Wolontariusze Ameryki, łączcie się (w Internecie)
Internet w kampanii prezydenckiej Baracka Obamy to nie tylko nowoczesne technologie i wymyślne sposoby przekazywania komunikatów. Kluczem do sukcesu okazał się jego wymiar mikro - angażujący wolontariuszy na skalę lokalną. Teraz prezydent postanowił zdyskontować potencjał jego lokalnych działaczy z czasów kampanii. Rząd uruchomił kolejny tematyczny serwis internetowy: Serve.gov zachęca do wolontariatu.
O Amerykanach mówi się, że są narodem wolontariuszy. Kolejni prezydenci dbają, by sami Amerykanie o tym nie zapomnieli.
John F. Kennedy stworzył Korpus Pokoju , Bill Clinton - AmeriCorps .
Istnieją także programy wolontariackie dla żołnierzy, seniorów, ekologów.
Barack Obama postanowił zostać władcą pierścieni w myśl zasady "one to rule them all", a zamiast samego pierścienia użyć serwisu internetowego.
Serve.gov ma duże szanse, by Obama zrealizował te zamierzenia.
Dlaczego?
1. Prezydent Obama jest kojarzony z siecią, nowymi technologiami. To dla niego już naturalne narzędzie komunikowania się z wyborcami. Ci zaś wiedzą, że informacje od i o prezydencie, łatwo zdobyć właśnie w sieci.
Serve.gov nie przejdzie więc niezauważony.
2. Serve.gov bazuje na stosunkowo silnym trendzie internetowych agregatorów treści. Czerpie trochę z digga, a trochę z Google News.
3. Doskonale wpisuje się w internetową strategię prezydenta - serwis jest anonsowany na innych prezydenckich i rządowych stronach. Chociaż, z drugiej strony, mogłoby być więcej owych odniesień.
4. Znane narzędzia - użytkownik zna działanie formularzy, umie się zalogować, zgłosić projekt - jest to bowiem powtórka z MyObama.com
Tutaj jednak wtórność nie jest zarzutem. Wręcz przeciwnie: usability poprawia się, jeśli strona działa zgodnie z pewnymi ustalonymi i powszechnie przyjętymi standardami.
Akurat te standardy wyznaczył wcześniej sam Barack Obama.
5. Zapotrzebowanie. Koniec kampanii prezydenckiej "osierocił" wielu lokalnych wolontariuszy. Wiadomo, że prezydent nie mógł ich wszystkich wziąć do Waszyngtonu.
Potencjał był (jest?) jednak ogromny.
Wielu z nich deklarowało po wyborach, że chętnie włączy się w dalszą aktywność polityczną na rzecz Obamy.
Minus za to, że prezydent znalazł pomysł na zdyskontowanie wolontariackiej energii dopiero teraz - część wolontariuszy zdołała już bowiem ochłonąć z przedwyborczej gorączki.
Plusem jest natomiast przemyślany cel projektu - wiadomo, że w cele społeczne angażujemy się chętniej niż w te stricte polityczne.
Podsumowując: Serve.gov to pomysł dobry i spodziewany. Co więcej, daje potencjalnym wolontariuszom szansę spersonalizowania programu, w którym chce uczestniczyć: ułatwia to wielość kategorii i mnogość specjalizacji. Możliwość zgłaszania własnych projektów daje to z jednej strony możliwość wykazania się, a z drugiej - zrobienia "rozeznania rynkowego" pośród pozostałych osób zainteresowanych daną dziedziną.
Zgodnie z regułą zaangażowania i konsekwencji opisaną przez Roberta Cialdiniego, publicznie zgłoszony projekt zobowiązuje bardziej niż ten realizowany prywatnie. W końcu - jeśli pomysłodawca projektu zbierze grupę chętnych, nie będzie chciał ich zawieść.
Poza tym - będzie mógł w ten sposób wybadać, czy jego pomysł "chwyci", czy ma szanse realizacji.
Jak widać, nawet społeczeństwo wolontariuszy, kapitał społeczny, potrzebuje stwojego "pakietu stymulacyjnego".


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz