Jemen nie może zaznać spokoju

27 kwiecień 2020
A A A

Na początku kwietnia wydawało się, że po pięciu latach od rozpoczęcia interwencji Arabii Saudyjskiej i jej sojuszników, w Jemenie uda się w końcu zawrzeć pokój. Po paru tygodniach względnego spokoju do głosu doszli jednak południowojemeńscy separatyści, ogłaszając zerwanie swojego porozumienia z uznawanym na arenie międzynarodowej rządem Jemenu. 

Tymczasowa Rada Południa z siedzibą w południowo-zachodnim Jemenie ogłosiła w weekend wprowadzenie stanu wyjątkowego na kontrolowanych przez siebie terenach. To jednocześnie oznaczało zastrzeżenia sobie przez nią prawa do samostanowienia, czyli do zerwania porozumień zawartych kilka miesięcy wcześniej z rządem jemeńskiego prezydenta Abda Rabbuha Mansura Hadiego. Ruch Jemenu Południowego oskarżył go zresztą o tolerowanie korupcji oraz złe zarządzanie.

Kruche porozumienie

Uznawana na arenie międzynarodowej administracja prezydenta Hadiego oczywiście skrytykowała działania Tymczasowej Rady Południa. Jednocześnie wezwała ona Arabię Saudyjską do zajęcia oficjalnego stanowiska w sprawie działań separatystów. To właśnie władze w Rijadzie są bowiem gwarantem porozumienia pomiędzy rządem Hadiego a Ruchem Jemenu Południowego, które zostało zawarte w listopadzie ubiegłego roku w saudyjskiej stolicy. Resort spraw zagranicznych Jemenu dodał, że samozwańcze władze z siedzibą w strategicznym porcie Aden poniosą surowe konsekwencje swoich działań.

Arabia Saudyjska po kilku godzinach od ogłoszenia deklaracji Tymczasowej Rady Południa oficjalnie zajęła swoje stanowisko. Nie było ono jednak tak zdecydowane, jak życzyli sobie tego jej jemeńscy sojusznicy. Rijad wezwał wszystkie strony do powrotu do sytuacji sprzed oświadczenia wydanego przez samozwańcze władze w Adenie, bo tylko w ten sposób możliwe jest zapewnienie ścieżki pokojowej oczekiwanej przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

Przedstawiciele saudyjskiej dyplomacji w swoich oświadczeniach podkreślili, że ich stanowisko podzielają Zjednoczone Emiraty Arabskie. To kluczowe w kontekście południowojemeńskiego separatyzmu, ponieważ Ruch Jemenu Południowego korzystał ze wsparcia Emiratów. To właśnie one dostarczały broń, a przede wszystkim wsparcie polityczne. Dzięki temu ostatniemu Tymczasowa Rada Południa została utworzona przed niemal dokładnie trzema laty, zaś w styczniu 2018 roku przeprowadziła ona zamach stanu przeciwko rządom Hadiego. Logistyczne i militarne wsparcie ze strony władz w Abu Zabi umożliwiło także zdobycie Adenu przed separatystów.

Zdjęcie: Wikimedia Commons/AlMahra

Jednocześnie Zjednoczone Emiraty Arabskie skłoniły południowojemeńskie siły do rozpoczęcia rozmów z jemeńską administracją. Owocem negocjacji było podpisane w listopadzie ubiegłego roku porozumienie w Rijadzie. Obie strony konfliktu przede wszystkim przerwały trwające od kilku miesięcy walki, zobowiązując się do stworzenia rządu jedności narodowej. Przedstawiciele Tymczasowej Rady Południa mieli zostać dokooptowani do gabinetu premiera Ma’ina Abda al-Malika Sa’ida, natomiast ich milicje miały podporządkować się siłom wiernym Hadiemu.

Porozumienie było bardzo ogólnikowe, dlatego spodziewano się, że nie będzie ono szczególnie trwałe. Tak naprawdę większości jego zapisów w ogóle nie respektowano. Zresztą z powodu trwającego konfliktu z ruchem Hutich ciężko byłoby chociażby wyprowadzić ciężki sprzęt wojskowy z miast kontrolowanych przez sygnatariuszy umowy z Rijadu. W marcu doszło z kolei do pierwszych starć pomiędzy separatystami a siłami rządowymi, co było związane z utrudnianiem powrotu do Adenu urzędnikom Tymczasowej Rady Południa przebywającym na rozmowach w Jordanii. Niemal w tym samym czasie podporządkowany Hadiemu resort spraw zagranicznych oskarżył bojowników Ruchu Jemenu Południowego o kradzież karetek pogotowia dostarczonych przez Światową Organizację Zdrowia.

O co chodzi?

Konflikt w Jemenie jest wyjątkowo skomplikowany, często nawet bardziej od wojny w Syrii, która cieszy się dużo większym zainteresowaniem ze strony międzynarodowej opinii publicznej. Wojna w kraju położonym w południowo-zachodniej części Półwyspu Arabskiego kojarzona jest najczęściej z pro-irańskim ruchem Hutich. To właśnie z jego powodu w kwietniu 2015 roku w Jemenie rozpoczęła się interwencja Arabii Saudyjskiej i jej sojuszników, chcących odzyskać kontrolę nad stolicą kraju Saną. Do dzisiaj jest ona jednak kontrolowana przez Hutich, zaś Hadi i al-Malik Sa’id de facto kierują rządem na uchodźstwie.

Media niemal w ogóle nie poświęcały swojej uwagi sytuacji w południowym Jemenie. O ile rebelia szyitów z ruchu Huti trwa tak naprawdę od początku XXI wieku, o tyle południowojemeńscy separatyści są aktywni od 1994 roku Właśnie wówczas wybuchła krótkotrwała wojna domowa, którą rozpoczęły bojówki Jemeńskiej Partii Socjalistycznej. Po czterech latach od zjednoczenia Jemenu socjaliści czuli się marginalizowani przez administrację prezydenta Aliego Abda Allaha Saliha. Trwający przez kilka miesięcy konflikt został ostatecznie wygrany przez siły skupione wokół prezydenckiego Generalnego Kongresu Ludowego, czyli nacjonalistycznego i islamistycznego ugrupowania opowiadającego się za jednością państwa.

Represje wobec separatystów nie oznaczały zakończenia przez nich działalności. Zeszli oni do podziemia, a uaktywnili się w 2007 roku. Właśnie wówczas zaczęły się protesty przeciwko rządowi centralnemu, oskarżanemu o korupcję i niewłaściwe zarządzanie krajem. Utworzony wówczas Ruch Jemenu Południowego wzmógł swoją działalność na kilka miesięcy przed wybuchem „Arabskiej wiosny”, natomiast od 2015 roku jest jednym z głównych aktorów jemeńskiego konfliktu.

W trakcie pięcioletniej wojny wielokrotnie dochodziło do powstawania i zrywania najczęściej taktycznych sojuszy. Separatyści na początku wojny w Jemenie wspierali saudyjską koalicję w walkach z bojownikami Hutich, którzy od marca do lipca 2015 roku oblegali Aden. W styczniu 2018 roku zbuntowali się oni jednak przeciwko Hadiemu, stąd po kilku dniach walk przejęli kontrolę nad strategicznym portem. Do dzisiaj Tymczasowej Radzie Południa podporządkowane są tereny w sąsiedztwie Adenu, a także niewielkie obszary w środkowym Jemenie wraz z paroma wyspami znajdującymi się na Morzu Arabskim.

Jest nadzieja

Deklaracja Tymczasowej Rady Południa najwyraźniej nie była konsultowana ze wszystkimi zainteresowanymi, co jeszcze bardziej komplikuje jemeński konflikt. Kilka prowincji nadzorowanych przez separatystów zadeklarowało bowiem swoją lojalność względem rządu Hadiego. Do deklaracji przewodniczącego Rady, Aidarusa al-Zoubaidiego, krytycznie odnieśli się przedstawiciele lokalnego samorządu regionów Hadhramaut, Szabwa, Al-Mahra i Abjan, a także wyspy Sokotra. Wszystkie wymienione prowincje to właśnie tereny dawnej Ludowo-Demokratycznej Republiki Jemenu, co oznacza poważny cios dla separatystów.

Jednocześnie z Jemenu dochodzą dobre informacje. W ubiegły piątek Arabia Saudyjska ogłosiła przedłużenie o kolejny miesiąc rozejmu z szyickim ruchem Hutich. Obowiązywał on przez dwa tygodnie począwszy od 10 kwietnia, a oficjalnie zawieszenie broni było motywowane pandemią koronawirusa. Należy jednak zauważyć, że porozumienie w tej sprawie zawarto jeszcze przed wykryciem pierwszego przypadku zachorowania spowodowanego COVID-19.  

Trwałego zawieszenia broni oczekiwano nie tylko z powodu koronawirusa. Nie jest bowiem szczególną tajemnicą, że Huti i Saudyjczycy od paru miesięcy prowadzą rozmowy za pośrednictwem Omanu, wyspecjalizowanego w pośrednictwie w kontaktach między zwaśnionymi państwami Bliskiego Wschodu. Świadczy o tym zresztą wyważone stanowisko szyitów wobec deklaracji separatystów. Co prawda lider Hutich, Muhammad Ali al-Husi, wezwał Saudyjczyków do udowodnienia, że rzeczywiście mają dobre intencje wobec Tymczasowej Rady Południa, lecz jednocześnie zaapelował do wszystkich stron konfliktu o przestrzeganie porozumień zawartych w listopadzie ubiegłego roku.

Najbardziej zainteresowana zakończeniem wojny wydaje się być Arabia Saudyjska, która doznała w jej trakcie wielu upokorzeń. Zwłaszcza w ciągu ostatnich kilku miesięcy głośno było o ataku Hutich na saudyjskie instalacje wojskowe (choć niektórzy przypisują atak wspierającemu ich Iranowi), a także o zasadzkach na saudyjskich żołnierzy i o operacjach przeprowadzanych przez szyitów nawet kilkadziesiąt kilometrów w głąb Arabii Saudyjskiej. Upokarzający jest zresztą sam fakt, że Saudyjczycy i wspierające ich jemeńskie oddziały od pięciu lat nie są w stanie pokonać słabo uzbrojonej rebelii.

Co więcej, Huti w ciągu kilku ostatnich miesięcy przeszli do ofensywy. W lutym w północnym Jemenie udało im się zdobyć kontrolowaną przez Hadiego stolicę prowincji Al-Dżauf, z kolei wcześniej zaczęli naciskać właśnie na tereny znajdujące się pod jurysdykcją separatystów. Przykładem może być przeprowadzony w grudniu ubiegłego roku atak na paradę wojskową w mieście Ad-Dali, albo też trwające od początku roku ataki na prowincję Abjan. Warto oczywiście pamiętać, że Huti kontrolują tereny znajdujące się na północ od Adenu, a od miasta dzieli ich zaledwie kilkadziesiąt kilometrów.

Na razie w Adenie trwa akcja przejmowania obiektów administracji Hadiego przez milicje podporządkowane Tymczasowej Radzie Południa. Dalszy rozwój sytuacji zależy głównie od wpływu Zjednoczonych Emiratów Arabskich, które tak naprawdę nadały znaczenie separatystom. Władze w Abu Zabi przynajmniej oficjalnie zganiły radę w Adenie, przestrzegając przed uleganiu frustracjom z powodu problemów we wdrażaniu porozumienia z Rijadu. Trzeba jednak pamiętać, że Emiraty znajdując się w formalnej koalicji z Saudyjczykami przymykały niejednokrotnie oko na walki separatystycznych milicji z pro-saudyjskimi oddziałami jemeńskiego wojska.

Maurycy Mietelski

Zobacz także

Amerykańskie wybory prezydenckie 2020: szanse na reelekcję Donalda Trumpa
Koronawirus kontra sport
Komik się zakiwał
Słowacka chadecja na zakręcie




Więcej...

Zobacz także tego autora

Koronawirus kontra sport
Komik się zakiwał
Słowacka chadecja na zakręcie
Index był zbyt niebezpieczny
Triumf tureckiego islamizmu