor prywatny bohaterem szczytu?
Znaczącym aspektem nowojorskiego szczytu było włączenie do dyskusji przedstawicieli świata biznesu. Wspólnymi siłami udało się podpisać porozumienie w sprawie ograniczenia wylesiania – Nowojorska Deklaracja w sprawie Lasów zakłada zmniejszenie o połowę wycinki lasów do 2020 r., całkowite zaprzestanie tego procederu do 2030 r. oraz zalesienie ok. 350 mln ha. Dokument nie jest legalnie wiążący, jednak jest wyrazem dialogu pomiędzy państwami, korporacjami międzynarodowymi i społeczeństwem. Poparcie dla projektu zgłosiło 27 rządów, 34 międzynarodowych firm oraz 45 organizacji pozarządowych, a ostateczny kształt i przyjęcie deklaracji ma mieć miejsce na konferencji w 2015 r. Udział korporacji międzynarodowych w zapobieganiu deforestacji jest niezwykle znaczący i, co zostało podkreślone na szczycie efektywny. Ponad 20 firm (tj. Unilever, L’Oreal, Kellog’s, PepsiCo, Dunkin’ Donuts) przyjęło już politykę tzw. zerowego wylesiania i monitorowania łańcuchów dostaw w celu kupowania produktów (tj. olej palmowy, soja) z odpowiedzialnych źródeł. Przedstawiciele biznesu zapowiedzieli na szczycie, że działania zostaną wdrożone do 2020 r.

Sektor prywatny ma odegrać również znaczącą rolę w finansowaniu działań na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi. Wiodące banki komercyjne zobowiązały się do emisji zielonych obligacji o wartości 30 mld USD do 2015 r., a liderzy sektora ubezpieczeń zadeklarowali chęć podwojenia środków przeznaczonych na zielone inwestycje do 2015 r. Przedstawiciele funduszów emerytalnych ogłosili z kolei plany zwiększenia inwestycji w rozwiązania niskoemisyjne do kwoty 31 mld USD do 2020 r. Dodatkowo liderzy sektora prywatnego wyrazili poparcie dla ustalenia cen za emisję dwutlenku węgla, które mają wpłynąć na decyzje inwestorów, aby rozwijać niskoemisyjne technologie.

Udział przedstawicieli biznesu oraz chęć walki z globalnym ociepleniem może ułatwić przyszłoroczne negocjacje w Paryżu i przyczynić się do przyjęcia ambitnego porozumienia klimatycznego. Rosnące zaangażowanie sektora prywatnego w proces walki ze zmianami klimatycznymi jest niezwykle znaczące. Stworzenie szerokiej koalicji wydaje się logiczne i pożądane, gdyż rządy państw nie są w stanie samodzielnie ponosić kosztów związanych z ociepleniem klimatu, a także doprowadzić do znaczącej redukcji emisji dwutlenku węgla bez udziału i chęci podmiotów stanowiących podstawę gospodarki wysokoemisyjnej.  Aktywność sektora prywatnego można ocenić jako pozytywny przejaw inicjatyw mających na celu uzupełnienie działań ponadnarodowych, należy jednak pamiętać, że korporacje międzynarodowe będą angażować się w walkę z globalnym ociepleniem do momentu, w którym nie będzie ona kolidowała z konkurencyjnością i zyskiem firmy. Czy za retoryką koncernów będą stały konkretne i efektywne działania, pokażą kolejne lata.

Rosnąca rola miast
Na szczycie klimatycznym wyjątkowo aktywne były władze miast. Po raz pierwszy prezydenci oraz burmistrzowie zostali oficjalnie zaproszeni do udziału w rozmowach o globalnym ociepleniu. W Nowym Jorku podjęto nową inicjatywę Compact of Mayors, która zrzeszać ma miasta (ok. 2000, w tym Warszawa) podejmujące ambitne działania na rzecz redukcji dwutlenku węgla. Przedstawiciele tych miast mają wyznaczyć cel redukcyjny, gromadzić statystyki na temat postępu, a następnie udostępniać je opinii publicznej. Ponadto zainicjowano projekt City Climate Finance Leadership Alliance, którego celem ma być zwiększenie inwestycji w niskoemisyjną infrastrukturę w miastach krajów rozwijających się. Na szczycie powołano też The Urban Electric Mobility Vehicles Initiative, która zakłada zwiększenie w miastach liczby nowych samochodów o napędzie elektrycznym do 30% do 2030 oraz Low-Carbon Sustainable Rail Transport Challenge, której celem ma być wzrost wykorzystania kolei oraz redukcja emisji w sektorze kolejowym. Z kolei the International Association of Public Transport Declaration on Climate Leadership ma działać na rzecz zapewnienia mieszkańcom miast dostępu do przyjaznej klimatowi komunikacji publicznej.

Inicjatywy przyjęte przez miasta po raz kolejny pokazały, że metropolie podejmują ambitniejsze niż państwa działania na rzecz przeciwdziałania zmianom klimatycznym. Ponad 200 miast przyjęło do tej pory cele redukcyjne, które do 2020 r. pozwolą ograniczyć emisję o 454 miliony ton dwutlenku węgla. Włączenie przedstawicieli miast do rozmów jest niezwykle pożądane – według przedstawionego przez specjalnego wysłannika Sekretarza Generalnego ONZ ds. klimatu i miast Michaela Bloomberga raportu, miasta mogą ograniczyć emisję dwutlenku węgla o 140 gigaton do 2050 r. Udział metropolii w walce z globalnym ociepleniem może zatem pomóc państwom w dotrzymaniu kolejnych zobowiązań i współpraca na różnych szczeblach władzy powinna być rozwijana.

Umiarkowany optymizm
Brak porozumienia w sprawie redukcji emisji dwutlenku węgla został skrytykowany przez opinię publiczną. Jednak należy podkreślić, że nowojorski szczyt nie był częścią UNFCCC, więc wypracowanie celów redukcyjnych nie było intencją Ban Ki-Moona. Sekretarz Generalny ONZ podkreślał, że pragnie zwrócić uwagę na zagadnienie zmian klimatycznych oraz przypomnieć społeczności międzynarodowej o nadchodzącej konferencji klimatycznej, na której ma dojść do zawarcia globalnego porozumienia. Chodziło, więc o podtrzymanie i rozwinięcie dyskusji, a także zaangażowanie w nią jak największej liczby podmiotów. Cel ten, choć niezbyt ambitny, został zrealizowany, o czym świadczy liczna obecność przywódców państw, przedstawicieli świata biznesu oraz organizacji pozarządowych.

Pomimo nieobecności czołowych polityków, czyli Angeli Merkel, Xi Jinpinga oraz Narendry Modiego, wydaje się, że temat zmian klimatycznych zaczął być traktowany poważnie. Przedstawiciele państw zapewnili o determinacji do zawarcia kompromisu w Paryżu w 2015 r. i czuli się w obowiązku poinformowania opinii publicznej o dotychczasowych działaniach. Co więcej, po raz pierwszy argumentowali, że podjęcie działań na rzecz walki ze zmianami klimatycznymi nie oznacza rezygnacji ze wzrostu gospodarczego i przekonywali o ekonomicznych korzyściach z przyjętych niskoemisyjnych rozwiązań.

Niepokojąca jest natomiast ciągła niechęć państw rozwijających się do przyjęcia wiążących zobowiązań, co utrudni negocjacje w 2015 r., a w dłuższej perspektywie może przekreślić jakiekolwiek wysiłki na rzecz walki z globalnym ociepleniem. Państwa rozwijające się, tj. Chiny, Indie, Brazylia, Rosja, należą do największych emitentów dwutlenku węgla, więc bez przyjęcia przez nie wiążących decyzji emisja gazów cieplarnianych będzie dalej rosła. Podział na państwa rozwinięte oraz rozwijające się i w konsekwencji różne obowiązki nałożone przez Protokół z Kioto musi zostać zastąpiony porozumieniem, które obejmie wszystkie największe gospodarki świata. Wymaga to jednak woli politycznej ze strony społeczności międzynarodowej, aby podjąć niepopularne często wśród społeczeństwa decyzje, które w dłuższej perspektywie przyniosą pozytywne skutki. Na szczycie klimatycznym, pomimo wyrażonej przez biedniejsze kraje woli do walki z globalnym ociepleniem wciąż podkreślano, że priorytetem dla nich będzie wzrost ekonomiczny. Stanowisko to nie powinno dziwić, ponieważ walka z globalnym ociepleniem wymaga ogromnych nakładów finansowych na inwestycje, które w konfrontacji z problemami społecznymi tych państw wydają się drugorzędne. Z kolei państwa zachodnie nie są chętne do udzielenia wsparcia finansowego bez podjęcia wiążących decyzji ze strony biedniejszych krajów. Co więcej, postawa państw rozwijających się zniechęca rozwinięte kraje do wysiłków. Stany Zjednoczone, Kanada oraz Japonia twierdzą, że przyjmowanie wiążących postanowień nie ma sensu, jeśli największy emitenci (Chiny, Indie) nie dołączają do porozumienia.

Spór powróci podczas następnych rund konferencji klimatycznych i po raz kolejny może utrudnić przyjęcie ambitnego porozumienia. W dłuższej perspektywie zmiany klimatyczne spowodują szkody dla całej społeczności międzynarodowej i uświadomienie sobie tego będzie głównym wyzwaniem dla decydentów. Partykularne interesy poszczególnych państw muszą zostać zastąpione globalną strategią. Prace nad ambitnym porozumieniem będą wyjątkowo burzliwe, a negocjacje, oprócz kwestii technicznych, znów będą dotyczyć fundamentalnych różnic w podejściu do zmian klimatycznych. Szczyt w Nowym Jorku być może nie przybliżył społeczności międzynarodowej do zawarcia kolejnego porozumienia, ale przypomniał jej, że czas przyjęcia odpowiedzialności za klimat się zbliża, a działania te obserwują świadome zagrożenia społeczeństwa.