Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Marcin Zaborowski: Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych po wyborach prezydenckich


29 październik 2008
A A A

Barack Obama lub John McCain będą musieli stawić czoła ogromnym wyzwaniom, zarówno w sferze politycznej, jak i gospodarczej, działając przy tym w międzynarodowej atmosferze, którą na pewno nie można uznać za korzystną. Czy następny prezydent zdoła przywrócić Ameryce status globalnego lidera?

Przyszła polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych

Cały świat wiąże spore nadzieje w związku ze zbliżającymi się wyborami kolejnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Barack Obama lub John McCain będą musieli stawić czoła ogromnym wyzwaniom, zarówno w sferze politycznej, jak i gospodarczej, działając przy tym w międzynarodowej atmosferze, którą na pewno nie można uznać za korzystną. Czy następny prezydent zdoła przywrócić Ameryce status globalnego lidera? W jaki sposób następca Busha odniesie się do dorobku pozostawionego przez swojego poprzednika? Nie ma wątpliwości co do tego, iż poglądy obu kandydatów na temat światowego porządku dzieli ideologiczna przepaść, co wyraźnie widoczne jest również w ich kampaniach wyborczych. Przesłanie Obamy dotyczące polityki zagranicznej koncentruje się na upadku prestiżu Ameryki, trudnościach operacji w Iraku, a także potrzebie zintensyfikowania wysiłków na misji w Afganistanie. Natomiast McCain jest zwolennikiem wojowniczej retoryki i głosi potrzebę walki przeciw tzw. ‘radykalnym islamskim ekstremistom’. Trudności doświadczane przez Amerykanów zarówno w Iraku jak i w Afganistanie McCain postrzega jako bolesne, ale konieczne koszty zapewnienia bezpieczeństwa USA.Image

Jednakże ta ideologiczna różnica między dwoma kandydatami niekoniecznie ma swoje odzwierciedlenie w ich propozycjach programowych, gdzie można było zaobserwować rosnący poziom zbieżności poglądów. Poniżej znajduje się zarys stanowisk obu kandydatów na temat głównych kwestii polityki zagranicznej Stanów Zjednoczonych.

Irak i Afganistan


Główne zagadnienia:


Afganistan: Następny prezydent zwiększy liczebność wojsk amerykańskich w regionie. Możliwe jest również przeprowadzenie operacji po pakistańskiej stronie granicy.

Irak: Jednostki bojowe pozostaną w Iraku przynajmniej do 2010 roku lub jeszcze dłużej. Bez względu na wynik wyborów Stany Zjednoczone będą chciały pozostawić stałą liczbę jednostek do walki z Al-Kaidą oraz w celu szkolenia irackiej armii.

W swojej kampanii Obama podkreśla znaczenie misji w Afganistanie, gdzie – jego zdaniem – przebiega główna linia frontu walki z Al-Kaidą. Obama uważa, że Bush śpiesząc na wojnę z Irakiem Saddama Husajna, gdzie Al-Kaida w ogóle nie istniała przed inwazją Amerykanów, w efekcie zaniechał stabilizację Afganistanu. USA muszą teraz skierować ponownie swoją uwagę na Afganistan – gdzie Al-Kaida pozostaje silna. Nieodzowne w tym kontekście wydaje się być nie tylko wysłanie dodatkowych oddziałów wojskowych, ale także przeprowadzenie skutecznej operacji militarnej. Nie można także wykluczyć amerykańskich ataków na cele znajdujące się po pakistańskiej stronie granicy. [1] Wzmocnienie amerykańskiej obecności w Afganistanie nie będzie jednak możliwe bez wycofania się z Iraku. Dlatego też, wszystkie amerykańskie oddziały bojowe powinny opuścić Irak w ciągu 16 miesięcy od daty przejęcia przez Obamę urzędu, w tempie jednej lub dwóch brygad miesięcznie. [2]

W kwestii Afganistanu John McCain przedstawił podobne argumenty, wzywając do zwiększenia liczebności wojsk sojuszniczych, a nawet utworzenia stałych amerykańskich baz wojskowych w tym kraju. Pomimo tego zarówno Obamę jak i McCaina dzielą podstawowe różnice w kwestii wojny afgańskiej i tego jak doprowadzić do jej zakończenia. W odróżnieniu od Obamy, dla McCaina, to przede wszystkim Irak jest linią frontu w walce z radykalnym ekstremizmem. W opinii McCaina klęska w Iraku byłaby zwycięstwem Al-Kaidy i dlatego Ameryka nie może wycofać się przed zapewnieniem stabilizacji tego kraju. Podczas prawyborów McCain przekonywał, iż USA powinny pozostać w Iraku tak długo jak będzie to konieczne, nawet jeśli miałoby to oznaczać cały wiek. [3]

Różnice w podejściu do kwestii Iraku zostały uwidocznione w kampaniach obu pretendentów i pod wieloma względami są powodem, dla którego Obama i McCain zdołali otrzymać nominacje swoich partii. Obama był jedynym liczącym się kandydatem Demokratów, który od samego początku sprzeciwiał się wojnie, co stanowiło również o jego przewadze w walce z Hillary Clinton o nominację, która w 2002 roku głosowała za interwencją. Z drugiej strony McCain był i pozostaje nadal niezachwianym zwolennikiem operacji w Iraku, popierając prezydenta Busha w jego decyzji o kontynuowaniu obecności militarnej, ale i krytykując go za niewystarczające wsparcie wojskowe tej operacji. Sukces tzw. polityki ‘surge’, czyli zwiększenia liczebności wojsk w Iraku, stanowi dla Republikanów argument usprawiedliwiający twardą linię reprezentowaną przez McCaina.

Biorąc pod uwagę sytuację, gdzie jeden kandydat popiera jak najszybsze wycofanie wojsk, a drugi wykazuje chęć pozostawienia amerykańskich sił tak długo jak to jest konieczne (a nawet zwiększenia ich liczby), wyraźnie widać jaka rozbieżność cechuje poglądy obu kandydatów. Niemniej jednak od czasu otrzymania nominacji zarówno McCain jak i Obama przyjęli nieco łagodniejsze stanowisko co do kwestii irackiej. McCain zaczął wycofywać się ze swojego stwierdzenia o konieczności pozostawienia wojsk na tak długo jak będzie to konieczne, kiedy oświadczył, iż jeśli sytuacja na to pozwoli możliwe będzie wycofanie sił, co najprawdopodobniej nastąpi mniej więcej w 2013 roku. [4] Jednocześnie Obama także osłabił ton swojej wypowiedzi wskazującej na okres 16 miesięcy, jako na optymalny limit czasowy dla wycofania oddziałów, stwierdzając iż jest to zaledwie założenie, zaś dokładna data wycofania wojsk będzie konsultowana z generałem Petraeusem i innymi dowódcami. Dodał, iż jest obecnie na etapie ‘precyzowania’ swojej polityki w kwestii irackiej, a także podtrzymuje swoje stanowisko, iż niezależnie od okoliczności, siły amerykańskie (w liczbie ok. 60 tysięcy) pozostaną w Iraku, aby szkolić iracką armię i zwalczać działania Al-Kaidy. [5] Jednak, po zakończeniu wizyty w Iraku w lipcu 2008 roku, Obama powrócił do swojego poprzedniego 16 miesięcznego planu wycofania wojsk, który został niemal całkowicie poparty przez irackiego premiera Nuri al-Maliki.

Stanowiska Obamy i McCaina w sprawie irackiej różnią się pod względem ideologicznym, ale właściwe punkty ich programów nie odbiegają od siebie w sposób znaczący. Głównie dlatego, iż obecna administracja oraz rząd iracki mogą dojść do porozumienia, które być może wyznaczy datę wycofania wojsk na rok 2011. [6]{mospagebreak}

Iran

Główne zagadnienia:

·    Obama prowadziłby negocjacje z Iranem bez stawiania wstępnych warunków, McCain się natomiast temu sprzeciwia
·    Obaj kandydaci nie wykluczają możliwości użycia siły
·    Zastosowanie ostrzejszych sankcji jest prawdopodobne, bez względu na to, kto wygra wybory.

Obok Iraku, Iran stanowi kolejną kwestię, która dzieli obu kandydatów. McCain przejawia bardziej bojowe nastawienie w tej materii niż jego Republikańscy rywale, zwłaszcza kiedy zaśpiewał ‘zbombardujmy, zbombardujmy Iran’ na melodię piosenki z repertuaru Beach Boys. Jednocześnie Obama argumentował, iż jako prezydent będzie prowadził rozmowy z Iranem bez żadnych warunków wstępnych. Taka różnica stanowisk w kwestii irańskiej jest w dużej mierze odbiciem debaty w sprawie Iraku. Z jednej strony McCain postrzega Iran jako kraj wrogi – jego kampania opiera się na nieustannych oskarżeniach pod adresem Teheranu o popieranie i finansowanie terrorystów oraz bojowników w Iraku, Libanie a także w Strefie Gazy. Z drugiej strony, dla Obamy przykład Iraku odzwierciedla, w jaki sposób nie należy prowadzić polityki zagranicznej w tym regionie, zwłaszcza w odniesieniu do Iranu. Można tutaj zauważyć również pewnego rodzaju klasyczny podział na politykę ‘gołębia i jastrzębia’, gdzie McCain opierałby swoje działania na groźbie interwencji militarnej, podczas gdy Obama wierzy w siłę dyplomacji jako środka zaradczego.

Należy jednak podkreślić, iż pomimo rozbieżności poglądów pomiędzy dwoma kandydatami, gdy zaistnieje faktyczna potrzeba znalezienia skutecznej recepty na kryzys, różnice te będą się z pewnością się zacierać. Obama, deklarując chęć rozmów z Iranem, nigdy nie wykluczył możliwości użycia siły, co podkreślił podczas przemówienia do pro-izraelskiego AIPEC, gdzie argumentował: ‘Zrobię wszystko co w mojej mocy, aby Iran nie wszedł w posiadanie broni nuklearnej; wszystko co w mojej mocy; wszystko’. [7] Obama stwierdził również, że ‘Iran jest największym zagrożeniem dla nas wszystkich’, co oznacza, że jest on zatem przygotowany na rozważenie operacji wojskowej. Obaj kandydaci popierają zastosowanie ostrzejszych sankcji przeciwko Teheranowi, włącznie z sankcjami wtórnymi, którym sprzeciwia się Unia Europejska.

Wielkie mocarstwa

Główne zagadnienia:


Rosja: McCain popiera projekt tarczy antyrakietowej w Europie Środkowej, Obama jest sceptyczny wobec tego projektu. Obaj są zwolennikami rozszerzenia NATO o Gruzję i Ukrainę.

Chiny: niewielkie różnice, obaj kandydaci podkreślają tutaj swoje obawy wobec rosnącej potęgi Chin.

Indie: obaj kandydaci podzielają optymistyczne perspektywy dotyczące dalszego rozwoju tego państwa oraz popierają przyznanie Indiom miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ a także członkostwa w G-8 (McCain).

McCain reprezentuje stanowczo bardziej agresywne stanowisko w stosunku do Rosji, niż prezydent Bush, co potwierdził w swoim słynnym stwierdzeniu, iż kiedy patrzył Putinowi prosto w oczy nie zobaczył w nich duszy prezydenta Putina (w przeciwieństwie do Busha), ale dostrzegł ‘trzy litery: K, G, B’. [8] W swoim artykule w Foreign Affairs, McCain nawołuje do wypracowania nowego stanowiska wobec ‘mściwej’ Rosji oraz opowiada się za wykluczeniem tego kraju z grupy G-8, podkreślając jednocześnie konieczność uświadomienia Rosji, iż NATO ‘jest organizacją niepodzielną i jej drzwi są otwarte dla wszystkich demokracji propagujących pokój na świecie.’ [9] Rosyjska interwencja w Gruzji w sierpniu 2008 roku dała McCainowi możliwość potwierdzenia słuszności swojej tezy. Podczas kryzysu przyjął on zdecydowanie ‘wojowniczy’ ton, nawołując do solidarności Zachodu wobec odradzającego się imperium rosyjskiego, a także przekonując, iż w tej sytuacji ’wszyscy jesteśmy Gruzinami’. [10]

Wydarzenia z okresu zimnej wojny nie miały wpływu na kształtowanie się poglądów Obamy i dlatego też jego polityczne przekonania nie wynikają z emocjonalnego czy osobistego stosunku do Rosji, którą trafnie opisał jako ‘ani to nasz wróg ani bliski sojusznik’. [11] Pierwsza reakcja Obamy na kryzys gruziński była ugodowa, ale wraz z eskalacją rosyjskiej interwencji, krytyka Obamy wobec Moskwy zaostrzyła się. Zagroził on nawet, iż zablokuje starania Moskwy o członkostwo w WTO (Światowej Organizacji Handlu), a także zasugerował możliwość zbojkotowania Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2014 roku, które odbędą się w Soczi. Podobnie jak McCain, Obama dał do zrozumienia, iż obecny kryzys gruziński stanowi ‘punkt zwrotny’ w relacjach Rosji z Zachodem. [12] Zarówno Obama, jak i McCain są zwolennikami przyznania Ukrainie i Gruzji planu na rzecz członkostwa (tzw. MAP) na szczycie NATO w grudniu 2008 roku.

Najbardziej widoczna różnica pomiędzy kandydatem Republikanów i Demokratów przejawia się w kwestii planu zainstalowania elementów tarczy antyrakietowej w Polsce i w Czechach, czemu kategorycznie sprzeciwia się Rosja. McCain jest gorącym zwolennikiem tego projektu i dał temu również wyraz podczas debaty prezydenckiej z października 2007 roku. Stwierdził wówczas, iż nie interesuje go ‘co Putin myśli o projekcie Amerykanów’, w przeciwieństwie do Obamy, który wyraził swoje obawy, chociaż nie poruszył bezpośrednio tematu Rosji w tym kontekście. Po wybuchu konfliktu w Gruzji, USA sfinalizowały umowę o zainstalowaniu interceptorów w Polsce. Trudno powiedzieć, czy wojna w Gruzji wpłynęła na zmianę stanowiska Obamy w sprawie przydatności tej instalacji, a dokładniej, przydatności jej umiejscowienia właśnie w Europie Środkowej. W rzeczywistości jednak umowa została już podpisana i Obama najpewniej się z niej nie wycofa.

Opinie obu kandydatów są bardzo podobne w kwestii Chin. Obaj twierdzą, iż kraj ten stał się światowym konkurentem USA i wyrazili swoje obawy, co taka sytuacja może w przyszłości oznaczać dla Ameryki. W szerszym ujęciu tego problemu McCain kładzie nacisk na kwestię bezpieczeństwa, popierając tutaj działania ‘osłonowe’, podczas gdy Obama koncentruje się na zagadnieniach gospodarczych. Obaj kandydaci krytycznie odnoszą się do kwestii łamania praw człowieka, szczególnie w kontekście sytuacji w Tybecie. Obaj kandydaci nie zagościli również na Igrzyskach Olimpijskich w Pekinie. Jedyna różnica w poglądach obu pretendentów dotyczy problemu Korei Północnej. Choć obaj uważają za konieczne podtrzymanie systemu rozmów sześciostronnych (Korea Północna, Korea Południowa, Japonia, Chiny, Rosja i USA), Obama wspomina również o możliwości rozmów dwustronnych, którym sprzeciwia się z kolei McCain. [13]

Obaj kandydaci zgadzają się, że Indie – jako wyłaniająca się potęga azjatycka i państwo demokratyczne – mają wiele do zaoferowania. Zarówno Obama jak i McCain głosowali za przyjęciem porozumienia o współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa energetycznego zawartego pomiędzy USA i Indiami w 2006 roku. Podczas kampanii wyborczej Obama przekonywał o chęci wypracowania ‘bliskiego partnerstwa strategicznego’ z Indiami, podczas gdy McCain oznajmił, że Indie mogłyby stać się ‘naturalnym sojusznikiem’ Stanów Zjednoczonych. [14] McCain opowiedział się również za włączeniem Indii do grupy G-8. Obaj kandydaci popierają przyznanie Indiom stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. [15]{mospagebreak}

Stosunki transatlantyckie

Niezależnie od tego kto wygra wybory, stosunki transatlantyckie będą ulegać stopniowej poprawie, jednakże nie można się tutaj spodziewać żadnej znaczącej rewolucji. Obama i McCain optują za zamknięciem więzienia w Guantanamo, które działa poza normami prawa międzynarodowego i którego istnienie jest potępiane przez Europejczyków. Obaj kandydaci przywiązują dużą wagę do kwestii globalnego ocieplenia i wprowadzenia systemu ograniczenia emisji gazów cieplarnianych (cap and trade) oraz wprowadzenia legislacji, mającej na celu zredukowanie ich szkodliwego wpływu na środowisko naturalne. Poczynili oni również pewne znaczne wysiłki, polegające na zasygnalizowaniu partnerom europejskim, iż obaj odeszli od prowadzenia transatlantyckiej polityki w stylu George’a Busha. Oczywiście było to prostsze dla Obamy, którego ustawiczny sprzeciw wobec polityki zagranicznej obecnego prezydenta był lejtmotywem kampanii, co także przyczyniło się do jego zwycięstwa w prawyborach Demokratów. McCain natomiast zadeklarował działanie bardziej multilateralne i otwartość na argumenty Europejczyków. [16]

Barack Obama jest niezwykle popularny w kręgach europejskich i nie ma wątpliwości, iż większość Europejczyków życzyłaby sobie, aby to właśnie on został następcą Busha. McCain, z drugiej strony, posiada większe doświadczenie i jego stosunek do idei europejskich nacechowany jest większą empatią. Jest on reprezentantem pokolenia zimnej wojny, stawiającego dobro Europy ponad inne kwestie międzynarodowe. Mimo tego jego reputacja naznaczona jest poparciem dla wojny w Iraku, co dla wielu Europejczyków oznacza kontynuację polityki Busha.

Obama i McCain najprawdopodobniej przyjmą zupełnie odmienne postawy w stosunku do Unii Europejskiej i poszczególnych partnerów europejskich. Obama, sprawując funkcję przewodniczącego podkomisji ds. europejskich w Senacie, od czasu jej objęcia w 2007 roku do lipca 2008 roku, nie odbył żadnej podróży do Europy i niewiele zrobił na rzecz otwarcia na UE. [17] W wypowiedziach z czasów kampanii odniósł się do kwestii NATO i trzech największych państw Europy – Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec – ale rzadko wspominał o Unii Europejskiej. Sam Obama jak i członkowie jego sztabu wyborczego dali do zrozumienia, iż oczekują większego zaangażowania państw europejskich w operację NATO w Afganistanie oraz uchylenia restrykcyjnych klauzul operacyjnych przez Niemcy, Włochy i Hiszpanię. [18]

Z drugiej strony McCain może wykazać się najprawdopodobniej najdłuższą historią zaangażowania w kwestie europejskie wśród wszystkich kandydatów na urząd prezydenta od czasu zakończenia II Wojny Światowej. Był jednym z założycieli corocznej konferencji w Monachium na temat polityki bezpieczeństwa i od 1970 roku regularnie brał w niej udział. McCain odwiedził każdy kraj członkowski NATO i nawiązał osobiste kontakty z wieloma przywódcami państw europejskich. McCain jest zagorzałym zwolennikiem NATO, ale także silnej Unii Europejskiej oraz aprobuje dalszy rozwój Europejskiej Polityki Bezpieczeństwa i Obrony. [19] Jest widoczne iż nie stara się skupiać uwagi jedynie na największych mocarstwach europejskich i podczas wizyty we Francji i Wielkiej Brytanii w marcu 2008 roku, znalazł czas na spotkania z innymi europejskimi przywódcami. [20]

Stosunki transatlantyckie wykraczają daleko poza kwestie bezpośrednich relacji amerykańsko-europejskich. Dotyczą one również problematyki globalnej, co sprawia, iż jeszcze trudniej przewidzieć ich przyszłych kształt. Niemożliwe jest przecież odseparowanie kwestii relacji transatlantyckich od polityki względem Iraku, Iranu czy Rosji. Ze względu na złożoność i zbyt dużą liczbę czynników mających wpływ na dwustronne relacje snucie domysłów, co do ich przyszłego kształtu wydaje się bezużyteczne. Przykładowo, zdanie Obamy na temat wojny w Iraku w porównaniu z wojowniczą postawą McCaina, bardziej odzwierciedla opinię Europejczyków w tej materii. Natomiast propozycja wycofania wojsk w ciągu około 16 miesięcy od daty objęcia urzędu, bez względu na okoliczności panujące na miejscu, nie wzbudza entuzjazmu wśród społeczności europejskiej. W końcu, odległość Iraku od Europy jest stosunkowo nieznaczna, ponadto znajduje się on również w bezpośrednim sąsiedztwie Turcji, która nadal negocjuje członkostwo w Unii Europejskiej.

Oferta Obamy, aby prowadzić rozmowy z Iranem bez żadnych warunków wstępnych jest powszechnie akceptowana w Europie, podczas gdy twarda linia McCaina postrzegana jest jako lekkomyślna. Stanowisko w kwestii relacji z Rosją podzieliło także Europę i różni się pomiędzy państwami, w zależności od położenia geograficznego, a także od ich historycznych relacji z Rosją. Jednak, jak wspomniano powyżej, we wszystkich tych kwestiach rzeczywista polityka USA może znacznie różnić się od obietnic przedwyborczych. Dlatego omówiona poniżej ideologiczna orientacja kandydatów może się okazać ważniejszym barometrem ich przyszłych działań.

Spuścizna Busha a idee polityki zagranicznej

Prezydent Bush pozostawia po sobie ogromne dziedzictwo polityczne. Przywrócił on do życia amerykański nacjonalizm z jego praktycznymi zastosowaniami, objawiającymi się dążeniem do unilateralizmu i stanowczością w relacjach z wielkimi mocarstwami. Bush obejmując urząd wyznaczył sobie za cel wzmocnienie samowystarczalności Ameryki poprzez budowę systemu obrony przeciwrakietowej. Na wydarzenia z 11 września zareagował wprowadzeniem ograniczenia pewnych swobód obywatelskich oraz wcieleniem w życie doktryny ‘wyprzedzającego uderzenia’. Niezależnie jednak od tego jak bardzo obaj kandydaci życzyliby sobie zrezygnować z tych praktyk, jest całkiem prawdopodobne iż zachowają wybrane aspekty dotychczasowej polityki George’a Busha.{mospagebreak}

Multilateralizm

Zarówno McCain jaki i przede wszystkim Obama najprawdopodobniej nie będą propagatorami polityki unilateralnej w takim samym zakresie jak Bush, który miał upodobanie do ‘samotnych działań’ na arenie międzynarodowej. Ale żaden z nich nie będzie także z przesadnym entuzjazmem stosował multilateralnej polityki, chyba że okaże się to praktyczne z punktu widzenia interesów państwa. Obaj zapewne będą chcieli przeforsować nowe umowy dotyczące rozbrojenia (McCain wykaże tutaj zapewne więcej rezerwy niż Obama) i ponownie przedstawić Kongresowi do ratyfikacji Traktat o Całkowitym Zakazie Prób Jądrowych (Comprehensive Test Ban Treaty). [21] Obaj kandydaci zaproponowali chęć negocjowania tzw. porozumienia post-Kioto, dotyczącego środowiska i zmian klimatycznych. Ale żaden z nich, chociażby ze względu na sprzeciw Kongresu, nie mógłby podpisać umowy o zmianach klimatycznych, zakładającej zwolnienie Indii i Chin z obowiązku wprowadzenia redukcji emisji zanieczyszczeń, co zakładało porozumienie z Kioto.

W kwestii działań ONZ rysują się najbardziej widoczne różnice pomiędzy obydwoma kandydatami. Obaj dość jasno wyrażają swoją krytykę pod adresem organizacji (np. w sprawie braku działań w Darfurze), ale dzieli ich podejście do przyszłości ONZ. Obama optuje za reformą ONZ, natomiast McCain proponuje poszukania alternatywnych do ONZ rozwiązań dla osiągnięcia wielostronnego konsensusu. W tym kontekście McCain sugeruje założenie nowej organizacji, pod nazwą „Ligii Demokracji”, która działałaby na obszarach, gdzie ONZ zawiodła. Wspomniał on tutaj o Darfurze, Birmie, Iranie i Zimbabwe jako regionach, gdzie Liga mogłaby przedsięwziąć konkretne działania, np. stosując odpowiednie sankcje. [22]

Obaj kandydaci wielokrotnie podkreślali, iż amerykańska polityka zagraniczna nie będzie zależna od decyzji międzynarodowych organizacji i jeśli interes narodowy tego wymaga, oparta będzie na działaniach jednostronnych. Taka perspektywa jest w zasadzie od dawna dobrze znanym dogmatem polityki zagranicznej USA, który miał swoje zastosowanie na długo przed prezydenturą George’a Busha. Fakt, iż Obama i McCain są zmuszeni przypominać opinii publicznej, że ten aksjomat polityki zagranicznej pozostanie niezmieniony, sugeruje, iż prezydentura Busha miała znaczący wpływ na poziom debaty publicznej w tej kwestii.

Samowystarczalność a tarcza antyrakietowa

Potrzeba bycia samowystarczalnym i odseparowanym od ‘wrogiego świata’ dzięki dwóm oceanom zawsze stanowiła sposób postrzegania interesu narodowego przez Amerykanów. W XXI wieku izolacja geograficzna ma na pewno mniejsze znaczenie, ale potrzeba utrzymania kraju z dala od agresji zewnętrznej wciąż odgrywa kluczową rolę w dyskursie amerykańskim. W tym kontekście planowany projekt budowy systemu obrony przeciwrakietowej (National Missile Defence - NMD) jest traktowany przez jego propagatorów jako kompensujący izolację geograficzną Ameryki zamiennik, będący jednocześnie środkiem zaradczym wobec zmniejszającego się poziomu bezpieczeństwa.

Rozwój systemu NMD był jednym z kluczowych punktów kampanii Busha z 2000 roku oraz stanowił odwołanie do panującej amerykańskiej idei narodowej. Po wyborze na urząd Bush wypowiedział traktat ABM, który zabraniał rozwoju, testowania i rozmieszczania systemów obrony przeciwrakietowej oraz przeznaczył na nowy projekt ogromne fundusze. Gdyby nie wydarzenia z 11 września, system NMD zapewne byłby głównym projektem w sferze bezpieczeństwa kraju. Jest oczywiste, że administracja Busha była wówczas zmuszona do zmiany swoich priorytetów z powodu wojen w Afganistanie i Iraku. Mimo to Bush dokonał znacznego postępu w realizacji projektu, osiągając punkt, w którym wycofanie się z niego zdaje się być już niemożliwe. Podczas szczytu NATO w Bukareszcie w kwietniu 2008 roku państwa członkowskie sojuszu zaaprobowały koncepcję systemu obrony przeciwrakietowej. [23] W lipcu 2008 roku USA podpisały umowę o instalacji radaru w Czechach, zaś w sierpniu zakontraktowały porozumienie z Polską.

Projekt obrony przeciwrakietowej zainicjowany zresztą przez administrację Reagana podzielił Republikanów i Demokratów. Przedstawiony po raz pierwszy w 1983 roku pod nazwą Inicjatywy Obrony Strategicznej (Strategic Defense Initiative), znany również pod nazwą ‘Gwiezdnych Wojen’, napotkał wówczas ostry sprzeciw Demokratów w Kongresie. Jednak w kolejnych latach cele programu uległy zmianie – począwszy od konieczności zapewnienia ochrony państwa w obliczu potencjalnego ataku ze strony Związku Radzieckiego, aż do potrzeby obrony przed nuklearnym terroryzmem i państwami zbójeckimi. Nawet sprzeciw Demokratów co do tej kwestii ostatnio stopniowo słabnie. Prezydent Clinton, na przykład, nie poddawał w wątpliwość zasadności programu, chociaż nie dostarczył wystarczających środków i opóźnił decyzję o jego wdrożeniu. [24]

Jak przedstawiono powyżej McCain w pełni popiera zastosowanie NMD, podczas gdy Obama ma pewne wątpliwości. [25] Jednocześnie gdyby to właśnie ten drugi wygrał wybory, program ten zapewne nie zostałby przerwany, chociaż na pewno tempo jego wprowadzania uległoby spowolnieniu. Z drugiej strony, jako prezydent, McCain wykazałby nawet większe zaangażowanie w budowę programu NMD niż obecna administracja. Istotne jest, iż to właśnie McCain poparł polskie żądania (zaakceptowane ostatecznie przez obecną administrację) dotyczące stałego umieszczenie rakiet Patriot w Polsce, w zamian za zgodę polskiego rządu na zainstalowanie elementów tarczy. [26] Pomimo tych różnic kandydaci pozostają w zgodzie, iż system NMD jest potrzebny i korzystny dla bezpieczeństwa USA. Tak więc zasada zachowania samowystarczalności, której Bush był zagorzałym zwolennikiem, nie traci tutaj na swojej aktualności.

Doktryna ‘uderzenia wyprzedzającego’ a prewencja

Doktryna Busha jest nieścisła, zwłaszcza gdy o jej jedynym zastosowaniu w praktyce – operacji w Iraku – na pewno nie można powiedzieć, że była wyprzedzeniem ataku. Praktyka wyprzedzania niebezpieczeństwa poprzez inicjowanie działań zbrojnych nie jest nowością, co więcej jest powszechnie uważana za uzasadnioną obronę. Na przykład przyłączenie się Wielkiej Brytanii do I i II Wojny Światowej było takim właśnie wyprzedzeniem ataku. Oczywiście taka sytuacja nie miała miejsca w Iraku, gdzie nie istniało zagrożenie zarówno dla bezpieczeństwa USA, jak i krajów z nimi sąsiadujących. Operację w Iraku można raczej nazwać działaniem prewencyjnym, co implikuje bardziej odległe zagrożenie.

Dzięki swojemu geograficznemu położeniu USA brały udział w niewielu wojnach defensywnych, wyjątkiem były tutaj wojny o niepodległość a w mniejszym stopniu udział USA w II Wojnie Światowej. Tak więc większość konfliktów USA było wojnami prewencyjnymi lub ‘wyprzedzającymi atak’, chociaż niektóre z nich należy uznać za czysto ekspansyjne, takie jak chociażby wojna z Meksykiem (1846-48) czy Hiszpanią (1898). Dlatego nie ma nic szokującego ani nowego w istocie doktryny ‘wyprzedzającego uderzenia’, która była zresztą sformułowana w Strategii Bezpieczeństwa Narodowego z 2002 roku. Co natomiast było szokujące to fakt, iż administracja Busha przedstawiła operację w Iraku jako ‘wyprzedzenie’ – doszukując się związku pomiędzy reżimem Saddama Husajna a atakiem z 11 września i używając argumentu posiadania przez Irak broni masowego rażenia, co ostatecznie okazało się nieprawdą. Szokujący był również niekompetentny sposób prowadzenia całej operacji wojskowej.

Użycie słowa ‘wyprzedzenie’ przez Busha było zatem błędem, ale jest bardzo prawdopodobne, iż Ameryka w przyszłości będzie opierać swoje poczynania wojskowe zarazem na takim właśnie sposobie działania, jak i na prewencji. Na przykład zarówno McCain jak i Obama ostrzegli Iran, iż USA są przygotowane do użycia siły na wypadek gdyby jego zachowanie wobec państwa Izrael stało się wyraźnie wojownicze lub kiedy pojawią się niezbite dowody na to, iż Iran wszedł w posiadanie broni nuklearnej. Agresywna retoryka McCaina wobec Iranu jest zapewne bardziej wiarygodna, niż zapewnienia o stanowczości działań ze strony Obamy, ale ma to niewiele wspólnego z ich różnymi interpretacjami znaczenia ‘ataku wyprzedzającego’. To przecież Obama a nie McCain optował za przeprowadzeniem operacji ofensywnych przeciwko Al-Kaidzie po pakistańskiej stronie graniczących z Afganistanem terytoriów plemiennych, de facto bez starania się o zgodę władz w Islamabadzie.

Doktryna Busha z 2002 roku najprawdopodobniej będzie zweryfikowana i zapewne zostanie zaostrzona, ale żaden z przyszłych prezydentów, czy to demokrata czy republikanin jej całkowicie nie porzuci.{mospagebreak}

Przyszła polityka zagraniczna USA: implikacje dla Europy

Zarówno Ameryka jak i cały świat znalazły się w zupełnie innym punkcie pod koniec prezydentury Busha niż na jej starcie. W tym czasie pozycja UE również uległa zmianie. Niezależnie od jakości relacji między USA i UE, faktem jest iż transatlantycki sojusz ma coraz mniejszy wpływ na światowe wydarzenia. Jest bardziej oczywiste teraz niż na początku ery Busha, iż USA i Europa w coraz większym stopniu są od siebie uzależnione, przede wszystkim w celu utrzymania swojego wpływu na rozwój spraw globalnych. Przyszły prezydent USA, niezależnie czy będzie nim Obama czy McCain, będzie gorąco powitany w Europie, głównie dlatego iż relacje transatlantyckie uległy znacznemu pogorszeniu w ciągu ostatnich lat, a Europejczycy pokładają wielkie nadzieje w nadchodzącej zmianie personalnej w Waszyngtonie.

Europejskie oczekiwania wobec ery post-Busha są jednak nie zawsze realistyczne. Bez względu na wynik wyborów, należy spodziewać się kontynuacji wielu głównych aspektów amerykańskiej polityki zagranicznej. Oczywiście Obama i McCain różnią się co do kwestii stylu jej prowadzenia i sposobu postrzegania świata. Obama ze swoimi kenijskimi korzeniami i osobistymi doświadczeniami z Indonezji, posiada większą empatię w stosunku do krajów trzeciego świata, ale także i bardziej optymistyczne nastawienie wobec otoczenia. McCain, z drugiej strony, ma tendencję do postrzegania spraw przez pryzmat zimnej wojny (sam był więźniem podczas konfliktu w Wietnamie), w konsekwencji czego koncentruje się na zagrożeniach dla bezpieczeństwa USA.

Obaj kandydaci stawiają bezpieczeństwo i prymat USA na pierwszym miejscu. Opanowana przez ‘Obamomanię’ Europa postrzega demokratę jako lewicowego liberała, który dokona odwrotu od polityki zagranicznej Busha. W rzeczywistości, według standardów europejskich, Baracka Obamę należałoby raczej uznać za centro-prawicowego polityka, a jego poglądy na sprawy zagraniczna jako zbyt asertywne, jeśli nie nacjonalistyczne. Jednocześnie prawdą jest, iż John McCain wyraża większą empatię w stosunku do Europy niż Bush, jednak jego polityka zagraniczna może okazać się bardziej agresywna niż w przypadku obecnego prezydenta.

Przede wszystkim jednak następny prezydent również będzie miał pewne oczekiwania w stosunku do Europy, a stan relacji USA-UE w znacznym stopniu będzie zależeć od możności i chęci Unii, aby je spełnić. Poniżej przedstawiono pięć kluczowych aspektów i obszarów potencjalnej współpracy między prezydentem USA a europejskimi przywódcami:

1)    Afganistan: obaj kandydaci już podkreślili, iż jeśli zdobędą urząd poproszą Europejczyków o zwiększenie liczebności wojsk w Afganistanie i udostępnienie większej ilości środków w celu rekonstrukcji i rozwoju tego państwa. Dla Obamy Afganistan stanowi centralny punkt walki z terroryzmem, obiecał on również wzmocnić misję liczebnie, wysyłając co najmniej 2 dodatkowe brygady. Podobne obietnice złożył McCain. Istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, iż kraje członkowskie UE będą w stanie zwiększyć środki dla sił ISAF (International Security Assistance Force), głównie ze względu na utrzymujący się sprzeciw opinii publicznej. Bardziej prawdopodobne jest zwiększenie wkładu Europy w cywilne misje, mające na celu wspieranie rekonstrukcji Afganistanu.

2)    Irak: chociaż opinie Obamy i McCaina znacznie się różnią w tej kwestii, w rzeczywistości polepszająca się sytuacja bezpieczeństwa, jak i porozumienie wynegocjowane przez Busha i premiera al-Maliki oznaczają, iż oddziały bojowe zostaną najprawdopodobniej wycofane do roku 2011-2012, niezależnie od rezultatu wyborów. Ten przedział czasowy pozostanie wciąż jedynie sugerowanym, gdyż na pewno ulegnie on zmianie w przypadku gwałtownego pogorszenia się sytuacji w Iraku. Jednak na chwilę obecną to najbardziej prawdopodobny scenariusz wyniku amerykańsko-irackich negocjacji. Uspokojenie sytuacji w Iraku otworzy pole do zwiększonego europejskiego zaangażowania, co również zostanie pozytywnie przyjęte przez Waszyngton.

3)    Konflikt izraelsko-palestyński: Pomimo poświęcenia większej uwagi w ostatnich dwóch latach na konflikt izraelsko-palestyński, administracja Busha jak dotychczas osiągnęła zaledwie nieznaczny postęp w znalezieniu rozwiązania na Bliskim Wschodzie, a perspektywa porozumienia przed opuszczeniem urzędu przez Busha jest dziś mało realna. Nie ma żadnych przesłanek świadczących o tym, że polityka McCaina będzie różnić się znacząco w tej kwestii od polityki Busha. Również Obama zrobił bardzo wiele, aby zapewnić Izrael i amerykańskich wyborców żydowskiego pochodzenia, że bezpieczeństwo Izraela zawsze pozostanie jego priorytetem. Mimo to różnica pomiędzy nominowanymi kandydatami objawia się tutaj w tym, że Obama zadeklarował działania na rzecz kontynuowania procesu pokojowego od samego początku sprawowania przez siebie urzędu. Jednak w rzeczywistości okres przekazania władzy oznacza, iż kwestia ta będzie mogła być rozpatrywana dopiero w marcu lub kwietniu 2009 roku. Brak międzynarodowego nadzoru może zagrozić trwałości rodzącego się dopiero syryjsko-izraelskiego procesu pokojowego, a także postępowi w rozmowach pomiędzy izraelskim premierem Olmertem a palestyńskim prezydentem Mahmoudem Abbasem. To potencjalnie daje możliwości UE, aby zastąpić USA w ich dotychczasowej roli, przynajmniej do czasu objęcia urzędu przez następnego prezydenta. Jak argumentuje np. Volker Perthes, UE i USA powinny za obopólną zgodą powołać Javiera Solanę na stanowisko tymczasowego mediatora w izraelsko-palestyńskich negocjacjach już pod koniec 2008 roku. [27] W późniejszym okresie jeśli USA przyśpieszą proces pokojowy, UE będzie musiała nie tylko wystąpić z inicjatywą gospodarczą, ale także wzmocnić potencjał i skłonność Palestyńczyków do negocjacji. Może to oznaczać sięganie do wszystkich kręgów palestyńskiej sceny politycznej.

4)    Iran: Obaj kandydaci są zwolennikami zaostrzenia sankcji wobec Iranu. Z racji faktu, iż USA nie mają żadnych istotnych interesów gospodarczych w Iranie, nałożenie sankcji będzie miało znaczny wpływ jedynie na inne państwa, zwłaszcza członków UE. Jeśli ONZ nie zdoła wypracować żadnego porozumienia, UE znajdzie się pod presją USA, których celem jest nałożenie sankcji również poza ramami instytucjonalnymi ONZ. W przypadku zwycięstwa Obamy, UE będzie musiała przyzwyczaić się do sytuacji, gdzie USA staną się jednym z głównych aktorów procesu negocjacyjnego.

5)    Rosja: Relacje pomiędzy USA a Rosją w następstwie wojny w Gruzji stały się jeszcze bardziej napięte. McCain jest zdecydowanie bardziej agresywny w polityce wobec Rosji niż Obama, ale obaj opowiedzieli się za otwarciem NATO na Gruzję i Ukrainę. Członkowie UE, którzy sprzeciwili się rozszerzeniu NATO, znajdą się niewątpliwie pod rosnącym naciskiem ze strony Waszyngtonu. Chociaż Obama odniósł się sceptycznie do projektu budowy tarczy antyrakietowej, umowa podpisana pomiędzy administracją Busha a Polską podczas kryzysu gruzińskiego najpewniej nie zostanie anulowana przez administrację Demokratów. Całokształt przyszłych stosunków pomiędzy USA a Rosją będzie znaczniej bardziej asertywny, niż w przypadku współpracy na linii Unia Europejska-Rosja.

Oczekiwania Amerykanów wobec Europy są, jeśli już nie zdefiniowane, to z pewnością łatwo przewidywalne, co niekoniecznie odnosi się do sytuacji odwrotnej. Oczywiście Europejczycy mają swoje własne plany wobec przyszłego prezydenta USA, ale jak argumentowano powyżej nie są one bardzo realistyczne. Może nadszedł już czas, aby UE sformułowała konkretne założenia polityczne, tak aby możliwie jak najszybciej okazać gotowość do konstruktywnych i dynamicznych działań z następcą Busha. Chociażby dlatego, iż zarówno Barack Obama jak i John McCain zadeklarowali gotowość do współpracy ze swoimi sojusznikami.

Artykuł przetłumaczony przez Justynę Pado

Przypisy:
[1] Zob. http://my.barackobama.com.
[2] Barack Obama, Renewing American leadership, Foreign Policy, lipiec/sierpień 2007.
[3] Zob. http://www.youtube.com.
[4] Zob. http://blog.washingtonpost.com.
[5] Obama, op. cit., jak w przypisie 2.
[6] http://www.timesonline.co.uk; Leave as soon as you sensibly can, The Economist, 30 sierpnia-5 września 2008.
[7] Zob. http://www.npr.org.
[8] Zob. http://www.weeklystandard.com.
[9] Zob. http://www.foreignaffairs.org.
[10] John McCain, We are all Georgians, The Wall Street Journal, 14 sierpnia 2008.
[11] Zob. http://www.thechicagocouncil.org.
[12] Zob. http://www.barackobama.com.
[13] Zob. http://www.cnbc.com.
[14] Zob. http://www.hindustantimes.com.
[15] Zob. http://www.cfr.org.
[16] Zob. http://www.cfr.org.
[17] Zob. http://www.spiegel.de.
[18] Zob. http://www.iss.europa.eu.
[19] Zob. http://www.cfr.org.
[20] Zob. http://thepage.time.com.
[21] Calin Trenkov-Wermuth, US nuclear strategy after the 2008 presidential elections, EUISS Analysis, August 2008. Dostępna na stronie: http://iss.europa.eu.
[22] Asle Toje, Rethinking the League of Democracies, EUISS Opinion, maj 2008; patrz: http://www.iss.europa.eu.
[23] Zob. http://www.nato.int.
[24] Clinton delays missile decision, BBC News, 2 września 2000.
[25] Zob. http://www.johnmccain.com.
[26] Zob. http://www.pb.pl.
[27] Volker Perthes, Europe into the breach, International Herald Tribune, 26 sierpnia 2008.

Tekst ukazał się pierwotnie w „Komentarzu Międzynarodowym Pułaskiego”. Przedruk za zgodą autora i Fundacji im. Kazimierza Pułaskiego.