Populizm na Słowacji ma się dobrze

04 marzec 2020
A A A

Co należy uznać za największe zaskoczenie słowackich wyborów parlamentarnych? Gwałtowny wzrost popularności konserwatystów na ostatniej prostej kampanii, czy może klęskę progresistów skupionych wokół prezydent Zuzany Čaputovej? Bez względu na powyższe dylematy można stwierdzić jednoznacznie, że dla słowackich wyborców wciąż liczą się przede wszystkim partie protestu.

Łącznie w Radzie Narodowej zasiądą przedstawiciele czterech ugrupowań uważanych za populistyczne: konserwatywnych Zwykłych Ludzi i Niezależnych Osobistości (OĽaNO), rządzącego dotychczas krajem Kierunku – Socjalnej Demokracji (Smer-SD), skrajnie nacjonalistycznej Partii Ludowej „Nasza Słowacja” (L’SNS) oraz socjalkonserwatywnego ruchu „Jesteśmy Rodziną” (Sme Rodina). Najmniejszą reprezentację będą miały centroprawicowe partie Wolność i Solidarność (SaS) oraz „Dla Ludzi” (Za ludia) byłego prezydenta Andreja Kiski.

Kampania o niczym

Trudno wskazać jednoznacznie na najważniejsze tematy poruszane przez większość ugrupowań w tej kampanii [przedwyborcza analiza kampanii]. Tak naprawdę najwięcej miejsca poświęcono krytyce rządów Smeru, a dokładniej niejasnych powiązań partii byłego premiera Roberta Fico. Nad socjaldemokratami ciążą oskarżenia dotyczące głośnej śmierci dziennikarza śledczego Jána Kuciaka i jego narzeczonej. Oboje zginęli dwa lata temu z rąk byłego żołnierza zawodowego, który został skazany za tę zbrodnię w styczniu tego roku. Wciąż nie udowodniono zarzutu zlecenia zabójstwa biznesmenowi Mariánowi Kočnerowi, choć na kilka dni przed wyborami został on skazany na 29 lat więzienia za inne przestępstwa.

Oczywiście ograniczanie kampanii jedynie do przypominania o tych wydarzeniach nie byłoby możliwe. Fico i jego Smer od czasu przejęcia władzy po raz pierwszy, czyli w 2006 roku, byli oskarżani o udział w dziesiątkach różnorodnych afer korupcyjnych. Co prawda po zabójstwie Kuciaka notowania socjaldemokratów spadły najmocniej w historii, ale jeszcze na początku lutego sondaże dawały im zwycięstwo w wyborach parlamentarnych.

Poza tym kampanię zdominowały mało merytoryczne wydarzenia. Do najważniejszych z nich można zaliczyć choćby klipy wyborcze Smeru, które miały parodiować centroprawicową opozycję i sugerować jej pazerność na władzę. Liberalna część przeciwników Fico skupiła się z kolei na organizowaniu kontrdemonstracji wobec manifestacji L’SNS wymierzonych w mniejszość romską. Właściwie każde z ugrupowań decydowało się na atakowanie swoich konkurentów, także poprzez wyciąganie niewygodnych faktów z ich prywatnego życia. Ponadto niektóre z nich starały się zabiegać o konserwatywny elektorat, dlatego nawet liberałowie zapowiadali zachowanie dotychczasowego prawa aborcyjnego czy dystansowali się od swoich wcześniejszych postulatów legalizacji związków osób tej samej płci.

Populizm konserwatywny

Na tle uwikłanej w skandale koalicji rządowej, a także niestałej w poglądach liberalnej części opozycji, najbardziej wiarygodnie wypadła konserwatywna partia OĽaNO. Tym samym przeszła ona do historii dopiero jako trzecie ugrupowanie, któremu udało się wygrać wybory parlamentarne od czasu powstania niepodległej Słowacji. W kolejnych elekcjach od 1994 do 2002 roku wygrywał bowiem Ruch na rzecz Demokratycznej Słowacji (HZDS) niesławnego premiera Vladimíra Mečiara, natomiast od 2006 roku aż do tegorocznych wyborach triumfował Smer.

Można w tym kontekście dopatrzyć się pewnej ciągłości historycznej. Wszystkie wymienione wyżej partie wygrywały bowiem wybory na hasłach populistycznych. HZDS obiecywało wyborcom zachowanie socjalnego bezpieczeństwa z czasów komunistycznej Czechosłowacji; Smer wygrywał dzięki hasłom budowy państwa dobrobytu i krytykowaniu wolnorynkowych reform słowackiej centroprawicy; OĽaNO zamiast konkretnego programu wybrało z kolei postulaty walki z korupcją.

Lider tegorocznych zwycięzców, Igor Matovič, nieprzypadkowo ma przypiętą do siebie nie tylko łatkę populisty, ale także obraźliwą etykietę błazna. On sam już od dawna jednak się nią nie przejmuje. Już po ogłoszeniu wyników wyborów stwierdził nawet, że „jest i będzie błaznem, ale zawsze mówiącym prawdę bez względu na konsekwencje”. Szef OĽaNO nie wspomniał przy tym, iż niezwykle często musiał wycofywać się z zarzutów stawianych swoim konkurentom, zaś podobna etykieta po blisko dziesięciu latach obecności w parlamencie nie wzięła się z niczego.

Sprowadzeni pod próg

Z sufitu nie wzięła się też największa klęska tych wyborów, a jest nią z pewnością wspomniana porażka progresistów. Sojusz liberalnej Postępowej Słowacji (PS) i partii Razem – Demokracja Obywatelska (SPOLU) nie przekroczył wymaganego dla koalicji siedmioprocentowego progu, choć ubiegły rok był dla niego czasem triumfów. Wpierw w marcu głową państwa została wspomniana już Čaputová, natomiast dwa miesiące później liberałowie zdobyli najwięcej głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ponadto mogli oni liczyć na wyraźne poparcie sporej części słowackich mediów, nie ukrywających swoich prozachodnich i liberalnych przekonań.

Sala plenarna słowackiej Rady Narodowej. Zdjęcie: Wikimedia Commons/Vincent Eisfeld

Być może paradoksalnie nie było to siłą, ale słabością koalicji PS-SPOLU. Przez lata Smer bardzo umiejętnie wykorzystywał hasła przeciwstawiające jego partię „aroganckiej Bratysławie”, jak po wyborach w 2010 roku głosiły bilbordy umieszczone w całym kraju. Fico został wówczas odsunięty od władzy mimo wyborczego zwycięstwa, a w ten sposób straszył on Słowaków odrealnionymi od problemów zwykłych ludzi elitami rezydującymi w stolicy. Nic więc w sumie dziwnego, że nastawione konserwatywnie słowackie społeczeństwo bardziej ufało OĽaNO, mającemu na swoich listach między innymi znanych liderów opinii katolickiej.

To nie tłumaczy jednak tak gwałtownego spadku poparcia w przeciągu zaledwie dziewięciu miesięcy. W majowych wyborach do Europarlamentu progresiści otrzymali ponad 20 proc. głosów, a słowacki elektorat doskonale znał ich poglądy. Kluczem do zrozumienia ich porażki może być więc wyborcza frekwencja. W maju ubiegłego roku do urn poszło zaledwie 22 proc. wszystkich uprawnionych, natomiast w ubiegłą sobotę było ich trzykrotnie więcej. Ta zależność nie dotyczyła jednak samego elektoratu PS-SPOLU. Koalicja przed dziewięcioma miesiącami otrzymała około 198 tys. głosów, z kolei teraz było ich 200 tys.

Z pewnością progresistów osłabił wspomniany Kiska, który przed rokiem nie ubiegał się o prezydencką reelekcję, bo chciał spędzać więcej czasu ze swoją rodziną. Zdecydował się wówczas poprzeć Čaputovą, a potem zmienił całkowicie zdanie na temat swojej przyszłości. Postanowił więc założyć partię „Dla Ludzi”, która podzieliła liberalny i proeuropejski elektorat. Jednocześnie partia byłego prezydenta ledwo przekroczyła próg wyborczy, zaś on sam w debatach telewizyjnych wypadł niezwykle słabo. Podobnie było zresztą z politykami PS-SPOLU, stąd współprzewodniczący Michal Truban i Miroslav Beblavý ustąpili ze swoich funkcji.

Doniesienia o śmierci Smeru są przedwczesne

O klęsce nie można mówić w przypadku Smeru, choć po sondażowych wynikach wyborów pojawiały się podobne opinie. Według dwóch badań opinii publicznej socjaldemokraci mogli liczyć na 13-14 proc. poparcia, jednak ostatecznie otrzymali 18 proc. Właśnie taki wynik prognozowała spora część przedwyborczych sondaży, a oznacza on spadek poparcia w ciągu czterech lato blisko dziesięć punktów procentowych. Jest to strata rzeczywiście znacząca i prowadząca do pierwszej wyborczej porażki od 2006 roku. Rozmiar skandali wstrząsających Słowacją za sprawą władzy Fico i jego następcy na stanowisku premiera, Petera Pellegriniego, nie mógł jednak nie odbić się w ogóle na notowaniach lewicowych populistów.

To oznacza, że socjaldemokratom daleko do wyniku z 2012 roku, gdy po upadku centroprawicowej koalicji otrzymali 44,41 proc. głosów, ale wciąż mogą liczyć na twardy elektorat. Nie przejmuje się on zbytnio kolejnymi aferami, ani też nie oczekuje nowej jakości. Smer co prawda startował w tych wyborach jako „Nowy Smer”, ale pod nowym opakowaniem kryty się te same twarze i postulaty. A także strasznie opozycją, która zabierze ustanowione przed kilkoma laty hojne benefity socjalne.

Fico nie może jednak totalnie abstrahować od spadających notowań swojej partii. Trend spadkowy jest wyraźny i wcale nie zaczął się od śmierci Kuciaka. Słowaccy politolodzy twierdzą, że ma to związek ze zmianą politycznego profilu Smeru. Swoje największe triumfy święcił jako umiarkowana partia socjaldemokratyczna, raczej stroniąca od tematów niezwiązanych z kwestiami społeczno-ekonomicznymi. Od paru lat dryfuje jednak w stronę radykalizmu, nie bojąc się sięgać po hasła charakterystyczne dla słowackiej skrajnej prawicy. Nie jest wykluczone, że założyciel Smeru w końcu będzie musiał ustąpić z funkcji szefa partii. Swoje aspiracje do tego stanowiska coraz głośniej zgłasza bowiem Pellegrini.

„Alicja w Krainie Czarów”

Matovič odbył już swoje pierwsze spotkanie z Čaputovą, ale głowa państwa nie powierzyła jeszcze misji tworzenia rządu liderowi OĽaNO. Słowacka prezydent chce wpierw spotkać się z liderami pozostałych ugrupowań centroprawicy, aby porozmawiać z nimi na temat przyszłej koalicji. Jeśli wyrażą oni chęć utworzenia nowego rządu z konserwatystami, wówczas Matovič zostanie nominowany na premiera. Sam szef OĽaNO miał już rozmawiać o koalicji z liderami SaS i „Jesteśmy Rodziną”, a przed nim jeszcze rozmowy z przewodniczącym „Dla Ludzi”.

Lider zwycięskiego ugrupowania nie ukrywa, że chce, aby rząd powstał w ciągu najbliższych kilku dni, choć nie zamierza niczego przyspieszać. Matovič jest jednak przekonany do idei utworzenia szerokiej koalicji, która posiadałaby większość konstytucyjną. Niemal przesądzone jest, że w nowym rządzie znajdzie się partia jego byłego współpracownika, Richarda Sulíka. Warto w tym kontekście przypomnieć, iż obaj politycy w 2010 roku weszli do parlamentu pod szyldem SaS, z którego jednak po dwóch latach wystąpili posłowie tworzący ruch OĽaNO. Matovič i Sulík nie żywią jednak do siebie urazy, stąd jeszcze przed wyborami szef SaS mówił wprost o chęci objęcia teki ministra finansów.

Nie wiadomo jednak czy do rządu wejdą pozostałe centroprawicowe partie, czyli „Jesteśmy Rodziną” i „Dla Ludzi”. Matovič komentując swoje spotkanie z Čaputovą stwierdził, że „czuje się jak Alicja w Krainie Czarów, która dostała klucze do raju i ponosi wielką odpowiedzialność”. Z pewnością szef konserwatystów będzie musiał wyczarować teraz akceptowalny dla wszystkich program koalicyjny. Wiadomo, że najwięcej rozbieżności pomiędzy wspomnianymi ugrupowaniami istnieje w kwestiach gospodarczych. SaS jako partia otwarcie liberalna opowiada się za cięciami świadczeń społecznych, z kolei pozostałe ugrupowania poprzez swój mocno populistyczny charakter mogą się na to nie zgodzić.

Maurycy Mietelski

Zobacz także

Amerykańskie wybory prezydenckie 2020: szanse na reelekcję Donalda Trumpa
Koronawirus kontra sport
Komik się zakiwał
Słowacka chadecja na zakręcie




Więcej...

Zobacz także tego autora

Koronawirus kontra sport
Komik się zakiwał
Słowacka chadecja na zakręcie
Index był zbyt niebezpieczny
Triumf tureckiego islamizmu