Netanjahu i Ganc bez miesiąca miodowego

29 czerwiec 2020
A A A

Nie minął jeszcze miesiąc od uformowania nowego rządu w Izraelu, a wśród koalicjantów już zaczęło zgrzytać. Benjamin Netanjahu i Benny Ganc mają zwłaszcza rozbieżne wizje dotyczące aneksji Zachodniego Brzegu czy polityki ekonomicznej państwa.

Warto przypomnieć, że w drugiej połowie maja po blisko 500 dniach zakończył się kryzys polityczny, podczas którego trzykrotnie przeprowadzono przedterminowe wybory parlamentarne. Położyli mu kres dwaj dotąd zwalczający się politycy, co zresztą nie wszystkim przypadło do gustu. Porozumienie zawarte przez Ganca zakończyło funkcjonowanie centrowej koalicji pod jego przywództwem, a na ulice wyszli jego byli zwolennicy rozczarowani już samym faktem podjęcia rozmów z Netanjahu.

Umowa koalicyjna pomiędzy oboma politykami przewiduje, że przez pierwsze półtora roku szefem rządu będzie Netanjahu, natomiast później przez taki sam okres czasu funkcję premiera będzie pełnić Ganc. Niewiele osób wierzy jednak w dotrzymanie umowy przez szefa Likudu – wśród wyborców „Biało Niebieskich” tylko 38 proc. ufa, że za półtora roku ich lider przejmie władzę. Blisko 45 proc. zwolenników Ganca wyrażających nieufność wobec Netanjahu wydaje się mieć rację. Już teraz pomiędzy koalicjantami dochodzi do poważnych zgrzytów, a więc nie wytrzymali oni nawet miesiąca bez pierwszych kłótni.

Kontrowersyjna aneksja

Największe rozbieżności pomiędzy Likudem a „Biało Niebieskimi” dotyczą realizacji tak zwanej „umowy stulecia”. Propozycja mająca na celu ustanowienie pokoju izraelsko-palestyńskiego – ogłoszona zresztą na początku roku przez amerykańskiego prezydenta Donalda Trumpa właśnie w towarzystwie Netanjahu i Ganca – przewiduje między innymi aneksję okupowanych przez Izrael palestyńskich terytoriów na Zachodnim Brzegu. Miałoby to nastąpić już na początku przyszłego miesiąca, a najbardziej do przeprowadzenia całej operacji prą Likud i jego prawicowi sojusznicy.

Zupełnie inaczej jest w przypadku Ganca. Lider „Biało Niebieskich” i minister obrony uważa aneksję palestyńskich terytoriów za naruszenie dotychczasowych efektów rozmów pokojowych, w tym przede wszystkim za eskalowanie konfliktu. Ganc uważa, że realizacja „umowy stulecia” powinna zależeć od negocjacji z innymi bliskowschodnimi państwami (w domyśle chodzi o Egipt i Jordanię), a ponadto do Izraela nie powinny być przyłączane miejscowości zamieszkiwane w większości przez Palestyńczyków.

Według doniesień medialnych Ganc próbuje zapobiec aneksji wykorzystując fakt, że ministrem spraw zagranicznych jest jego partyjny kolega, Gabi Aszkenazi. Dyplomata za kulisami ma torpedować próby przeprowadzenia jednostronnego aktu przyłączenia części Zachodniego Brzegu, przy czym jego resort w specjalnym oświadczeniu zdementował pojawiające się w mediach informacje. To nie zmienia jednak faktu, że na kilka dni przed 1 lipca, czyli datą planowanej aneksji, tak naprawdę szczegółów na ten temat nie zna nawet izraelskie wojsko.

Rozbieżności budżetowe

Koronawirus sparaliżował na kilka tygodni życie społeczno-gospodarcze praktycznie na całym świecie, a nie inaczej było również w Izraelu. Z tego powodu konieczne jest wdrożenie planu odbudowy gospodarki, gdy tymczasem nie uchwalono jeszcze nawet tegorocznego budżetu. Jak można się domyśleć kwestia ta znalazła się na liście priorytetów podpisanej w zeszłym miesiącu umowy koalicyjnej Netanjahu i Ganca, tym niemniej sytuacja wyglądała wówczas nieco inaczej. 

Benjamin Netanjahu i Benny Ganc. Zdjęcie: Wikimedia Commons

Mianowicie obaj politycy zgodzili się, że uchwalą budżet nie tylko na obecny, lecz od razu również i na przyszły rok. „Biało Niebiescy” do dzisiaj zresztą uważają takie rozwiązanie za czynnik stabilizujący izraelską politykę. Innego zdania są jednak Netanjahu i jego partyjne kolega, minister finansów Israel Kac. Według nich sytuacja spowodowana koronawirusem nie pozwala na planowanie w dłuższej perspektywie. Wpierw należy więc uchwalić budżet obowiązujący do końca obecnego roku, aby obserwując sytuację w gospodarce przygotować plany na przyszły rok.

Ganc i jego ludzie są gotowi jedynie na kompromis zakładający, że plany finansowe państwa zostaną ustalone na rok i kilka miesięcy. W ten sposób brano by pod uwagę jedynie względy ekonomiczne, a nie polityczne. Takiego pomysłu nie popiera jednak nawet izraelska opozycja. Jair Lapid, jej obecny lider i były sojusznik Ganca, nazywa podobne propozycje „amatorstwem albo nieodpowiedzialnością”. Pod tym względem lider partii Jest Przyszłość podziela pogląd Likudu dotyczący konieczności analizy gospodarczych skutków koronawirusa w ciągu najbliższych miesięcy.

Kto odważy się na wybory?

Izraelskie media wykorzystują niesnaski wewnątrz koalicji do tworzenia swoich własnych scenariuszy. Część z nich ma być zresztą podparta anonimowymi wypowiedziami zarówno przedstawicieli Likudu, jak i „Biało Niebieskich”. Tym samym według prasowych doniesień Ganc miał powiązać kwestię budżetu z aneksją części Zachodniego Brzegu, z kolei Netanjahu uważa przejęcie palestyńskich ziem za podstawowy warunek przetrwania urodzonego w bólach rządu jedności narodowej.

Dotychczasowe rozmowy obu liderów koalicji rządowej nie przyniosły żadnych konkretnych rezultatów. Wydaje się, że argumenty leżą jednak po stronie Ganca, co jest spowodowane niejasnym stanowiskiem Stanów Zjednoczonych względem pierwszych kroków zmierzających do realizacji zaproponowanej przez nie „umowy stulecia”. Część administracji Trumpa ma bowiem opowiadać się za radykalnym postawieniem sprawy, natomiast część krytykuje aneksję części Zachodniego Brzegu bez negocjacji z Palestyńczykami i krajami arabskimi. Tym samym głosowanie w Knesecie staje się najmniejszym problemem, bo Netanjahu w tej kwestii jest uzależniony od stanowiska Białego Domu.

Czy w razie braku kompromisu w sprawach budżetu i aneksji Zachodniego Brzegu dojdzie do przedterminowych wyborów? Przedstawiciele Likudu i „Biało Niebieskich” nabierają najczęściej wody w usta, gdy w mediach pada podobne pytanie. Wydaje się jednak, że czwarte wybory parlamentarne – przeprowadzone w ciągu kilkunastu miesięcy i w dobie niepewności spowodowanej koronawirusem – byłyby zbyt ryzykowne dla wszystkich politycznych graczy.

Maurycy Mietelski

Zobacz także

Koronawirus kontra sport
Komik się zakiwał
Słowacka chadecja na zakręcie
Index był zbyt niebezpieczny




Więcej...

Zobacz także tego autora

Koronawirus kontra sport
Komik się zakiwał
Słowacka chadecja na zakręcie
Index był zbyt niebezpieczny
Triumf tureckiego islamizmu