Zawsze miałem niedosyt Polski - wywiad z ambasadorem USA Victorem Ashem
-
Ewelina Biłda, Piotr Chmielewski
Victor Ashe został nominowany przez prezydenta George’a W. Busha na stanowisko ambasadora USA w Polsce 8 kwietnia 2004 r. O jego pasji do podróży oraz doświadczeniach z Polską i Polakami, rozmawiają Ewelina Biłda i Piotr Chmielewski.
Panie ambasadorze być może będzie to dość wyjątkowa rozmowa bo nie zamierzamy pytać ani o wizy ani o tarczę antyrakietową. Chcemy za to żeby czytelnicy psz.pl lepiej Pana poznali. Proszę powiedzieć, jak to się stało, że człowiek który przez 16 lat nieprzerwanie sprawował funkcję burmistrza Knoxville, zostaje nagle mianowany ambasadorem właśnie w Polsce?
Tak się stało, ponieważ prezydent Bush mnie o to poprosił. A poza tym po 16 latach bycia burmistrzem nie zamierzałem znowu ubiegać się o to stanowisko. W 2003 roku rozmawiałem z prezydentem Bushem, który zaproponował mi nominację. Wtedy jeszcze nie wskazał kraju, do którego miałbym pojechać. Później okazało się, że będzie to Polska. I nie było to całkowicie przypadkowe. Gdy sprawowałem funkcję burmistrza Knoxville udało mi się nawiązać współpracę z Chełmem w ramach Programu Miast Partnerskich. W związku z tym zanim zostałem ambasadorem byłem w Polsce dwukrotnie.
Czyli interesował się Pan już wcześniej Polską?
Tak, współpraca z Chełmem umożliwiła mi poznanie kraju. Za każdym razem gdy przyjeżdżałem do Polski starałem się zobaczyć najciekawsze miejsca. Dzięki temu zanim zostałem ambasadorem znałem już częściowo Kraków, Toruń, Łódź, Malbork, Gdańsk, a także oczywiście Warszawę. Ale zawsze miałem niedosyt, chciałem poznać ten kraj bardziej, zobaczyć zdecydowanie więcej niż standardowa trasa wycieczek dla obcokrajowców.
I to chyba się udało? Był Pan już we wszystkich szesnastu województwach i dotarł do ponad 120 miejscowości w całym kraju. Czy to dlatego, że jak napisał jeden z dziennikarzy, szybko stwierdził Pan, że nie nauczy się polskiego, więc pozostało poznać Polskę i Polaków?
Faktycznie, mój polski nie jest biegły. Chciałbym móc zdecydowanie lepiej mówić w tym języku, ale moim zdaniem jest trudny do nauczenia. A moje podróże wynikają z tego, że jako ambasador powinienem znać dobrze kraj, w którym pracuję. Lepsza znajomość kraju umożliwia mi lepsze reprezentowanie Stanów Zjednoczonych w Polsce. Poza tym bardzo lubię podróżować. Warszawa jest pięknym miastem, ale to poza nią mieszka ok. 37 milionów Polaków. A jeżeli chcemy naprawdę poznać kraj, jego zwyczaje, kulturę, to niewątpliwie trzeba spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi, nie tylko w stolicy.
Jakie są pańskie refleksje związane z Polską, z Polakami?
Za każdym razem gdy przyjeżdżałem do różnych miejscowości witano mnie bardzo otwarcie. U Polaków cenię sobie najbardziej gościnność. Podróżując po kraju zwracałem uwagę przede wszystkim na piękno krajobrazu. Każde miejsce jest wyjątkowe, więc to było dla mnie ciekawym doświadczeniem. Co szczególnie zwracało moją uwagę, to te małe drewniane kościółki. Takie podróżowanie po kraju, to ciekawa lekcja historii i architektury.
A co zaskoczyło Pana najbardziej? Jakie miał Pan oczekiwania, czy te podróże im sprostały, czy wręcz przeciwnie, czuł się Pan rozczarowany tym co zobaczył?
To co zaraz powiem nie będzie specjalnie zaskakujące. Oczywiście zaskoczył mnie na minus stan polskich dróg. I to moim zdaniem największa polska słabość, jeżeli chodzi nie tylko o rozwój turystyki. Infrastruktura to jest to, co musi zostać zdecydowanie usprawnione. Moją uwagę zwróciła też słabo działająca kolej. Chodzi mi głównie o brak szybkiej kolei, szybkich i sprawnych połączeń między wszystkimi miastami w kraju. Ale słaba infrastruktura nie powstrzymuje mnie od podróżowania.
W dotychczasowej pańskiej karierze (zanim został Pan ambasadorem) sprawował Pan różne funkcje urzędnicze, ale nie miał raczej do czynienia z samą pracą w dyplomacji. Co Pan myśli o tym zawodzie? Czy jest dla Pana bardziej satysfakcjonujący niż na przykład zarządzanie miastem?
Tak, to prawda, zanim zostałem ambasadorem nie miałem dużego doświadczenia, aczkolwiek uważam że praca jako burmistrz miasta też wymaga dużych zdolności dyplomatycznych, więc w zasadzie można powiedzieć, że pracowałem w dyplomacji ale innego rodzaju. To co podobało mi się w pracy burmistrza, to bardziej widoczne efekty mojej pracy. W trakcie sprawowanie mojej funkcji w Knoxville udało mi się np. stworzyć ok. 34 km ścieżek zdrowia, otworzyć park, itp. Tymczasem efekty pracy, którą wykonuję teraz wymagają zdecydowanie większej ilości czasu, a czasami ciągną się latami, jak chociażby temat wiz dla Polaków. Wymaga to dużo pracy biurokratycznej i nie zależy całkowicie ode mnie. A z drugiej strony nie muszę ścigać ludzi za podatki. Ogromną zaletą bycia ambasadorem jest niewątpliwie możliwość podróżowania. Jako burmistrz okazji do podróży miałem zdecydowanie mniej.
A jak czuje się w Polsce Pana rodzina?
Jest zadowolona z pobytu. Na początku oczywiście nie byli zachwyceni, że musimy wyjechać z USA. Ale po pewnym czasie zmienili zdanie. Nawiązali nowe znajomości, nowe przyjaźnie. Chodzą do szkoły amerykańskiej w Warszawie. Chociaż moim zdaniem nazwa „amerykańska” jest bardzo myląca. Tam spotkać można ludzi 52 narodowości. To niewątpliwie ciekawa szkoła.
Jakie miejsca do zwiedzenia poleciłby Pan swoim przyjaciołom, którzy po raz pierwszy przyjechali do Polski?
Tradycyjne wycieczki obcokrajowców przyjeżdżających do Polski, to oczywiście Warszawa, Gdańsk, Kraków. Ale te miejsca są tylko namiastką tego co naprawdę warto zobaczyć i przeżyć w Polsce. Jest tyle pięknych parków narodowych, wiele ciekawych miejsc nad morzem, czy w górach. Myślę, że konieczne jest, żeby zobaczyć Zamość, Wrocław, Poznań. Większość Amerykanów wybiera zorganizowane formy podróżowania po Polsce, niż indywidualnie.
Wydaje mi się, że Polska powinna więcej inwestować w promocję, a także infrastrukturę turystyczną. Tak jak robią to inne kraje, jak chociażby Cypr, Chorwacja. W Polsce jest tyle pięknych miejsc, które warto pokazać. Zwłaszcza Amerykanom, którzy mają niepełny obraz Polski. Uważają, że po 1990 roku tak naprawdę niewiele się zmieniło. Tymczasem chociażby Warszawa jest bardzo nowoczesnym miastem. Moim zdaniem koniecznie trzeba dofinansować promocję kraju. Z tym wiąże się napływ turystów, którzy jak wiadomo zostawiają pieniądze nie tylko na pamiątki. Jak pokazują badania ok. 50 procent aktywności turystów, to właśnie zakupy. Wydaje mi się więc, że Polska ma ogromny potencjał, którego niestety nie wykorzystuje.
Dziękujemy za rozmowę.


Wydarzenia na Ukrainie oczami naocznego świadka. O rewolucji na Majdanie i wojnie na wschodzie kraju opowiada Michał Kacewicz