Święto Dziękczynienia: Prezydent ułaskawił indyka
W Święto Dziękczynienia amerykańscy prezydenci „ułaskawiają” indyka przed wylądowaniem na świątecznym stole. Tym razem szczęściarzem okazał się indyk o imieniu „Courage” (Odwaga).
Tradycja ułaskawiania indyka sięga czasów Abrahama Lincolna. Jego dziesięcioletni syn, Tad, bardzo polubił indyka mającego wkrótce miał stać się daniem głównym podczas uroczystej kolacji, ale z okazji…Bożego Narodzenia. Ptak otrzymał nawet imię – „Jack”.
Współcześnie ułaskawianie indyka wiązane jest najczęściej z Harry’m Trumanem. Jednak w prezydenckim archiwum brakuje jakichkolwiek dowodów, że taki akt w ogóle miał miejsce.
Od czasów Trumana natomiast stałym dostawcą indyków na prezydencki stół stała się National Turkey Federation (NTF) – stąd może to „indycze nieporozumienie”.
Show podobny do tego, który miał miejsce dzisiaj – z udziałem prasy i fotoreporterów, na dobre rozpoczął się dopiero za czasów George’a H. W. Busha.
Chociaż – gwoli sprawiedliwości - to John F. Kennedy pierwszy powojenny prezydent darował indykowi życie i poinformował o tym media: ale uczynił to tylko przypadkiem, wspominając jednym zdaniem, że „nie zamierza zjeść jednego z podarowanych mu indyków”.
Słowa „ułaskawienie” wobec indyka po raz pierwszy użył w 1987 roku Ronald Reagan.
Obecnie prezydent ułaskawia dwa indyki – w tym roku ów zaszczyt, oprócz „Courage”, spotkał indyczkę o imieniu „Carolina”.
Oprócz prezydenta, w „uroczystościach” wzięły udział Malia i Sasha Obama.
„Są takie dni, gdy naprawdę wiem, po co zostałem prezydentem” – powiedział Barack Obama – „ale są i takie, gdy ułaskawiam indyki i wysyłam je do Disneylandu”.
Właśnie w Disneylandzie ułaskawione ptaki spędzą resztę swoich dni. Jak wynika z losów indyków, które w poprzednich latach uniknęły wylądowania na prezydenckim stole, po ułaskawieniu ptaki nie przeżywają najczęściej roku.
Zauważmy, że na tym „show ułaskawiania” zyskuje nie tylko prezydent (dobry i wrażliwy, PETA i dzieci będą zadowolone), nie tylko indyk (wiadomo), ale również – NTF i Disneyland. Ci pierwsi nie bez przyczyny utrwalają mit Trumana – pierwszego prezydenta łaskawego dla indyków. W ten sposób, automatycznie lokują <swoje> ptaki w niemalże narodowym micie. Ot, taki product placement w legendzie.
Natomiast Disneyland jawi się jako kraina wiecznej szczęśliwości: czegóż można chcieć, jeśli nie tego, by spędzić resztę swoich dni w magicznej, bajkowej krainie?
Zazwyczaj nie dodaje się, że chowane –de facto – w sposób przemysłowy, indyki nie są w stanie dożyć nawet następnego Święta Dziękczynienia.
Zaznaczmy przy tym, że indyki dostarczane do Białego Domu i tak zapewne są karmione bardziej „ekologiczną” karmą niż te, które wylądują na stołach większości Amerykanów…


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz