Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Brat Obamy "ambasadorem" miasta Shenzhen

Brat Obamy "ambasadorem" miasta Shenzhen


13 grudzień 2009
A A A

Przyrodni brat prezydenta Obamy, mieszkający w Chinach Mark Obama Ndesandjo , został "wizerunkowym abasadorem" miasta Shenzhen, w którym mieszka od 2002 roku.

O przyrodnim bracie prezydenta USA, świat dowiedział się wtedy, gdy Ndesandjo wydał quasi-autobiograficzną książkę "Nairobi To Shenzhen".

Opisał w niej m.in. brutalne traktowanie rodziny przez Baracka Obamę seniora - wspólnego ojca Ndesandjo i amerykańskiego prezydenta.

Mark Obama Ndesandjo to syn Obamy seniora i jego trzeciej żony, Ruth.
Po ukończeniu studiów w USA, zamieszkał w Chinach, gdzie pracuje jako specjalista ds. marketingu.
Jest też wolontariuszem w sierocińcu w Shenzhen, gdzie uczy dzieci grać na fortepianie.
Właśnie za to (a nie za to, że jest przyrodnim bratem prezydenta USA) Ndesandjo miał zostać wyróżniony przez władze Shenzhen tytułem "wizerunkowego ambasadora" miasta.

Obaj bracia spotkali się ostatni raz w zeszłym miesiącu, podczas podróży Baracka Obamy do Chin. Poznali się dopiero jako dorośli ludzie - w dzieciństwie nie utrzymywali kontaktu.

 

Z punktu widzenia chińskich władz - taki tytuł dla brata prezydenta USA to genialne posunięcie:

a. Mark Ndesandjo będzie kontynuował pracę wolontariusza - teraz  "nie ma wyboru" - reguła zaangażowania

b. O sprawie dowiedzą się zachodnie media, które pilnie śledzą każdy krok Obamy (Baracka) i jego rodziny (tej dalszej też)

c. W oczach potencjalnych inwestorów z USA, historia Ndesandjo może być swoistą wersją "American Dream" Baracka Obamy, tylko że w wersji chińskiej. O ile dla Baracka to USA stały się "ziemią obiecaną" -  jak sam powiedział: jedynym miejscem, w którym jego historia była możliwa, tak dla Marka takim miejscem okazały się Chiny. Tak, TE Chiny,  przed imigrantami z których tak Stany do niedawna się broniły...