Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Dominik Wach: Bibi nie chce pokoju


28 maj 2011
A A A

Izraelski premier – Benjamin „Bibi” Netanjahu nie od dziś znany jest ze swych ostrych przemówień i bezkompromisowej postawy wobec Palestyńczyków. Ostatnie wydarzenia, a w szczególności reakcja na wypowiedź prezydenta USA – Baracka Obamy nie pozostawiają złudzeń co do szans na osiągnięcie porozumienia pokojowego kończącego konflikt izraelsko-palestyński za rządów Netanjahu.

W obliczu ostatnich rewolucji w krajach arabskich, a także z uwagi na zmniejszające się od pewnego czasu poparcie państw europejskich dla polityki Izraela, rząd Netanjahu znalazł się w wyjątkowo niewygodnej sytuacji. Jego pozycja względem Palestyńczyków wydaje się wyraźnie słabsza niż miało to miejsce w latach ubiegłych. To właśnie Izrael jest coraz częściej postrzegany jako strona, która niewystarczająco mocno dąży do osiągnięcia porozumienia i zakończenia ciągnącego się od przeszło 60 lat konfliktu izraelsko-palestyńskiego.

Na domiar złego USA – największy sojusznik Izraela, a w pewnym sensie gwarant jego bezpieczeństwa – nie prezentuje w ostatnim czasie tak bezkrytycznej postawy względem swego bliskowschodniego przyjaciela. Można było to zauważyć wówczas gdy mimo wyraźnych próśb USA Netanjahu odmówił przedłużenia okresu, w którym Izrael wstrzymał się od rozbudowy osiedli na okupowanym Zachodnim Brzegu Jordanu. Widoczne jest to również dziś, gdy prezydent Obama mówi o potrzebie utworzenia niepodległej Palestyny w granicach sprzed wojny 1967 r.

Choć Izrael nadal może liczyć na amerykańskie weto wobec forsowanej przez władze Autonomii Palestyńskiej rezolucji uznającej niepodległość Palestyny (przewidywane głosowanie w ONZ ma się odbyć we wrześniu 2011 r.) to stosunki izraelsko-amerykańskie nigdy nie były tak napięte.

Ta niekorzystna dla strony Izraelskiej sytuacja nie wpłynęła jednak znacząco na postawę Benjamina Netanjahu. Mimo iż jego wystąpienie w amerykańskim Kongresie było nieco złagodzone w stosunku do wystąpień na forum Knesetu, to nie pozostawił on żadnych złudzeń – Izrael nie godzi się na państwo palestyńskie w granicach sprzed 1967 r.

Gdy przeanalizujemy ważniejsze wypowiedzi „Bibiego” dotyczące ewentualnego porozumienia z Palestyńczykami jasne stanie się, że Netanjahu i jego rząd nie dążą do pokoju. 

W jaki bowiem sposób można osiągnąć porozumienie, gdy odmawia się milionom palestyńskich uchodźców prawa do powrotu, gdy otwarcie mówi się o pełnym kontrolowaniu całego obszaru metropolitalnego Jerozolimy i osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu. Jak mówić o niepodległości, gdy nowe państwo miałoby być zdemilitaryzowane, jego przestrzeń powietrzna kontrolowana przez siły izraelskie a w strefie nad rzeką Jordan miałyby stacjonować jednostki IDF? Jeśli nawet palestyńscy negocjatorzy zgodziliby się na tak niekorzystne porozumienie, to państwa palestyńskiego nie można by nazwać suwerennym.

Nie można również mieć wątpliwości co do niechęci rządu Netanjahu do rozmów pokojowych. Ciągła rozbudowa osiedli żydowskich, uważana za główny powód załamania się rozmów, nie może zostać przysłoniona porozumieniem palestyńskiego Fatahu i Hamasu. Islamski Ruch Oporu, mimo iż jest uznawany przez niektóre państwa za organizację terrorystyczną i odmawia uznania Izraela, niejednokrotnie ogłosił, że jest gotów podjąć próby porozumienia i rozmów o niepodległej Palestynie w granicach sprzed wojny sześciodniowej. Dowiódł on również, że dotrzymuje rozejmów i podjętych postanowień.

W obliczu powyższych faktów nawet izraelskie media, w tym największe gazety opiniotwórcze, otwarcie mówią o zagrożeniu i tak fikcyjnego procesu pokojowego. Jeden z izraelskich komentatorów politycznych oświadczył nawet, że postawa premiera jego kraju wydatnie zwiększa poczucie zagrożenia wśród obywateli pragnących pokoju. Można również wnioskować, że dla Netanjahu ważniejsze jest przetrwanie w politycznej rzeczywistości, utrzymanie koalicji do kolejnych wyborów niż zrobienie choćby jednego kroku ku pojednaniu z Palestyńczykami. Jedno zatem jest pewne – priorytetem „Bibiego” nie jest bliskowschodni pokój.