Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Marcin Rzepka: Armenia-Turcja na remis


11 listopad 2009
A A A

Sample Image

Porozumienie o normalizacji stosunków między państwami podpisane w Zurychu to wynik długotrwałych rokowań, zakulisowych ustaleń i zabiegów dyplomatycznych.

Niewątpliwie świadczy o długiej drodze, jaką przebyły oba kraje, by osiągnąć kompromis, chociaż nie oznacza jeszcze osiągnięcia pełnej zgody i otwarcia granic. Ogłoszenie sukcesu może nastąpić dopiero po ratyfikacji porozumień przez parlamenty Armenii i Turcji. A to wcale nie wydaje się takie oczywiste.

Czyj sukces, czyja korzyść?

Podpisanie porozumień 10 października (wcześniej protokołów – 31 sierpnia) należy traktować jako sukces dyplomatyczny Rosji, Stanów Zjednoczonych i Szwajcarii. Przynosi ono bezpośrednie korzyści Turcji, przede wszystkim polityczne, uwiarygadnia ją i podnosi jej znaczenie na forum międzynarodowym.

Dążenie tego kraju do porozumienia wpisuje się w aktywną politykę międzynarodową, prowadzoną przez rządzącą krajem Partię Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), która doprowadziła do pewnego odideologizowania przestrzeni publicznej i ograniczenia retoryki kemalistowskiej. W kontaktach zagranicznych zaczyna ona odgrywać istotną rolę, co widoczne jest choćby w kształtowaniu stosunków z Rosją.

Porozumienie może przynieść wymierne korzyści Armenii, zwłaszcza ekonomiczne, co w przypadku ujemnego PKB, drastycznego spadku wpływu do budżetu z i tak niewielkiego eksportu miedzi i molibdenu, może oznaczać szansę na ożywienie gospodarcze. Rozwój gospodarczy i ekonomiczny Armenii byłby korzystny dla Rosji, która oprócz inwestycji w tym kraju i zaangażowania militarnego udziela jej ogromnych pożyczek. Na tym tle działania polityków rosyjskich, z Ławrowem na czele, na rzecz osiągnięcia porozumienia między Turcją a Armenią, są zupełnie zrozumiałe, odpowiadają też tradycyjnej polityce Rosji w sprawach Kaukazu. Paradoksalnie więc to właśnie Rosja może najbardziej skorzystać na poprawie relacji między tymi dwoma państwami.

Zagrywki Azerbejdżanu

Ma to związek ze stanowiskiem Azerbejdżanu, któremu nie w smak są układy między Armenią a Turcją, zważywszy na zaognione stosunki ormiańsko-azerbejdżańskie, będące pochodną walk o Górski Karabach. Po podpisaniu porozumienia Ilhan Alijew, prezydent Azerbejdżanu, zarzucił Turcji, że ta lekceważy swojego tradycyjnego sojusznika na Kaukazie. Turcja bowiem traktowana jest przez Azerów wręcz jako bratnie państwo, co swego czasu doskonale ujął Abulfaz Elczibej, były prezydent Azerbejdżanu: „jeden naród, dwa  państwa”. Alijew podkreślił również, że porozumienie armeńsko-tureckie musi iść w parze z rozwiązaniem sprawy Górskiego Karabachu.

Sprawa ta jednak przy podpisywaniu porozumienia nie była brana pod uwagę. Aby osiągnąć kompromis, strona ormiańska zrezygnowała z podnoszenia problemu ludobójstwa Ormian, Turcy zaś zaniechali z nacisków w sprawie rozwiązania konfliktu karabaskiego. Należy jednak oczekiwać, że podczas debat parlamentarnych zarówno w Turcji, jak i Armenii problemy te będą żywo dyskutowane, a to może w konsekwencji wydłużyć proces ratyfikacji ustaleń.

Porozumienie wpłynęło na Azerbejdżan, który już od wojny z Gruzją dąży do zacieśnienia kontaktów z Rosją. W rzeczywistości bowiem jawi się on jako wielki osamotniony w regionie. W czasie gdy prezydenci Turcji i Armenii, Abdullah Gül i Serż Sarkisjan, oglądali 14 października mecz w Bursie, Alijew podpisywał kontrakt na dostawy gazu (500 milionów metrów sześciennych) do Rosji, począwszy od 2010 roku. Wydaje się, że gaz może być elementem przetargowym istotnym dla dalszych losów porozumienia. Sprzedawanie przez Azerbejdżan gazu do Rosji oraz jednoczesne zaangażowanie tego kraju w projekt Gazociągu Południowego może oznaczać w dalszej perspektywie problemy gazociągu Nabucco. Choć, zdaniem niektórych, nie jest to wcale pewne, to i tak istotna wydaje się korekta polityki cen gazu. Alijew podkreślił, że Turcja kupowała gaz za ledwie 1/3 ceny rynkowej, i takiego stanu nie da się dłużej utrzymać. Ankara już zgodziła się na podwyżkę, zostawiając jednocześnie pole manewru do dalszych negocjacji.

Azerbejdżański gaz płynie do Turcji od 2006 roku z największych złóż gazu w kraju – Szah Deniz. Problem w tym, że azerbejdżańska państwowa spółka SOCAR ma zaledwie 10 procent udziałów w wydobyciu gazu w tym regionie, a to znacznie ogranicza manewry Alijewa. Nie oznacza to jednak rezygnacji z aktywnej polityki, jaką zaczął prowadzić Azerbejdżan, oferując gaz również Iranowi. Te dwa kierunki ekspansji dotychczas bardziej prozachodniego Azerbejdżanu – Iran i Rosja, wiele mówią o zmieniającym się układzie sił.

Głosy sprzeciwu


Nieuwzględnienie racji ormiańskich w kwestii ludobójstwa Ormian w Turcji w latach 1915–1917 przy zawarciu porozumień wykorzystuje diaspora ormiańska, by wykazać niekompetencje władz Armenii. Wysuwane są nawet oskarżenia o zdradę narodu ormiańskiego. W Armenii odbywają się protesty inspirowane przez partię Dasznakcutiun, sprzeciwiające się porozumieniu w takim kształcie, w jakim zostało zawarte. Głos zabrał także ormiański katolikos Cylicji Aram I, który jednoznacznie wyraził sprzeciw wobec porozumienia z Turcją.

Działania diaspory ormiańskiej nie wpłyną znacząco na losy porozumienia. Zważywszy jednak na jej wielkość i pomoc finansową, jakiej udziela współbraciom w Armenii, ten głos sprzeciwu jest istotny. Za porozumieniem przemawiają między innymi względy ekonomiczne, które mogłoby przynieść otwarcie granicy turecko-armeńskiej. Warto zauważyć, że w zasadzie kontakty handlowe Armenii z sąsiadami ograniczają się praktycznie do Iranu, który stopniowo inwestuje w sektor energetyczny i infrastrukturę Armenii, nie bez udziału Rosji oczywiście.

Futbol i polityka


Powraca pytanie: jak może wyglądać sytuacja na Kaukazie po porozumieniu? Wariant optymistyczny to jego ratyfikacja, otwarcie granicy jako wstęp do pełnego pojednania między Turkami a Ormianami. To oznaczałoby również przejęcie przez Turcję roli mediatora w sprawie Górskiego Karabachu. Gdyby więc udało się połączyć dwie sprawy: Karabach i porozumienie między Turcją a Armenią, mielibyśmy sytuację idealną i gwarancję spokoju na Kaukazie Południowym. Jednakże wariant taki wydaje się mało prawdopodobny.

W przypadku kontaktów ormiańsko-tureckich od pewnego czasu używa się terminu dyplomacja futbolowa, jeśli jednak chodzi o Azerbejdżan i Armenię, o takiej mowy być jednak nie może. W 2008 roku państwa te, nie mogąc dojść do zgody, gdzie ich drużyny mają rozegrać mecz eliminacyjny do mistrzostw Europy, nie przystąpiły do rozgrywek. Takie porozumienie wydaje się teraz niemożliwie nie tylko na płaszczyźnie sportowej.

Artykuł ukazał się w Polska Zbrojna . Przedruk za zgodą Redakcji.
 
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.