Brat Obamy "ambasadorem" miasta Shenzhen
Przyrodni brat prezydenta Obamy, mieszkający w Chinach Mark Obama Ndesandjo , został "wizerunkowym abasadorem" miasta Shenzhen, w którym mieszka od 2002 roku.
O przyrodnim bracie prezydenta USA, świat dowiedział się wtedy, gdy Ndesandjo wydał quasi-autobiograficzną książkę "Nairobi To Shenzhen".
Opisał w niej m.in. brutalne traktowanie rodziny przez Baracka Obamę seniora - wspólnego ojca Ndesandjo i amerykańskiego prezydenta.Mark Obama Ndesandjo to syn Obamy seniora i jego trzeciej żony, Ruth.
Po ukończeniu studiów w USA, zamieszkał w Chinach, gdzie pracuje jako specjalista ds. marketingu.
Jest też wolontariuszem w sierocińcu w Shenzhen, gdzie uczy dzieci grać na fortepianie.
Właśnie za to (a nie za to, że jest przyrodnim bratem prezydenta USA) Ndesandjo miał zostać wyróżniony przez władze Shenzhen tytułem "wizerunkowego ambasadora" miasta.
Obaj bracia spotkali się ostatni raz w zeszłym miesiącu, podczas podróży Baracka Obamy do Chin. Poznali się dopiero jako dorośli ludzie - w dzieciństwie nie utrzymywali kontaktu.
Z punktu widzenia chińskich władz - taki tytuł dla brata prezydenta USA to genialne posunięcie:
a. Mark Ndesandjo będzie kontynuował pracę wolontariusza - teraz "nie ma wyboru" - reguła zaangażowania
b. O sprawie dowiedzą się zachodnie media, które pilnie śledzą każdy krok Obamy (Baracka) i jego rodziny (tej dalszej też)
c. W oczach potencjalnych inwestorów z USA, historia Ndesandjo może być swoistą wersją "American Dream" Baracka Obamy, tylko że w wersji chińskiej. O ile dla Baracka to USA stały się "ziemią obiecaną" - jak sam powiedział: jedynym miejscem, w którym jego historia była możliwa, tak dla Marka takim miejscem okazały się Chiny. Tak, TE Chiny, przed imigrantami z których tak Stany do niedawna się broniły...


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz