Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Strefa wiedzy

Wykonanie: Delta Interactive

Bałkański realizm vs europejski idealizm

26 czerwiec 2016
A A A

To już trzy lata, od kiedy Europa zmaga się z problemem kolejnych fal napływu imigrantów. Sukcesywnie łodzie z przybyszami z Afryki przybijają do brzegu Włoch. Od kiedy zamknięto szlak bałkański, na Półwyspie Apenińskim obserwujemy najkrwawsze oblicze kryzysu. Bałkańskie państwa, choć nie w zgodzie z europejskim duchem i przy kategorycznej dezaprobacie Berlina postanowiły wyjść z tarapatów po swojemu; bo bałkańsku. Na przekór wszystkim i wszystkiemu. Może to właśnie jest sposób na przecięcie węzła gordyjskiego?

Bałkański szlak migracyjny w początkowym okresie napływu fali imigrantów nie był dla nich wcale pierwszym wyborem, jeżeli chodzi o drogę do Europy. Jak powszechnie wiadomo, znakomita ich większość ostateczny cel swojej podróży widziała w Niemczech, Austrii tudzież państwach skandynawskich, to też próbowali się tam dostać w możliwie najszybszy sposób. Pierwotnie najbardziej popularny był szlak środkowo-śródziemnomorski, wiodący przez Włochy. Do niedawna palmę pierwszeństwa dzierżył szlak bałkański, jednak jego oblicze ulegało na przestrzeni miesięcy licznym przeobrażeniom.

Początek szlaku miał miejsce najczęściej w Grecji. Pierwotnie państwami tranzytowymi były Macedonia i Serbia, z której imigranci przedostawali się do Węgier. Po zamknięciu przez premiera Orbana we wrześniu 2015 roku granicy serbsko-węgierskiej, szlak uległ przesunięciu. Do łańcuszka państw „przechodnich” dołączyły kolejno Chorwacja i Słowenia, a popularność szlaku rosła w niesłychanym tempie. Z raportu unijnej agencji zarządzania granicami FRONTEX wynikało, że w pierwszej połowie 2015 roku szlak włoski wybierał co drugi imigrant, a tylko co czwarty próbował dostać się do Europy przez Bałkany. W pierwszym kwartale 2016 roku już jedynie 6% imigrantów wybierało drogę przez Włochy, zaś 37% przypadało na szlak bałkański. Grecja, Serbia i Macedonia stały się dla przybyszów z Afryki i Bliskiego Wschodu bramą do Europy.

Gdy w czerwcu 2015 premier Orban podjął decyzję o budowie na granicy z Serbią ogrodzenia, a także o zaostrzeniu przepisów dotyczących nielegalnego imigrowania, na Bałkanach po raz kolejny zawrzało. Decyzja spowodowała, że w Serbii doszło do zatrzymania części imigrantów i zmuszenia ich do wybrania drogi przez Chorwację. W ciągu jedynie dwóch dni od zamknięcia owych przejść granicznych, na tereny Chorwacji przedostało się około 20 tysięcy imigrantów. Rząd w Zagrzebiu, nieprzygotowany na taką ich liczbę, podjął decyzję o zamknięciu granicy chorwacko-serbskiej. Sama Serbia stała się miejscem akumulacji imigrantów.

Ponieważ jednak aspirowała do roli członka UE postanowiła przyjąć postawę, jakiej wymagała od niej Bruksela. Stworzono dwa duże obozy w Preszevie i Miratovcu, gdzie gromadziła się ludność z Północnej Afryki i… Albanii czy Kosowa. Stało się jasne, że obywatele tych krajów próbują wraz z ludnością afrykańską przedostać się do zamożniejszej części Europy. Było to zresztą do przewidzenia i tylko Bruksela starała się nie brać wcześniej tego scenariusza na poważnie.

Również Macedonia odczuwała negatywne skutki fali migracyjnej. Rząd w Skopje, nie mogąc sobie poradzić z problemem napływu imigrantów, postanowił wziąć za przykład rozwiązania węgierskie i zamknąć granice z sąsiadującą Grecją, a także wybudować ogrodzenia. Z tego powodu w Grecji oraz w wcześniej opisywanej Serbii sytuacja stała się niezwykle trudna, a całe Bałkany stanęły przed poważnym problemem. Poszczególne państwa, jak to zresztą mają w zwyczaju na półwyspie, spychały na siebie nawzajem ciężar kryzysu.

W obliczu zaistniałych okoliczności zdecydowano się zorganizować 25 października 2015 spotkanie reprezentantów Niemiec, Austrii oraz krajów bałkańskich. Zostało ono roboczo nazwane „szczytem UE-Bałkany”. Najważniejszymi postanowieniami było zobowiązanie się poszczególnych państw półwyspu do nieprzepuszczania imigrantów, bez wcześniejszego porozumienia z sąsiadami. Zaplanowano stworzenie punktów kontrolnych na granicy serbsko-macedońskiej. Oprócz tego Grecja zobowiązała się do przyjęcia 50 tysięcy uchodźców, a Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju zapowiedział udzielenie jej pomocy.

Niestety plan nie przyniósł zamierzonego skutku, również przez listopadowe zamachy w Paryżu. W ich wyniku państwa przyjmujące uchodźców, zamiast podążać za głosem dochodzącym z Brukseli, zaczęły wprowadzać kolejne restrykcje i stawiać na współpracę regionalną. Wspólne działania krajów bałkańskich, ochrona granic i selekcja uchodźców już na przejściach granicznych z Grecją stały się podstawą nowo wypracowanego, aczkolwiek nieformalnego, planu walki z kryzysem migracyjnym. Serbia, Chorwacja i Macedonia postanowiły wpuszczać jedynie tych imigrantów, którzy pochodzą z terenów Syrii, Afganistanu lub Iraku, czyli de facto mają szansę uzyskania statusu uchodźcy. Dodatkowo Republika Serbii zdecydowała się na wprowadzenie limitów dziennych, jeżeli chodzi o przyjmowanie imigrantów oraz, podobnie jak Słowenia, na wykorzystanie wojska do ochrony granic.

Wraz z pierwszymi efektami powyższych decyzji przyszła, jeszcze wtedy nieznaczna, poprawa sytuacji w postaci jej ustabilizowania. W związku z tym na spotkaniu, do którego doszło 24 lutego 2016 roku z udziałem krajów bałkańskich i Austrii, zabiegano o kontynuowanie skutecznej polityki. Najważniejszym postanowieniem szczytu stało się uszczelnienie granicy macedońsko-greckiej. Spotkało się to z natychmiastową i bardzo ostrą krytyką ze strony Niemiec, które zarzucały mu tworzenie ryzyka destabilizacji Grecji. Chociaż Berlin groził stanowczo palcem, to jednak nie zdecydował się na stanowcze kroki względem państw Bałkanów. Aby zdać sobie sprawę dlaczego, wystarczyło przyjrzeć się bezpośrednim skutkom bałkańskich decyzji.

Dane pochodzące z ministerstwa spraw wewnętrznych Niemiec wykazały, że już 29 lutego, czyli w kilka dni po uszczelnieniu granicy między Macedonią i Grecją, służby niemieckie zarejestrowały 437 osób na granicy swojego kraju, tymczasem wcześniej było to średnio 2000 osób dziennie. Jakby tego było mało, to zaistniały stan pozwolił Brukseli wywrzeć presję na Grecję, która stała się skłonna wypełniać zalecenia Komisji Europejskiej. Na te same zalecenia Ateny przez wiele miesięcy pozostawały głuche i dopiero ich dramatyczna sytuacja skłoniła je do zmiany postawy. W konsekwencji sytuacja powróciła do statusu quo ante, czyli tego z początku kryzysu. Państwami najbardziej odczuwającymi jego efekty znów stały się Grecja i Włochy, a Bruksela dalej szukała wyjścia z sytuacji.

Krótka historia bałkańskiego szlaku migracyjnego pozwala wyciągnąć kilka wniosków. Po pierwsze decyzje krajów Europy Południowo-Wschodniej dokonały przesunięcia w myśleniu wielu Europejczyków o tym, jak można (a może trzeba) radzić sobie z problemem imigrantów, wszak nie wszyscy są uchodźcami. Chyba zresztą to rozróżnienie, czy raczej, podział spędza dzisiaj większości polityków europejskich sen z powiek najbardziej. Liberalne rozwiązania okazują się nieskuteczne, a zamachy terrorystyczne, jakie rozegrały się we Francji i Belgii są niestety ich dalekosiężną konsekwencją.

Po drugie, kraje Bałkanów udowodniły, iż to regionalna współpraca jest kluczem do rozwiązywania tego typu sytuacji, nie zaś wypracowane na poziomie Rady UE strategie. Niewątpliwie osłabia to samą Unię Europejską, a coraz więcej państw zaczyna spoglądać na najbliższych sąsiadów, jako potencjalnych partnerów we współpracy.

Po trzecie wreszcie, Bruksela, swoimi działaniami względem kryzysu rozgrywanego na Bałkanach dała po raz kolejny dowód absolutnego, europejskiego braku zrozumienia bałkańskiej mentalności. Permanentne spychanie na siebie ciężaru kryzysu, wzajemne obciążanie odpowiedzialnością, zamykanie granic, budowa murów, a wszystko to przy całkowitym braku dialogu między bezpośrednio sąsiadującymi ze sobą krajami.  Po zbadaniu ponad stuletniej, bardzo trudnej historii tego regionu rodzi się pytanie, czy kogoś powinno to zaskakiwać?

Brukselę zaskoczyło…

Marcin Lachowski