(Ciągle) palący problem prezydenta
Prezydent przeszedł pierwsze oficjalne badania medyczne. Rada lekarzy? Lepiej się odżywiać i...rzucić palenie.
Podczas gdy w Polsce, pojawiają się pewne oznaki współczucia dla palaczy "nękanych" zakazami (vide: Newsweek i Polityka - pewnie dlatego, że sami publicyści często palą), w Stanach wojna z papierosami jest bezwzględna.
Słabość Baracka Obamy do dymka tytoniowego jest więc mocno niepoprawna politycznie, ale i po prostu passe.
Obama, który jest dla młodych Amerykanów wzorem do naśladowania, tutaj jednak zawodzi. Zwłaszcza, że podczas kampanii głośno szczycił się tym ( a raczej szczyciła się tym Michelle Obama), że warunkiem starania się o prezydenturę postawionym przez żonę, było rzucenie palenia.
Oczywiście, można zrozumieć stresującą pracę prezydenta. Dodatkowo - brak postępów (a raczej regres) w rzucaniu palenia, czyni Obamę bardziej ludzkim - pokazuje on bowiem, że nawet prezydent ma słabości.
I w końcu - nie usprawiedliwia nałogu, traktując go jako - przynajmniej publicznie - niegroźne głupstwo. Przeciwnie: całym swoim postępowaniem promuje zdrowy styl życia.
Jednak prezydencka słabość to siła koncernów tytoniowych, mogących - pomimo społecznego potępienia i zakazu reklamy w tv - odwoływać się do pozytywnych skojarzeń Amerykanów z Obamą.
Chociaż jego ulubioną markę papierosów - czerwone Marlboro - lepiej chyba uosabiał kowboj z Teksasu, George W. Bush...


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz