Wstręt do urn?
Urny. Te wyborcze, rzecz jasna. Uważam, iz jest to temat bardzo ważny, bo primo, bardzo żywy, secundo, ciągle nawracający i ciągle problemowy. Trzeba się zastanowić, jak bardzo nasz naród jest skażony chronicznym wstrętem do stawiania krzyżyków w lokalach wyborczych.
Z perspektywy dłuższego czasu sama po sobie wiem, że do pewnych spraw trzeba dorosnąć. De facto, powiem szczerze, co nie zabrzmi górnolotnie, nie jestem stosunkowcem zupełnie z radykalnego wyboru, tudzież powołania ani marzeń wieku dziecięcego. Tak naprawdę, stało się to niczym pstryknięcie palcem, a potem postanowiłam polubić to, co robie, bo jak się nie ma, co sie lubi, to się lubi, co się ma. Stosunki międzynarodowe otwarły przede mną horyzontalne patrzenie na sprawy mojej własnej obywatelskości. Kuluary uczelni i środowisko ludzi, wokół których się obracam, sprawiły, że przyzwyczaiłam sie do konstruktywnych i świadomych dyskusji na tematy polityczne.
W żadnym wypadku nie uważam siebie za wytrawnego politologa, ale dzięki stosunkom międzynarodowym, zrozumiałam, że chcąc dobrze wykorzystać ten czas studiów i nie przepuścić bezużytecznie czasu spędzonego na wykładach przez palce, musze mieć pomysł na siebie, musze jasno określić swój światopogląd i skrupulatnie go udoskonalać, musze codziennie na nowo uczyć się o tym, co dzieje się w świecie, w regionie, w kraju i wreszcie-muszę codziennie uczyć się zmieniać moją lokalną rzeczywistość przez działalność samorządową i obywatelską, gdyż jest to mój obowiązek. Studia, których ambarasem jest fakt, iż wszystko jest dynamiczne i brak jakiejkolwiek stagnacji, sprawiają, że musze stawić czoło płynnej rzeczywistości, o której pisał pan Bauman, musze świadomie dokonywać wyborów, które decydują o mojej i Twojej przyszłości, która zaczyna sie już dziś.
Polacy wykazują się średnią świadomością, bo jak się okazuje karty do głosowania parzą w dłonie, a do urn czujemy wieką i nieprzenikniona odrazę. A urna to rzecz ważna, urna to wyznacznik naszej obywatelskości, urna to najlepszy wskaźnik świadomości społecznej. Dlaczego tak często umywamy ręce?
Polska demokracja jest demokracją młodą, mówią niedoświadczoną, mówią niedojrzałą, mówią taką, która musi się jeszcze nauczyć. Na Boga, ludzie, przestańmy się wzajemnie utwierdzać w fakcie, że nie wychodzi nam nasza demokracja, bo jeszcze jej nie umiemy. Pokolenia PRLu zmieniły nasze myślenie, a raczej pozbawiły nas myślenia. Monopatryjność, przymus i propaganda na szeroką skalę miała pozbawić nas tej umiejętności - umiejętności myślenia i umiejętności wybierania, umiejętności bycia odpowiedzialnym za własną społeczność. Dziś nasz system jest już pełnoletni, a my ciągle próbujemy się usprawiedliwiać, że każdy pojedynczy głos nic nie znaczy. Nasze głosy będą znaczyły tyle, ile sami nadamy im znaczenia.
A może odwrotnie. Może nasza demokracja już się zepsuła, zliszała. Może to Oriana Fallaci miała racje. Uważała, że demokracja przekształciła się w prymitywne pole walki o władze, gdzie prawica i lewica to dwie maski na tej samej twarzy, toczące ze sobą bój dla zasady, dla stołka - i tylko dlatego wydają się być bytami przeciwstawnymi. Fallaci radykalnie krzyczała, że demokracja współczesna to oszukiwawcza gra. System ten powinien opierać się na wolności i równości, ale ludzie kochają tylko równość, bo wolność, wbrew pozorom, wymaga samodyscypliny i poświęceń.
Więc co z tą Polską..?
Za chwil parę wybory. Takie, na które patrzy cały świat. Wybory na gruzach smoleńskich. Wybory na wałach przeciwpowodziowych.
Leczmy się.
Z naszych wstrętów.
Z Ducha Monachijskiego naszych czasów.



Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz