Dominik Jankowski: Biedniej i niebezpieczniej
-
Dominik Jankowski, Polska Zbrojna
Kryzys gospodarczy sprawia, że coraz więcej państw tnie budżety obronne i wybiera rozwiązania lokalne zamiast globalnych.
Kiedy 15 września 2008 roku upadł bank Lehman Brothers, co dla wielu stało się symbolicznym początkiem kryzysu finansowego, mało kto podejrzewał, że recesja będzie tak głęboka i wyniszczająca dla gospodarek niemal wszystkich państw. Dynamika przemian jeszcze bardziej uwypukliła archaiczność światowych struktur politycznych, gospodarczych i związanych z bezpieczeństwem. Z tego powodu na kryzys finansowy należy patrzeć także jako na czynnik uaktywniający potencjalne konflikty. Już dostrzegalne są jego trzy najważniejsze konsekwencje dla obrazu bezpieczeństwa światowego.
Po pierwsze, wyraźnie ograniczono lub zrewidowano budżety wojskowe nie tylko na rok 2010, lecz także w perspektywie średniookresowej. Po drugie, ograniczenia budżetowe, wraz z rosnącą liczbą konfliktów i sporów międzynarodowych, grożą powstaniem niebezpiecznego tygla, w którym stopniowo zacznie się topić zarówno regionalne, jak i światowe bezpieczeństwo. Po trzecie, kryzys wyzwolił wśród wielu rządzących niespotykane pokłady egoizmu narodowego.
Punktem wyjścia do dalszych rozważań na temat przyszłości bezpieczeństwa międzynarodowego jest jego aspekt ekonomiczny, wyrażany w formie narodowych budżetów wojskowych. Kryzys finansowy, pozostawiający po sobie dziury budżetowe, dotknął w największym stopniu środków na finansowanie wojska i uzbrojenia.
Najłatwiej zabrać wojsku
Wielu polityków – w szczególności w Europie – zapomina, że dzisiejszy katalog zagrożeń raczej zwiększa się niż maleje, zaczyna obejmować także wyzwania wynikające z bezpośredniego wpływu kryzysu. Ubożenie społeczeństwa w wielu regionach świata doprowadziło do intensyfikacji napięć i konfliktów. W wielu krajach decyzje o wzmacnianiu sił zbrojnych kosztem innych obszarów działalności państwa są społecznie trudne do zaakceptowania, co jeszcze ułatwia proces ograniczenia budżetów wojskowych.
Stany Zjednoczone, mimo posiadania największego budżetu militarnego w swojej historii (663,8 miliarda dolarów w 2010 roku), też wpisują się w ten trend oszczędności. W swoim programowym dokumencie o wymownym tytule „Zakończenie, redukcja, oszczędności” Barack Obama nakreślił wizję nowej polityki budżetowej dla całej administracji publicznej USA, w tym przede wszystkim dla Departamentu Obrony. Lektura tego tekstu pozwala stwierdzić, że rezygnacja z dotychczasowej koncepcji tarczy antyrakietowej, zaprojektowanej przez administrację George’a W. Busha, tylko po części była ukłonem w stronę Moskwy – w rzeczywistości decydowały aspekty ekonomiczne. Oprócz znacznej redukcji wydatków na program rakiet przechwytujących całkowicie zrezygnowano z komponentu technologii bazowania kosmicznego oraz projektu interceptorów energii kinetycznej.
Na liście programów przeznaczonych do ostatecznego zakończenia znalazło się także użytkowanie prezydenckiego helikoptera VH-71. Rezygnacja z niego doskonale bowiem wpisywała się w medialną potrzebę przekonania społeczeństwa o racjonalizacji wydatków wojskowych. Za sztandarowy przykład cięć w nowym budżecie amerykańskich sił zbrojnych należy uznać całkowite zakończenie projektu ultranowoczesnego samolotu F-22 – dotychczas jedynego myśliwca piątej generacji wprowadzonego do służby w armiach świata. Program, który jeszcze kilka lat temu wydawał się najwyższym przejawem amerykańskiej dominacji technologicznej nad resztą globu, musiał ustąpić pola tańszym przedsięwzięciom, takim jak chociażby wdrażanie myśliwca F-35.
To wszystko oznacza, że dystans między Stanami Zjednoczonymi a pozostałymi liczącymi się graczami na arenie międzynarodowej będzie z roku na rok malał. Już teraz wyrażane są liczne obawy, że w niedalekiej przyszłości Chiny, pragnące na razie jedynie sprawić, aby dolar nie był dominującą walutą, mogą zagrozić amerykańskiej dominacji militarnej. Chińskie siły zbrojne przechodzą bowiem obecnie intensywną modernizację technologiczną.
Także w Europie nastał czas ograniczania wydatków wojskowych. Aktywna na arenie międzynarodowej Wielka Brytania coraz szybciej zbliża się do punktu, w którym na zbrojenia będzie wydawać poniżej dwóch procent swojego PKB (2000 rok – 2,51 procenta PKB; 2009 – 2,14 procenta). Nawet NATO w 2010 roku najprawdopodobniej znajdzie się w sytuacji, w której oba wspólnie finansowane budżety organizacji wykażą deficyt (100 milionów euro w budżecie wojskowym i 600 milionów euro w programie inwestycji NATO w dziedzinie bezpieczeństwa).
Należy jednak od razu dodać, że tak jak w przypadku każdego kryzysu to załamanie gospodarcze doprowadziło do przeglądu racjonalności niektórych programów wojskowych. Optymalizacja kosztowa oraz ustalenie priorytetów zakupowych lub konstrukcyjnych na najbliższe lata to jedne z niewielu pozytywnych skutków dla światowego bezpieczeństwa.
Dominacja kultury strachu
Jak słusznie zauważył niedawno francuski historyk i politolog Emmanuel Todd, wielkie kryzysy są oznaką tego, że dotychczasowy układ sił na świecie ulega zmianie. Nie inaczej jest w przypadku obecnego załamania gospodarczego. Dalszy spadek znaczenia Stanów Zjednoczonych, śmierć grupy G8, dominacja kultury strachu – jak o sytuacji na Zachodzie pisze w swojej najnowszej książce „Geopolityka emocji” politolog Dominique Moïsi – stały się symbolicznym podsumowaniem lat 2008–2009 dla gospodarki, polityki i bezpieczeństwa świata zachodniego.
Jednocześnie załamanie koniunktury spowodowało zubożenie społeczeństw w niektórych rejonach świata. Bieda czy brak perspektyw wymieniane są od zawsze jako czynniki wzmagające ruchy radykalne i fanatyczne. Tym samym nie można traktować dramatycznego pogorszenia bezpieczeństwa w Zatoce Adeńskiej, spowodowanego wzrostem piractwa, czy intensyfikacji działań talibów w Afganistanie i Pakistanie jako zupełnych zbiegów okoliczności.
Al-Kaida i inne organizacje terrorystyczne, zdające sobie sprawę z wagi, jaką Zachód przywiązywał do problemów dotyczących kryzysu, zaatakowały ponownie, destabilizując i tak znajdujące się na skraju wojny Pakistan i Indie (zamachy w Mumbaju), Afganistan czy Somalię. Dodatkowo w takich państwach jak chociażby Ukraina kryzys gospodarczy wpłynie zapewne na wynik wyborów prezydenckich, a tym samym na przyszłość bezpieczeństwa.
Ostatnim, a zarazem najniebezpieczniejszym w dalekiej perspektywie skutkiem kryzysu gospodarczego jest powrót do prymatu państw narodowych w stosunkach międzynarodowych. Jest to o tyle groźne, że na przykład z perspektywy europejskiej spowodowało już częściową redefinicję paradygmatu integracyjnego, podważając niektóre z dotychczasowych osiągnięć konstrukcji europejskiej. Wybór słabych przywódców na nowe stanowiska unijne, powstałe dzięki traktatowi z Lizbony, jest tego doskonałym przykładem.
Choć apogeum kryzysu mamy już za sobą, to wciąż liczne rządy kontynuują politykę państwocentryzmu. W ostatnim czasie na przykład Kanada zdecydowała się wycofać wojska z Afganistanu i jednocześnie wzmocnić swoją obecność w regionie Arktyki. Wybrała rozwiązanie lokalne zamiast globalnego. Dla Polski kluczowym wydarzeniem w 2010 roku pozostanie debata nad nową koncepcją strategiczną NATO, dokumentem determinującym pozycję sojuszu północnoatlantyckiego w świecie pokryzysowym. Miejmy nadzieję, że jedność sojusznicza wytrzyma i ten czas próby.
Artykuł ukazał się w Polska Zbrojna . Przedruk za zgodą Redakcji.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje