Włosy Michelle Obamy a kwestia rasowa
Magazyn "Time" opublikował obszerny materiał poświęcony...fryzurze pierwszej damy i jej politycznemu (!) znaczeniu.
Michelle Obama, pomimo kilku kontrowersyjnych kreacji (typu odsłonięte ramiona czy niedawno - szorty), w kwestii fryzury jest raczej konserwatywna i przywiązana do klasyki, a zatem - bez zarzutu.Jedyny moment, gdy o fryzurze prezydentowej było głośno, to domniemane obcięcie włosów , które okazało się "jedynie" sprytnym upięciem.
Najwidoczniej jednak Michelle Obamie gustowny bob nie przypadł do gustu i pozostała przy swojej dawnej fryzurze.
Warto przy okazji wspomnieć, że dużo większe problemy z ułożeniem włosów miała Hillary Clinton, obecnie sekretarz stanu w gabinecie Baracka Obamy.
Gdy podczas kilkunastodniowej podróży do Afryki szefowa amerykańskiej dyplomacji została sfotografowana z opaską we włosach, w internetowych mediach natychmiast pojawiły się apele o to, by Clinton zrezygnowała z tego "złego nawyku" z czasów, gdy była pierwszą damą.
Opaski bowiem są modne wśród nastolatek przepadających za serialem "Plotkara" (ale nie byle jakie opaski - lecz koniecznie od Jennifer Behr za jakieś 200$), ale urągają powadze urzędu szefowej dyplomacji, która podlotka udawać nie powinna.
Ale wracając do Michelle Obamy: w jej przypadku fryzura ma także wymiar społeczno - polityczny. Obama, jako Afroamerykanka, prostuje włosy.
Niby nic w tym dziwnego, ale niektóre środowiska postrzegają taki zabieg jako odcięcie się od afroamerykańskiego dziedzictwa (i afro loków).
Całkiem niedawno "New York Times" opublikował tekst o politycznym wymiarze fryzury Afroamerykanek. Autorka przedstawia w nim tezę, że wiele dorosłych Afroamerykanek prostuje włosy, ponieważ taki nawyk wyrobiły u nich w dzieciństwie ich matki.
Przy okazji zauważmy, że Sasha i Malia Obama też mają prostowane włosy...
Prostowanie włosów, zdaniem niektórych działaczek afroamerykańskich, ma być namiastką <passingu> z XIX i początków XX wieku.
Michelle Obama, która w początkowej fazie kampanii prezydenckiej swojego
męża, przez wielu była postrzegana albo jako "czarna gniewna", albo jako uwiarygodnienie Baracka w środowisku Afroamerykanów, dla których senator z Illinois nie był wówczas "wystarczająco czarny". Z czasem przekaz niesiony przez Michelle Obamę złagodniał i zamiast wypowiadać się na tematy związane z rasą, zajęła się promowaniem zdrowej żywności i aktywnego stylu życia.
Nie można zarzucić Michelle Obamie, że nigdy nie zastanawiała się nad swoją tożsamością rasową - poświęciła temu zagadnienu swoją pracę licencjacką w Princeton, więc zapewne prezydentowa zdaje sobie sprawę z politycznego wymiaru tego, co komunikuje swoim wyglądem i czynami.
Dopóki jednak gładkie fryzury są modne, Michelle Obama może śmiało odcinać się od politycznego wymiaru prostych włosów na rzecz pozostawiania wierną trendom.
Trzeba chyba poczekać, aż projektanci zaczną lansować loki...


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz