Nowa broń USA: Twitter
W poniedziałek Jack Dorsey, współtwórca bijącego rekordy popularności serwisu mikroblogowego Twitter, otrzymał niezwykłą prośbę od...funkcjonariusza Departamentu Stanu. Dyplomata prosił o przesunięcie zaplanowanych na ten dzień prac nad wydajnością serwerów Twittera. Serwis mógłby się stać bowiem niedostępny dla Irańczyków, którzy dzięki mikroblogom mogą organizować protesty i przekazywać informacje. Zwłaszcza po tym, jak władze w Teheranie odcięły swych obywateli od sieci komórkowych.
"To był zwykły telefon z pytaniem w stylu: " - opowiadał "New York Timesowi" P.J. Crowley, rzecznik Twittera.
Twitter wysłuchał Departamentu Stanu - prace nad serwerami odłożono do wtorkowego wieczora.
Rzecznik Twittera podkreślił, że rola mikrobloga doskonale wpisuje się w całościową politykę USA, kładącą nacisk na wolność słowa i przekazywania informacji.
To nie pierrwszy raz, gdy Twitter współpracuje z Departamentem Stanu.
W zeszłym miesiącu przedstawiciele serwisów społecznościowych z Doliny Krzemowej i Nowego Jorku, spotkali się z wicepremierem Iraku (oczywiście, podczas specjalnej wizyty zorganizowanej przez Departament Stanu), by porozmawiać na temat odbudowy sieci informacyjnej w tym kraju. A przy okazji - pochwalić się swoimi przedsięwzięciami.
Tymczasem w Iranie, sieci społecznościowe to główne źródło informacji i sposób łączności dla zwolenników Mira Husseina Musawiego, kontrkandydata Mahmuda Ahmadineżada w wyborach prezydenckich.
Na specjalnie utworzonym koncie "IranNewsNow" relacjonowano przebieg wydarzeń.
Jego autorzy wysłali także wiadomość do CNN: "Nie słuchajcie irańskiego rządu. Możecie zamieszczać zdjęcia i informacje z Twittera!".
Oprócz Twittera, także serwis YouTube pełni ważną rolę w wydarzeniach w Iranie: zamieszczane amatorskie nagrania wideo dokumentują aktualną sytuację - docierają do światowej opinii publicznej bez cenzury ze strony władz.
Oddział BBC nadający w języku perskim, otrzymywał średnio pięć amatorskich nagrań wideo na minutę!
W krajach, gdzie wolność słowa jest mocno ograniczana przez władze, nowe media zaczynają odgrywać ważną, a nawet główną rolę w dostarczaniu informacji i służeniu jako kanał komunikacyjny.
Chodzi tu zwłaszcza o amerykańskie serwisy społecznościowe.
Dlaczego amerykańskie, a nie lokalne?
Przede wszystkim - irańskie władze nie mają wpływu na treść i nie mają dostępu do serwerów.
Dodatkowo - amerykańskie media społeczne mają dużą siłę oddziaływania, dają szansę zaistnienia danej sprawy w mediach mainstreamowych.
Nie dają też Zachodowi zapomnieć, odciąć się.
W końcu - ważną zaletą jest szybkość i bezpośredniość przekazu. Raporty, nawet te sporządzane przez wywiad, muszą przebyć długą drogę proceduralną, by dotarły do odopowiednich decydentów.
Tutaj - z serwisów społecznościowych, wiadomości przedostają się do mediów głównego nurtu. Stąd już prosta droga do dotarcia do odpowiednich władz.
Zresztą - Departament Stanu i Departament Obrony pilnie monitorują społeczną sieć.
Dla USA Twitter i inne serwisy, jako nowy typ broni, jest nie tylko skuteczny,ale i "wygodny" dyplomatycznie.
To przecież nie są rządowe agendy - rząd nie ma na nie wpływu, nie może ich cenzurować - rozłoży ręce amerykański dyplomata, wysyłając jednocześnie wiadomość do zarządu Twittera: #wielkie dzięki!


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz