Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Marketing na czas kryzysu

Marketing na czas kryzysu


24 luty 2009
A A A

Kryzys, wiadomo. Owszem, można ratować się przed bezrobociem (lub szukać pracy) poprzez mozolne budowanie swojej własnej marki (lub Me, Inc.) w Internecie.Wymaga to jednak czasu, determinacji i minimalnej chociaż wiedzy z zakresu e-marketingu, a raczej - e-brandingu (stąd na przykład boom na poradniki typu "SEO CV").

Okazuje się jednak, że stare sposoby marketingowe - jeszcze z czasów Wielkiego Kryzysu - mogą być równie skuteczne. Daily Mail opisuje historię bezrobotnego inżyniera, który każdego dnia stał od 5.30 rano na ogromnym skrzyżowaniu w Manchesterze jako własny "żywy billboard".  Zawieszone na piersi tablice z napisem "przyjmę każdą pracę" to przecież częsta klisza z lat 30. Ze starych fotografii zaczerpnął też inspirację pomysłowy inżynier.

Kryzys - paradoksalnie - spowodował powrót do klasyki także w reklamie. Można z jednej strony tłumaczyć to nostalgią za starymi, dobrymi czasami, a z drugiej - zmęczeniem klientów zalewem technicznych nowości (na które coraz rzadziej ich stać).

Także e-marketing czerpie z klasyków. Marketerzy nauczyli się już, że znudzonego internauty nie przyciągnie do produktu kolejny stworzony we Flashu serwis. Skuteczniejsze są prostsze w formie techniki. Liczy się przede wszystkim konktakt, indywidualizacja i pobudzenie ciekawości. Można to zyskać jednym trafnym wpisem na blogu bądź Twitterze.

Owszem, wymaga to cierpliwości, ale późniejsze dzielenie się odkryciem przez prawdziwych ludzi, jest - w kontekście budowania marki - znacznie bardziej skuteczne niż sztucznie wymuszany marketing szeptany (o którym szepczą głównie serwisy z PR-owskimi notkami - i to tymi samymi słowami).

Autentyczność, indywidualne podejście i brak narzucania to - wbrew pozorom nie tylko od dawna znane zasady kontaktów społecznych - lecz objawione prawdy marketingu na rok 2009.

Dzisiaj wygrywają ci, którzy, wykorzystując nowe narzędzia, odwołują się do tych klasycznych. Kapania Baracka Obamy zbierania funduszy on-line, była de facto przeniesieniem do Internetu dawnego sposobu proszenia o drobny datek sąsiadów, krewnych i znajomych.

Stare reguły w wersji 2.0 zyskują dodatkowy walor - atrakcyjność i innowacyjność. Dlatego są skuteczne, a nie jedynie efektowne.