Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Katarzyna Sobiepanek: Torysi wygrali. Demokraci rządzą?

Katarzyna Sobiepanek: Torysi wygrali. Demokraci rządzą?


08 maj 2010
A A A

David Cameron wygrał wybory w Wielkiej Brytanii. David Cameron przegrał wybory w Wielkiej Brytanii. Wbrew pozorom oba zdania są prawdziwe. Lider konserwatystów wygrał, ponieważ zwyciężył w większości okręgów, natomiast przegrał, ponieważ do utworzenia rządu większościowego zabrakło 20 mandatów.
Gdy żadna z partii nie otrzyma bezwzględnej większości, zwyczajowo, prawo pierwszeństwa w formowaniu rządu przysługuje urzędującemu premierowi. Gordon Brown zapowiedział jednak, że zaczeka na ruch Torysów. Czekał na to też Nick Clegg, lider Liberalnych Demokratów, trzeciej partii pod względem poparcia, która poniosła właściwie największą porażkę, ale równocześnie pociąga dziś za linki, na których wisi brytyjski parlament. 
 
Lider Liberalnych Demokratów mottem swojej kampanii uczynił walkę ze starym systemem wyborczym. Liberalni Demokraci od lat są ofiarą ordynacji większościowej i od lat domagają się wprowadzenia systemu proporcjonalnego. Cameron na zdecydowane żądania odpowiedział tradycyjnym spychaczem, czyli propozycją międzypartyjnej komisji, mającej zbadać możliwości i okoliczności zmiany systemu głosowania. Podobna komisja powstała już w 1929 roku i złośliwi żartują, że zapewne nadal urzęduje w jakimś odległym zakątku Westminsteru. Zgadzając się na komisję Clegg poważnie ryzykuje utratę wizerunku zwolennika zdecydowanych zmian. Zresztą różnic w podstawowych programowych między Torysami i Liberałami jest więcej. Partie mają całkowicie odmienne plany w kwestiach polityki zagranicznej. Clegg podkreśla swoją proeuropejskość i konieczność skończenia z bezkrytycznym podążaniem za polityka amerykańską. Cameron, zaś, w swoim powyborczym przemówieniu podkreślił, że nie zgodzi się na przekazanie jakichkolwiek nowych kompetencji do Brukseli. Całkowicie różnią ich też wizje polityki nuklearnej i przyszłości systemu Trident, któremu przeciwni są Liberałowie. Inaczej patrzą na kwestie kontroli imigracji, choć zgadzają się na jej zdecydowanie ograniczenie..

Negocjacje będą długie. Partia dała Cleggowi zielone światło, ale demonstrujący zwolennicy przypominają o trzymaniu się priorytetów. Jeśli nie osiągną porozumienia Cameron chce tworzyć rząd mniejszościowy. Ale to nie będzie proste. Ogromny deficyt budżetowi i rosnące zadłużenie publiczne wymaga mało popularnych decyzji niezależnie od tego kto zasiądzie w fotelu premiera. Każdy rząd będzie musiał narazić się na utratę poparcia i wymagać dyscypliny we własnych szeregach. Konserwatystom daleko jednak do jednolitości w poglądach na wiele kwestii, głównie polityki zagranicznej, ale także i społecznej. Rebelii przeciw Cameronowi przewodzili na łamach the Telegraph lord Tebitt i Daniel Hannan, poseł do parlamentu europejskiego. Krytykowali nowy program socjalny i poparcie dla NHS, domagali się ostrzejszej polityki imigracyjnej i przede wszystkim poddaniu pod referendum Traktatu Lizbońskiego. Przed wyborami spory ucichły, ale jeśli partia utworzy rząd mniejszościowy może się okazać, że wymuszanie dyscypliny partyjnej nie będzie łatwe.

Rząd mniejszościowy będzie musiał szukać koalicji ad hoc, ale potencjalnych partnerów może odstraszać obawa przed dzieleniem winy za niepopularne decyzje. Naturalnym partnerem jest Demokratyczna Partia Ulsteru, której osiem mandatów może mieć kluczowe znaczenie. Torysi od zawsze wchodzili w układy z unionistami z północy Irlandii, ale zawsze były to trudne koalicje. W chwili obecnej główne spoiwo łączące obie partie, jedność Zjednoczonego Królestwa, nie ma już takiego znaczenia jak w czasie konfliktu i procesu pokojowego, zatem wartość takiej koalicji dla unionistów maleje, zwłaszcza, że partia sama boryka się z trudnościami. Po skandalach finansowych swój mandat utracił lider partii i premier Irlandii Północnej Peter Robinson.

Ewentualny rząd mniejszościowy nie ma praktycznie żadnego poparcia w Szkocji. Konserwatyści zdobyli tam tylko jeden mandat, a Partia Narodowa Szkocji sześc. Partia Aleca Salmonda rządzi już w Szkocji jako rząd mniejszościowy i cały czas domaga się przyśpieszenia procesu dewolucji i rychłej niepodległości dla Szkocji. Ich interesy są więc całkowicie sprzeczne z interesami konserwatystów, których oficjalna nazwa wciąż brzmi Partia Konserwatywna i Unionistyczna. Trzy głosy w Westminsterze ma jeszcze walijska Plaid Cymru, ale to bardzo mały potencjał i również inne priorytety. Siłą rzeczy wróci więc konieczność zjednania sobie Liberalnych Demokratów lub rychłe wybory.