Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Iza Melika Czechowska: Pytam, bo chcę wiedzieć


16 marzec 2009
A A A

Z uporem powtarzać będę do znudzenia, że islam jest dobry. Zbrodnia jest bowiem zawsze zbrodnią, tej zaś religia nigdy nie sankcjonuje. To, że wojska Hitlera miały na klamrach pasów słowa „Gott mit uns” nie stało się pretekstem do upokarzania chrześcijan.

Wszystko zaczęło się pewnego wieczoru, kiedy mój nastoletni syn wpadł do kuchni, gdzie oddawałam się akurat twórczemu myśleniu. Nie zawracając sobie głowy jakimikolwiek regułami gramatycznymi rodzimego języka (jak zwykle zresztą), zaatakował mnie: No bo ja całkiem już nie rozumiem o co w tym islamie chodzi. Prawie zasłabłam. A miał to być taki spokojny wieczór...

Cały problem polega na tym, że niektórym ludziom trzeba wytłumaczyć przystępnym, zrozumiałym w miarę możliwości językiem coś, co do czego mają mniej lub bardziej poważne wątpliwości. Mam tę zgubną przypadłość, że staram się rozmówcę przekonać o swojej racji na gorąco, nie dając mu czasu na samodzielne dojście do tego wniosku. Zapowiadało się więc ciekawie i burzliwie. Nici ze spokojnego wieczoru...

Nastolatki zaliczają się zdecydowanie do rodzaju ludzkiego, a pytań mają o wiele więcej niż dorośli, zwłaszcza gdy trzeba się uczyć np. do sprawdzianu z fizyki. Im temat mniej pokrewny fizyce, tym lepiej. O czym ten mój syn, na Boga, myślał ucząc się zasady zachowania pędu? Z pewnością nie kierował nim pęd do wiedzy; fizycznej w każdym razie. Ponieważ jednak należę do matek, które lubią rozmawiać ze swoją latoroślą o wszystkim, poprosiłam uprzejmie o sprecyzowanie sprawy. Okazało się, że nie chodzi tu o żaden ważki problem teologiczny ani też o cokolwiek zbyt skomplikowanego na mój kobiecy rozum. Nie o to nawet, że ksiądz na religii w szkole (bo młodzieniec uczęszcza na takie lekcje i bierze w nich czynny udział) powiedział coś niepochlebnego o islamie. Problem powstał z tego, co sama robię i o czym nieraz piszę.

Napisałam zaś niedawno tekst, który mówił, że islam jest religią pokoju, nastawioną na szczęście ludzkie, a jego niewłaściwe postrzeganie przez niemuzułmanów wynika w znacznej mierze z błędów popełnianych przez samych muzułmanów. Nie wszystkim to się podobało, nie wszyscy się ze mną zgodzili. Co charakterystyczne, nie byłam krytykowana przez swoich współwyznawców, którym się przecież oberwało, a przez ludzi, którzy - jak można było wnioskować z ich wypowiedzi – religii tej nie znają i nie zadali sobie żadnego trudu, aby ją poznać przed zabraniem głosu. W dodatku udowadniali w żenujący sposób, że nie znają również podstaw własnego wyznania.

Jakiś czas po publikacji tego tekstu, świat zachodni zamarł po tym, co stało się w Pakistanie z polskim geologiem. Zginął niewinny człowiek, zaś oprawcy poważyli się sankcjonować swoją zbrodnię rozwieszonym za plecami transparentem z wersetem ze Świętego Qur’anu... W młodym, prostolinijnym człowieku, czyli moim rodzonym synu, nabrzmiewał problem, z którym zwrócił się wreszcie do mnie. Padło sakramentalne pytanie: Kto miał rację? Matka - czyli autorka tekstu, czy też zbrodniarze, którzy używają Qur’anu, aby legitymizować swój straszny cel?
 
Mogłam być cyniczna i udzielić równie cynicznej odpowiedzi, że rację ma silniejszy, przynajmniej tak długo, jak potrafi pokazać swoją siłę. Ale cynizm nie jest najlepszym sposobem na rozmowy z nastolatkami. Tylko jak wytłumaczyć chłopakowi to, co się stało w takiej, a nie innej scenerii i pod takimi, a nie innymi hasłami? Jestem dorosła. Doskonale zdaję sobie sprawę, że w obecnych czasach dla obojętnie jakich interesów można posłużyć się wszystkim, bo oko kamery nie jest wybredne. Pokazuje rzeczywistość reżyserowaną, której rolą jest w gruncie rzeczy manipulowanie widzem. Operator kamery filmuje to, co chce, lub co mu każą, tak długo, aż ktoś nie wyłączy prądu. Posłużyć się tu można każdym hasłem, każdą ideą, byle odpowiednio przyprawioną. Piszący hasła będzie działał tak długo, dopóki nie wytrąci się mu pędzla lub kredy z ręki.
 
Czy coś takiego może być automatycznie uznawane za prawdę? Obiektywną prawdę, a nie prawo Kalego, czy prawdę najprawdziwszą - bo moją. Nie chodzi przecież o to, żeby zacytować z „Dnia świra”, że moja prawda jest „bardziej mojsza niż twojsza”. Chodzi konkretnie o to, czy dokonanie morderstwa przez zwykłych zbrodniarzy, niegodnych ludzkiego miana, może być usprawiedliwiane słowami Allaha? Czy naprawdę mamy w sobie tak mało wiedzy i rozsądku, aby uwierzyć, że jakakolwiek religia każe zabijać? Naprawdę jesteśmy tak bardzo podatni na zwykłą manipulację? Rozsądny człowiek nigdy nie powinien w to uwierzyć, nawet jeśli na miejscu zbrodni mordercy zamieszczą cały Święty Qur’an.
 
Zbrodnia jest zawsze zbrodnią, tej zaś religia nigdy nie sankcjonuje. To, że wojska Hitlera miały na klamrach wojskowych pasów słowa „Gott mit uns”, a papież błogosławił niemieckich żołnierzy, nie spowodowało, że świat uznał hitlerowską zbrodnię za słuszną i oprawcy nie uniknęli kary. I co najważniejsze, chociaż wierzyli w słuszność swojego pochodu przez świat, to nie mieli racji. Nie upokarzano też z tego powodu chrześcijan, bo mimo odwoływania się przez nazistów do imienia Boga, nikt zbrodni nie utożsamiał z religią.  
 
Z tymi cytatami z Qur’anu bywa niekiedy nawet zabawnie. Co jakiś bowiem czas znajdują się „znawcy”, którzy nie mają co prawda wiedzy na temat co i kiedy przytoczyć, ale wybierają bardziej „drapieżne” wersety na poparcie swoich wypowiedzi, jaki to ten islam jest krwiożerczy. Przykładowo, w niedawnym programie telewizyjnym „Teraz my”, panowie Sekielski i Morozowski przytoczyli taki werset, okraszając go komentarzem, że niewierni mają być właśnie tak brutalnie traktowani przez wyznawców Allaha. Cóż, w swej ignorancji wyrwali z kontekstu fragment o mękach piekielnych, co dla nikogo przyjemnym nie będzie. Zanim więc ktoś uzna się znawcą, należałoby posiąść choćby minimum wiedzy na dany temat. W taki właśnie sposób traktowani są z zasady wyznawcy islamu. Wokół pełno samych specjalistów, którzy radośnie tłumaczą wszystkim swoje prawdy, mające najczęściej bardzo niewiele wspólnego z muzułmanami. Ale w umysłach tych, którzy chcieliby zrozumieć o co właściwie chodzi, tak jak mój własny syn, sieją zamęt i zwątpienie w jakiekolwiek dobro i sens poznawania. Na dobrą sprawę, nieomal każdy u nas „wie” czym jest islam, a przede wszystkim to, że jest zły.
 
Ja natomiast z uporem powtarzać będę do znudzenia, że islam jest dobry. To, niestety, ludzie są nazbyt często źli i głupi, pozbawieni elementarnej wiedzy. Oni manipulują uczuciami innych, słabszych, bo potrzebne jest to im dla osiągnięcia własnych celów – najczęściej wcale nie religijnych, a politycznych. Najłatwiej manipulować tymi, których zdolność rozumienia świata jest uboższa, z rozmaitych powodów ograniczona. Tak właśnie zdobywa się członków organizacji terrorystycznych, którzy w imię wtłoczonych im w mózgi fałszywych haseł popełniają zbrodnie. Zbrodnie, które na zawsze wypalają haniebne dziury w oprawach wszystkich świętych ksiąg. Niszczą one całe dziedzictwo kulturowe minionych wieków, plamiąc ręce tym, co już nie da się nigdy wywabić - ludzką krwią przelaną w imię niczego.
 
Ci, którzy szukają uzasadnienia tego w słowach Allaha, zapominają tylko, że zbrodni nigdy i niczym nie da się usprawiedliwić. Nie ma dla nich znaczenia to, że ludzie, którzy dotychczas z ich religią nie mieli do czynienia, poznają ją w najgorszy z możliwych sposobów - poprzez przemoc i zło. Przekaz idzie w świat... Ktoś wyciąga z niego wnioski - nie zawsze przecież prawdziwe, ale niestety zgodne z przesłaniem zbrodniarzy. Myślę, że mój syn zrozumiał to właściwie. Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie z niejednym jeszcze pytaniem, zamiast zasklepiać się w niewiedzy. Na szczęście, ma pytania i nie boi się ich zadawać. Niech stara się dochodzić do prawdy.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.

Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach portalu arabia.pl Przedruk za zgodą redakcji.