Rząd Obamy otwiera się na dobre
Administracja Baracka Obamy wydała dyrektywę Open Government , która jest realizacją wydanego przez prezydenta tuż po przeprowadzce do Białego Domu memorandum o uczynieniu prac rządu prawdziwie transparentnymi.
Każda agencja federalna jest zobligowana publikować najważniejsze dokumenty i dane na swoich stronach internetowych.
Szef ds. informacji (CIO) Aneesh Chopra i dyrektor departamentu technologii, Vivek Kundra, ogłosili postanowienia dyrektywy podczas czatu na żywo na stronach Białego Domu.Odpowiadali na pytania internautów z zakresu nowych praw (dla wyborców, dziennikarzy i wszystkich zainteresowanych) i obowiązków (głównie agend rządowych).
Na stronie WhiteHouse.gov zostanie utworzona specjalna tabela, dzięki której będzie możliwy wgląd w realizację dyrektywy przez poszczególne agendy.
Te jednak nie zostaną pozostawione bez wsparcia: otrzymają wytyczne, a ich pracownicy odpowiedzialni za technologię informacyjną przejdą szkolenia - wszystko po to, by nowe, oparte na maksymalnej użyteczności i przejrzystości strony www, mogły ruszyć jak najszybciej.
Nie wystarczy bowiem publikacja samych słupków cyferek: usability wymaga, aby dane były podane w przystępny sposób, a przede wszystkim - były dla odbiorcy czytelne: dlatego nie można zapominać o kontekście i możliwych zastosowaniach upublicznionych na mocy dyrektywy danych.
Tutaj za przykład może służyć sukces dobrego zagospodarowania danych Federal Aviation Administration o zgodnych z rozkładem odlotach/przylotach samolotów poszczególnych linii lotniczych.
Na tej podstawie stworzony został (przez prywatnych użytkowników) komercyjny serwis Flyontime.us , pozwalający znaleźć najbardziej punktualne połączenia lotnicze.
W ten sposób publiczne dane (darmowe) zostały zmonetyzowane! A jak wiemy - monetyzacja to największa bolączka wszystkich internetowych przedsięwzięć.
Same dane są nieprzydatne dla przeciętnego zjadacza hamburgerów. Dopiero informacja (choćby była de facto tylko zindywidualizowanymi danymi: ale podanymi w kontekście!) sprawia, że to, co do tej pory bezużytecznie zalegało na rządowych serwerach, rzeczywiście może pomóc Amerykanom.
Ba - a nawet dać im zarobić!
Dyrektywa podkreśla, że ciągle istotną kwestią pozostaje zarządzanie tzw. danymi wrażliwymi.
"Nie może być kompromisów jeśli mówimy o bezpieczeństwie narodowym" - podkreślił Vivek Kundra.
Chodzi zwłaszcza o kombinacje danych, które dopiero zestawione - stanowią takowe zagrożenie.
Stąd przed rządem wielkie wyzwanie: koordynacyjne.
Trzeba bowiem zbadać sieci danych, które - komplementarne wobec siebie - w nieodpowiednich rękach będą ze strony rządu wystawianiem się (i Ameryki) na cios.
Kwestie koordynacji działań agend i selekcji danych przez nie publikowanych to największe wyzwania przy realizacji nowej dyrektywy.
Warto do tego dodać: jak będzie z zainteresowaniem internautów?
Dlatego podkreślanie zastosowania danych publikowanych na rządowych stronach (przydatność, przejrzystość przedstawienia, czy po prostu - możliwość użycia do rozwiązywania konkretnych problemów, dostarczania odpowiedzi) będzie kluczową kwestią decydującą o sukcesie tej polityki.
Polski BIP jest wprawdzie w czołówce rządowych stron (dane PBI/Megapanel za wrzesień 2009 ) - pytanie na ile wynika to z ciekawości obywateli, a na ile z wyszukiwania informacji przez profesjonalistów - z dziennikarzami na czele.
Przykładowo: Jeden wpis MSZ na blipie może przynieść większe publicity samemu ministerstwu (i przyciągnąć większe zainteresowanie internautów), niż publikacja pisanych maczkiem tekstów w biuletynach.
W przypadku e-government powiedzenie, że content is king, sprawdza się tylko do pewnego stopnia: najpierw trzeba się dostać na <audiencję> ...
Biały Dom uczynił to teraz jeszcze prostszym.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz