Ćwiczenia z cyberwojny
Twórcą "gry cyberwojennej" - której nadano kryptonim Cyber ShockWave, jest Michael Hayden - były dyrektor National Security Agency, kierujący nią m.in. wówczas, gdy - na mocy Patriot Act - realizowane były działania monitorujące (bez nakazu sądu) prywatną korespondencję mejlową i poczynania Amerykanów w sieci.
Doświadczenie to wpłynęło na wybór celów Cyber ShockWave: sprawdzenie, czy rząd jest w stanie - gdy zajdzie taka potrzeba - kontrolować prywatne sieci, jak i osobiste komputery i smartfony obywateli.
Zgodnie ze scenariuszem gry - niebezpieczeństwo nadeszło ze strony sieci komórkowych, a telefony Amerykanów zamieniły się w <agentów wrogich sił>, działających przeciwko rządowi USA.
Wszystko rozgrywało się w roku 2011 - po tym, jak USA nawiedziła seria katastrof naturalnych.
Jedna z aplikacji używanych powszechnie w smartfonach, okazała się być w rzeczywistości niezwykle skomplikowanym wirusem.
Co więcej - trudno było zidentyfikować źródło ataku: serwer rozsyłający wirusa znajdował się w Rosji, a twórca szkodliwego programu - w Sudanie.
Jak relacjonuje "Washington Post", po trzydziestu minutach symulowanego spotkania Narodowej Rady Bezpieczeństwa (NSC), prokurator generalny stwierdził: "Nie mamy takiej władzy, aby poddawać <kwarantannie> telefony Amerykanów".
Na to doradca ds. cyberbezpieczeństwa: "Jeśli nie mamy takiej władzy, to prokurator generalny powinien ją znaleźć".
Gdyby symulowany scenariusz miał się ziścić - ponad 60 milionów telefonów komórkowych przestałoby działać, a Wall Street mogłaby zostać zamknięta nawet na tydzień.
Jak podkreśliła Eileen McMenamin z Bipartisan Policy Center, symulacja została przeprowadzona po to, by uświadomić realność zagrożenia.
"A teg rodzaju ataku nie da się zwizualizować - dopóki on się nie wydarzy" - dodała.
W symulacji uczestniczyli byli pracownicy agend rządowych, także tych związanych z cyberbezpieczeństwem.
Marc Ambinder, redaktor magazynu "The Atlantic" - jednego z partnerów symulacji, podsumował, że to amerykańscy internauci w dużym stopniu wystawiają się na niebezpieczeństwo - z jednej strony: instalują coraz to kolejne programy antywirusowe i ochronne, a z drugiej: beztrosko udostępniają swoje dane na serwisach typu Twitter czy Facebook.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz