Grzegorz Mazurczak: Turecko - iracka współpraca gospodarcza
Podczas niedawnej wizyty tureckiej delegacji rządowej w Kurdystanie (między innymi ministra handlu Barhama Saliha oraz ministra spraw zagranicznych Zafera Caglayana), rozmawiano nie tylko o planach otwarcia dodatkowych przejść granicznych, ale i o utworzeniu wolnej strefy przemysłowo – handlowej po irackiej stronie granicy.
Strefa taka miałaby zostać utworzona w okolicy miasta Zacho, leżącego przy granicy tureckiej (odległego od Bagdadu o ok. 440 km.), gdzie funkcjonuje aktualne przejście graniczne Habur – Zacho. Jednak ten stosunkowo nowy pomysł nie uzyskał jeszcze koniecznej akceptacji rządu centralnego, który do wszelkich poważniejszych inwestycji umiejscowionych na północy podchodzi bardzo ostrożnie.
Bagdad chce rozwijać współpracę gospodarczą z Turcją, unikając jednocześnie zbytniego wzmacniania autonomii z obawy, by ta nie uzyskała jeszcze większej niezależności ekonomicznej. Obawa jest o tyle uzasadniona, że to właśnie Kurdystan, bezpośrednio granicząc z Turcją i będąc jedyną enklawą bezpieczeństwa w Iraku, najefektywniej ze wszystkich jego regionów, wykorzystuje atuty wynikające z dobrosąsiedzkich relacji.
Z drugiej strony nie można zapominać, że właśnie w okolicach Zacho i niedalekich gór, można niekiedy natknąć się na tureckich żołnierzy, przemieszczających się w poszukiwaniu bojowników PKK. W takiej sytuacji trudno sobie wyobrazić funkcjonowanie irackiej strefy wolnego handlu, po której przemykają oddziały obcej armii. Jednak sam pomysł na pewno jest godny poważnego rozważenia i realizacji.
Na spotkaniu z około 500 irackimi i tureckimi przedsiębiorcami, zorganizowanym jednak, co jest symptomatyczne, w Arbilu a nie w Bagdadzie, minister Caglayan optymistycznie stwierdził, że dzięki ich zaangażowaniu, obroty między dwoma krajami mogą osiągnąć nawet 20 miliardów USD, jednak dopiero w perspektywie najbliższych 4 lat.
Jest to ambitne założenie, ponieważ na dzień dzisiejszy, według szacunków tureckich, do końca 2010 r. dwustronna, turecko-iracka wymiana handlowa może dojść zaledwie do 7 miliardów USD, co i tak, w porównaniu z 6 miliardami USD osiągniętymi w zeszłym roku, stanowi spory wzrost. Zainteresowanie przedsiębiorców wzbudzają przede wszystkim inwestycje związane z rozwojem turystyki (Kurdystan), energii elektrycznej oraz ropy naftowej.
Irak każdego dnia wysyła mniej więcej 1/4 wydobytej przez siebie ropy naftowej, (czyli około 500.000 baryłek), pochodzącej głównie z pól naftowych wokół Kirkuku, do tureckiego portu Ceyhan. Bagdad z dużą determinacją próbuje bowiem dołączyć do czołówki światowych producentów ropy naftowej, rozumiejąc, że jest to dla niego jedyna szansa na wyrwanie kraju z zapaści. Wymiana handlowa z Turcją ma mu w tym pomóc.
Ostatnia wizyta delegacji tureckiej w Iraku przypadła w czasie, gdy Ankara zdecydowała się, po zakończeniu jednostronnego zawieszenia broni przez rebeliantów z Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), rozpocząć przeciwko nim kolejną operację wojskową. Minister Caglayan stwierdził jednak, że obecna sytuacja nie ma wpływu na stosunki handlowe z Irakiem, sugerując nawet podjęcie wspólnych działań przeciwko rebeliantom.
Sprawa nie jest jednak tak prosta jak widzą to tureccy ministrowie. Nie wydaje się, by współpraca ekonomiczna między sąsiednimi krajami mogła przez dłuższy okres funkcjonować wzorowo, niezależnie od ciągle niezałatwionych i dosyć kłopotliwych dla obu krajów, spraw politycznych. Przy czym problem ciągłego naruszania granicy irackiej przez Turcję ma tu zasadnicze znaczenie.
Nieustający od lat, wewnętrzny konflikt turecko-kurdyjski, w który chcąc nie chcąc zamieszany jest Irak a zwłaszcza autonomia, zakłóca boom gospodarczy, obniża poziom bezpieczeństwa, psuje nastroje społeczne i przeszkadza w rozwijaniu współpracy handlowej. Konflikt angażujący emocje, którego sceną jest górskie pogranicze turecko-irackie, może w zasadniczy sposób przeszkodzić w osiągnięciu wspólnego i tak optymistycznie założonego sukcesu.
Trzeba pamiętać, że nawet najambitniejsze plany gospodarcze, nie dopasowane do rzeczywistych możliwości ciągle zbyt skonfliktowanych narodów, szybko mogą przekształcić się w porażkę. Nawet najmniejsze spięcie, o które w tym rejonie nie trudno, może bowiem w jednej chwili nie tylko unicestwić najlepszy pomysł gospodarczy, ale i zerwać solidne więzy sojusznicze, co pokazał chociażby ostatni kryzys turecko-izraelski. W tym rejonie świata nic nie jest pewne i ostateczne.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje