Internetowe pisanki Michelle Obamy
Czy Barack Obama rzeczywiście chce przenieść swoją prezydenturę do Internetu? Po uruchomieniu serwisu "obywatelskich videokonferencji" OpenForQuestions , wygląda na to, że nowa administracja polubiła kontaktowanie się z Amerykanami przez sieć.
Tym razem internetowy skandalik nie dotyczy samego prezydenta, ale jego żony.
Otóż Michelle Obama odstąpiła od tradycyjnego sposobu dystrybuowania zaproszeń na doroczne wielkanocne kulanie jajek - White House Easter Egg Roll (na zasadzie "kto pierwszy, ten lepszy") na rzecz nowoczesnych rozwiązań, a mianowicie - Internetu.
Tradycję White House Easter Egg Roll zapoczątkowała Dolley Madison w pierwszej połowie XIX w. Jednak na dobre do kalendarza imprez odbywających się w Białym Domu, kulanie jajek weszło w 1878 roku, za prezydentury Rutherforda Hayesa.
Imprezę zawieszono za czasów Franklina Delano Roosvelta. Do tradycji wróciła Mamie Eisenhower. Wtedy także po raz pierwszy w przyjęciu wzięli udział mali Afroamerykanie.
Chociaż do tej pory, aby móc wziąć udział w tym przyjęciu odbywającym się w wielkanocny poniedziałek, trzeba było spędzić całą noc, a czasami i część niedzieli w kolejce po bilety.
Ponieważ w imprezie biorą udział dzieci do dziesięciu lat, dla wielu z nich taki kolejkowy maraton był niesłychanie męczący.
Michelle Obama postanowiła więc ulżyć zarówno dzieciom, jak i ich rodzicom.
Co więcej - bilety dostępne on-line miały umożliwić udział w przyjęciu także Amerykanom spoza Waszyngtonu.
Część Amerykanów, a zwłaszcza Amerykanek, nie jest do końca zadowolona z decyzji pierwszej damy.
Kolejki za biletami na wielkanocne przyjęcie stały się pewnego rodzaju zwyczajem i oczywistością.
Przeciwniczki pomysłu Michelle Obamy twierdzą też, że Internet zapewnia udział w zabawie zupełnie bez wysiłku. Tymczasem w "prawdziwym życiu" mało jest sytuacji wygodnych i na wyciągnięcie ręki. Dlatego łatwy dostęp, bez poniesionych trudów i niewygody może tylko zepsuć dzieci uczestniczące w kulaniu jajek - potraktują one bowiem to wydarzenie jako coś oczywistego, jak wyprawę do Wall Martu czy McDonalda.
Innymi słowy - zachwiana została reguła niedostępności, która wymieniana jest jako jeden z bardziej skutecznych wabików marketingowych.
Bardziej pragniemy tego, czego mieć nie możemy.
Inna reguła z kanonu Roberta Cialdiniego naruszona przez decyzję Michelle Obamy to zasada konsekwencji: bardziej cenimy to, czego osiągnięcie kosztowało nas wiele wysiłku. Jesteśmy konsekwentni w tej ocenie nawet, gdy fakty mogą świadczyć co innego (np. po nocy w kolejce zabrakło biletów).
Być może jednak młode pokolenie Amerykanów, których rodzice zamawiają bilety on-line, będzie po prostu czytało książki o regułach marketingowych - najlepiej w formie e-booka.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz