Prezydencki wykrywacz kłamstw
Biały Dom walczy z zalewającymi media (zwłaszcza te internetowe) mitami, półprawdami czy po prostu zwykłymi kłamstwami na temat reformy służby zdrowia w USA.
Barack Obama wielokrotnie apelował do Amerykanów, by nie wierzyli we wszystko, co słyszą na temat reformy systemu ubezpieczeń zdrowotnych.
W dobie Internetu kampania oszczerstw nie jest prowadzona jedynie "z zewnątrz", przez emisję telewizyjnych reklamówek atakujących plany Obamy.Web 2.0 umożliwia natychmiastowe dzielenie się wiadomościami ze znajomymi (i nieznajomymmi), a także obniża bariery wejścia do medialnego mainstreamu: wiadomość, choć nieprawdziwa może być przywoływana później w głównych mediach jako przykład głupoty, żartu itd. - cel zostanie osiągnięty, nieprawda powtórzona.
Wszyscy mówią do wszystkich jednocześnie i robi się niezły hałas. Web 2.0 nie zmieniło bowiem percepcyjnych mechanizmów Amerykanów. Bardziej ufają oni znajomym, a to, co pojawiło się w mediach jest uważane za wiarygodne.
Bez skrupułów nawyki te wykorzystują różne grupy lobbystyczne czy po prostu polityczni rywale Obamy.
Komunikaty przez nich tworzone są oparte na mechanizmach wirusowych, by przez pewien czas multiplikowały się same i tworzyły szum w sieci.
Narracja często oparta na teoriach spiskowych, odwołując się do atmosfery tajemnicy stworzonej przez poprzednią administrację.
Barack Obama, mając doświadczenie z kampanii wyborczej, postanowił otworzyć tematyczny serwis w stylu "fact check" , weryfikujący krążące w sieci domysły i spekulacje.
Przed wyborami był to serwis Fight The Smears , w którym człokowie sztabu Obamy dementowali pogłoski jakoby był on muzułmaninem albo urodził się w Kenii.
Zwolennikom Baracka Obamy pozwoliło to przebić się przez medialny szum. Właśnie:zwolennikom.
Inicjatywa z gatunku "fact chceck" ma sens tylko wtedy, gdy jest prowadzona przez bezstronną instytucję.
Najlepszym przykładem jest FactCheck.org - projekt Annenberg Public Policy Center z uniwersytetu w Pensylwanii, cieszący się najwyższym uznaniem spośród serwisów tego typu.
Podobne strony prowadzą też gazety: "St. Petersburg Times" został nagrodzony Pulitzerem za PolitiFact.com czy prowadzony podczas kampanii wyborczej Fact Checker na stronach "Washington Post".
W przypadku serwisu uruchomionego przy okazji reformy służby zdrowia, na korzyść zamieszczonych tam materiałów przemawia autorytet samego urzędu prezydenta. I chociaż niektórzy zarzucają, że taka strona to tylko inna forma rządowej propagandy, nowy serwis pozwoli bezpośrednio przekazać wyborcom projekty administracji Obamy.
Może być to również skuteczne zwłaszcza w przypadku zwalczania przekazów fałszujących i wypaczających wypowiedzi prezydenta.
Największe niebezpieczeństwo? Zebranie wszystkich mitów i kłamstw na jednej stronie: nawet ci, którzy do tej pory nie słyszeli o części z nich, poznają wszystkie plotki i skandale. I może ich tak to wciągnąć, że nie przeczytają już wyjaśnienia...


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz