Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Michał Cyran: Pęka włoska skamienielina


09 październik 2009
A A A

Czas najwyższy, aby ktoś kopnął wreszcie w piedestał, na którym do tej pory prężył się Święty Silvio z Ancore. Wypada chyba życzyć, by nie tylko Włosi, ale i cała Europa miała już berlusconizm za sobą.

Niedawno odbyła się premiera filmu Paola Sorrentino „Boski”. Jest to biograficzna opowieść o Giulio Andreottim – siedmiokrotnym premierze Włoch, którego polityczna kariera upadła, a on sam pozbawiony immunitetu znalazł się przed sądem i wycofał się z życia politycznego. Zanim jednak do tego doszło, włoski polityk wielokrotnie udowodnił swoje umiejętności utrzymywania się przy władzy za wszelką cenę. Pokaz filmu zbiegł się w czasie z innym wydarzeniem, również dotyczącym włoskiej polityki.

Siódmego października trybunał konstytucyjny odrzucił zeszłoroczną ustawę blokującą wszelkie procesy względem prominentów państwowych ze stajni Berlusconiego. Co robi ten ostatni? Krzyczy, że wszyscy lewacy. A jakże! Prezydent, media publiczne, sądy, gazety. Wszyscy z lewej do lewej przeciw niemu. Tak się zezłościł biedny Silvio, nie rozumiejąc, że tylko poprawka do konstytucji mogłaby sprezentować mu immunitet i ustawić ponad prawem spełniając jego najskrytszą wolę. Spolegliwy Umberto Bossi próbował przekonywać sędziów, że premier jest „równiejszy” wobec prawa, bo musi rządzić (manipulować?) krajem i nie powinien zaprzątać sobie głowy matactwami, w które jest uwikłany. Trybunał jednak nie uległ. Otworzył tym samym tamę powodując powódź dyskusji o konsekwencjach wyroku.

Prezes Rady Ministrów, dla którego ostatnią rzeczą o jakiej chciałby słyszeć jest konstytucja, nie znosi niezależnych werdyktów. Mimo, że jego pozycja wyraźnie słabnie, ani myśli przestać się zbroić. Desperacko poszukuje coraz to nowych dynamitów, które mógłby podłożyć pod instytucje prawne, a nawet urząd prezydenta. Jego lojalny orszak dzielnie wspiera swego mistrza. Jeszcze nie opuścili sali sądowej, a już dumali nad zmianami w systemie sprawiedliwości – co by tutaj zreformować, aby nasz chlebodawca uszedł cały? Ba! Współpracownicy planują nawet na grudzień wielką manifestację wsparcia dla swojego guru. Sam Silvio liczy na coś jeszcze. Coś, dzięki czemu znalazł się tu, gdzie jest dziś – jego prywatne media. To one gwarantują mu popularność na Półwyspie, bo trzeba pamiętać, że telewizja jest nadal najważniejszym źródłem informacji dla Włochów. Imperium Mediaset będzie ciężko pracować, aby rozgłos trwał jak najdłużej. Brat premiera również reaguje błyskawicznie. Jego „Il Giornale” zamieściło już odpowiednie rankingi, które pokazują jak Berlusconi wspina się na szczyt oraz komentarze skierowane przeciwko „oburzającym” decyzjom „lewicowych” sądów. Drugą stroną medalu są ludzie, czyli państwo. Co z nimi?

Najbliższe tygodnie będą trudne. Niestabilność włoskiego premiera udowodniła, że nie pomogły mu żadne przebyte lekcje. Po piętnastu latach rządzenia nadal dzieli go przepaść od polityki wielkiego formatu i brak mu jakichkolwiek perspektyw na zmianę. Włoską scenę czekają głębokie rysy. Konflikt instytucjonalny pomiędzy Pałacem Prezydenckim a Kancelarią  Prezesa Rady Ministrów właściwie już się zaczął, o ile kiedykolwiek skończył się naprawdę. W ślad za nim pojawią się gorzkie skutki polityczne, trawiące Włochy nie tylko od wewnątrz, ale i w polityce międzynarodowej. Środowy wyrok włożył kij w szprychy rozpędzonych rządów Ludu Wolności i może spowodować, że upadną on z wielkim hukiem.

Odarty z pancerza immunitetu Berlusconi stanął twarzą w twarz wobec prawa, co jest dla niego pewną nowością, z którą niekoniecznie sobie poradzi. Czy wystarczy mu kondycji, aby w tych warunkach utrzymać władzę i, tak jak dotychczas, prowadzić swoją sielankową postpolitykę? Jak na razie decyzja nadal należy do niego, jednak dyskretnie uwalniana presja nie słabnie. Mimo że oficjalnie przyznał to tylko sędzia Antonio di Pietro, pojawia się coraz więcej głosów popierających zdymisjonowanie premiera. Nadarza się okazja, aby Włochy spychane coraz bardziej w cień zdjęły w końcu maskę europejskiego klauna i odbudowały wiarygodność. Przyszłość zależy od opozycji. Od tego czy nadal stać ją będzie tylko na pokazywanie kłów, czy zada ostateczny cios papierowemu, nadmuchanemu medialnie rządowi.

Sędziowie swoją decyzją zrehabilitowali cały kraj, który Berlusconi zmieniał w idyllę dla będących ponad prawem możnowładców dzielących i rządzących we włoskiej polityce. Kraj, w którym zwierzchnicy mogli dotychczas liczyć na wieczne wsparcie ze strony mydlącego oczy establishmentu i jego entuzjastów, a włodarze zapomnieli czym jest odpowiedzialność. Robiąc miejsce dla prawa, trybunał otworzył okna wietrząc fetor, jaki unosił się nad skamieniałym układem sił. Może to być początek końca berlusconizmu, który zżerał nie tylko Włochy, ale całą Europę. Być może również nowy film Paola Sorrentino zyska nowe pole dla interpretacji.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.