Joanna Dziuba: Kaukaska propaganda rocznicowa?
Wzrost napięć pomiędzy Tbilisi a separatystycznymi regionami i Moskwą wydaje się być bezpośrednio związany z rocznicą wybuchu wojny sierpniowej. Dziś każdy z podmiotów konfliktu wchodzi w swoją rolę z tamtych czasów.
Unia Europejska wezwała Tbilisi i Cchinwali do zachowania spokoju. W tym czasie rozpoczęła się nowa fala napięć na granicy administracyjnej oraz wzrost „propagandy ofiary” po obu stronach. Na ile jest to próba przekazania opinii światowej własnej wersji sierpnia 2008 r., a na ile zapowiedź kolejnego konfliktu zbrojnego?
Wzrost napięć pomiędzy Tbilisi a separatystycznymi regionami i Moskwą wydaje się być bezpośrednio związany z rocznicą wybuchu wojny sierpniowej. Wydarzenia te zostały zapoczątkowane apelem o oddanie pod władzę Cchinwali wąwozu Truso (północno-wschodnia część regionu) oraz pierwszymi wzajemnymi oskarżeniami o ostrzelanie drugiej strony (29.7). Prawie każdego dnia oba Ministerstwa Spraw Wewnętrznych wydają oświadczenia, zgodnie z którymi do organów siłowych danej strony został otworzony ogień z drugiej strony granicy (wcześniej wprawdzie trudno mówić o pełnym spokoju, jednak działania tego typu miały bardziej charater epizodyczny). Informacje te są stopniowo weryfikowane przez przedstawicieli Misji Obserwacyjnej UE. Raporty EUMM nie zawierają jednak najważniejszych wniosków – kto wystrzelił jako pierwszy. Wynika to m.in. z braku możliwości weryfikacji danych po stronie osetyjskiej, słabej (lub zerowej) znajomości gruzińskiego przez członków misji oraz słabej znajomości rosyjskiego przez część mieszańców przygranicznych. Działająca od października 2008 r. misja obserwacyjna Unii Europejskiej (EUMM) obecnie jest jedyną siłą międzynarodową na terytorium Gruzji. Pozostałe zostały zakończone na skutek weta Moskwy w grudniu 2008r. (OBWE – ostatni obserwatorzy opuścili Gruzję 30 czerwca 2009r.) oraz 15 lipca 2009r. (UNOMIG – obecnie pozostaje tylko obsługa techniczna). Wprawdzie misja unijna została przedłużona na kolejny rok, trudno oczekiwać, że odniesie sukces (rozumiany chociażby jako realizacja podstawowych jej założeń, np. stabilizacji sytuacji w regionie). Przykładem na to, w jakim stopniu obecność obserwatorów ma realny wpływ na stabilizację życia codziennego ludności cywilnej jest (jak podało Tbilisi) przesunięcie granicy w głąb Gruzji przez siły osetyjskie i rosyjskie. Zrozumiałym pozostaje, że zgodnie z charakterem misji EUMM nie ma możliwości bezpośredniego reagowania na działania tego typu poza wydaniem stosownego oświadczenia. Jednak wydarzenie to po raz kolejny pokazuje, jak niewielkie znaczenie ma obecność przedstawicieli misji na terytorium Gruzji. Ciekawym jest także, iż właśnie w tym czasie nagłośniono kwestię granic oraz zagrożenia ze strony stacjonujących wojsk po stronie osetyjskiej, choć zbliżone wydarzenia miały miejsce również wcześniej.
Działania na poziomie lokalnym (pomiędzy Tbilisi a Cchinwali) są uzupełniane na poziomie regionalnym – pomiędzy Gruzją i Rosją. Moskwa podreśla swoją gotowość pomocy i obrony mieszkańców Południowej Osetii, jeśli tylko będzie taka konieczność, co przez Tbilisi jest interpretowane jako zapowiedź „kolejnej agresji”. Kreml poinformował również o postawieniu w stan gotowości bojowej sił stacjonujacych w Południowej Osetii z uwagi na agresję ze strony gruzińskiej. Wcześniej prezydent Miedwiediew potwierdzał otwartość Rosji w zakresie rozpoczęcia rozmów dotyczących nawiązania stosunków pomiędzy krajami; prowadzono także rozmowy odnośnie otworzenia jedynego przejścia granicznego pomiędzy Gruzją i Rosją (mającego ogromne znaczenie również dla Armenii – był to jeden z punktów rozmowy podczas czerwcowego spotkania Micheila Saakaszwilego z Serżem Sarkisjanem). Trudno tym samym stwierdzić, że zupełnym przypadkiem jest zbieżność czasu nadchdzącej rocznicy wojny oraz wzrostu agresji w oświadczeniach zarówno Moskwy i Cchinwali jak i Tbilisi.
Każda ze stron dąży do przypomnienia swojej wersji wydarzeń 7 sierpnia 2009r. oraz udowodnienia konieczności i słuszności podjętych działań; tym bardziej, że nie opublikowano jeszcze raportu komisji badającej ostatni konflikt. Szczególnie zależy na tym władzom Gruzji. Po pierwsze, już kilka miesięcy po wojnie pojawiły się pierwsze opinie, że Tbilisi było inicjatorem działań zbrojnych, co zaprzeczało gruzińskiej wersji wydarzeń oraz wizji siebie jako głównej ofiary polityki Putina. Po drugie, Gruzja przedstawiająca siebie jako kraj należący do kręgu zachodniej cywilizacji, część Europy oraz mająca aspiracje członowskie do struktur euro-atlantyckich nie może jednocześniej przystac na wizerunek podmiotu, który jednocześnie podjął próbę zbrojnego rozwiązania ówcześniej zamrożonego konfliktu w Południowej Osetii. Po trzecie, na poziomie wewnętrznym, nie leży w interesie władzy przedstawienie społeczeństwu rzeczywistości, w której przegrano rozpoczętą przez siebie wojnę; szczególnie przy obserwowanym od 2007r. stopniowym spadku poparcia dla prezydenta.
Na poziomie międzynarodowym każdy z podmiotów konfliktu wchodzi w swoją rolę z czasów wojny sierpniowej: Gruzja broni się przed prowokacjami separatystów wspieranych przez Moskwę, Południowa Osetia przed zbrojnymi próbami przejęcia kontroli nad regionem przez Tbilisi, zaś Kreml jest gotów wesprzeć zbrojnie i politycznie swojego partnera (na mocy podpisanych umów). Dodatkowo, władze Gruzji prowadzą politykę informacyjną skierowaną do swoich obywateli. Od początku sierpnia pierwszą wiadomością w serwisach telewizyjnych (poza kanałami uważanym za pro opozycyjne) każdego dnia jest przypomnienie wydarzeń sprzed roku, np. 2 sierpnia pokazywano zdjęcia z ewakuacji Osetyjczyków z Południowej Osetii do Północnej, co miało być dowodem na przygotowywanie działań wojennych przez drugą stronę. Osobnym pytaniem jest, skąd telewizja gruzińska dysponuje takimi nagraniami i dlaczego nie były opublikowane jeszcze przed 7 sierpnia 2008r. Dodatkowo, z okazji rocznicy stworzono specjalne spoty, zgodnie z którymi rok 2008 był równie przełomowy dla Europy, co 1956, 1968 czy 1989. Co więcej, widzowi w krótkich migawkach pokazani są wszyscy politycy, którzy w ostatnim roku przyjechali do Gruzji i spotkali się z prezydentem Saaaszwilim. Pojawiające się na koniec flagi USA i UE obok gruzińskiej mają symbolizować poparcie Zachodu dla tego południowo kaukaskiego kraju. Filmiki są bardzo podobne zarówno pod względem treści jak i formy. Z puntu widzenia Warszawy uwagę powinien przykuć jednak fakt, że w jednej z wersji na ujęciach ukazujących wizytę zorganizowaną przez władze Polski wypowiedź każdego z europejskich polityków jest cytowana poza wystąpieniem prezydenta Kaczyńskiego, który pojawia się tylko na zdjęciach zbiorowych. Podobnie jak w okresie od sierpnia 2008r. do stycznia 2009r. w retoryce władz Gruzji coraz częściej pojawiają się słowa: „okupanci”, „ofiara agresji” itp., co także stanowi element prowadzonej polityki informacyjnej. Powstał także nowy ruch „7 sierpnia”, który zapowiedział happening i wystawę zdjęć i filmów dokumentujących „agresję Rosji na Gruzję” (sformułowanie za organizatorami), która ma się odbyć na placu Wolności w stolicy. Dodatkowo, zwrócono się z prośbą do obywateli o uczczenie minutą ciszy ofiary tych wydarzeń.
Celem Tbilisi nie jest jednak apel o pomoc do środowiska międzynarodowego przed kolejną wojną. Micheil Saakaszwili poinformował 29 lipca, że zagrożenie ze strony Kremla zniknęło. Stało się tak dzięki poparciu Stanów Zjednoczonych – oświadczenie prezydenta Gruzji zostało wydane kilka dni po zakończeniu wizyty w Tbilisi przez wiceprezydenta USA Joe Bidena, który zgodnie z interpretacją gospodarzy w pełni poparł władze tego kraju. W okresie poprzedzającym wizytę poinformowano także o trwających rozmowach dotyczących dozbrojenia wojska gruzińskiego przez Waszyngton oraz możliwości dołączenia żołnierzy amerykańskich do misji UE, co zostało następnie zdementowane przez USA. Spotkało się także z negatywną oceną ze strony Kremla. Sześć dni po pierwszych ostrzałach doszło również do rozmowy Obama-Miedwiediew, choć nie podano jej szczegółów. W porównaniu z 2008 rokiem jest to pozytywne wydarzenie (dodatkowym czynnikiem jest fakt, że zarówno Obama jak i Miedwiediew są postrzegani jako bardziej liberalni politycy w odrożnieniu od swoich poprzedników), jednak nie można oczywiście wykluczyć, że Gruzja nie stała się w pewnym stopniu kartą przetargową w rozmowach odnośnie Bliskiego Wschodu i Iranu.
W scenariuszu wybuchu kolejnego konfliktu zbrojnego w Gruzji brakuje jednego elementu – bezpośredniej przyczyny. Teoretycznie żadnej ze stron nie opłaca się rozpoczęcie działań zbrojnych, lecz zapowiedź gotowości współpracy w ramach tworzonych mechanizmów prewencji (zgodnie z ustaleniami tzw. negocjacji genewskich) oraz wypełnianie wyżej zarysowanych ról. Trudno prognozować, by Saakaszwili zdecydował się na podjęcie podobnych działań, jak w zeszłym roku, nawet używając argumentu o obronie obywateli przed separatystami. Z punktu widzenia prezydenta najlepszym rozwiązaniem jest stopniowy spadek napięć, by Tbilisi mogło przedstawić siebie z jednej strony jako planowany cel Moskwy, z drugiej zaś kraj, który się nie ugiął przed siłą północnego sąsiada. Podobnie Kreml w zeszłym roku osiągnął swoje polityczne cele, w tym zwolnienie procesu integracji z zachodnimi strukturami. Wydaje się zaś mało prawdopodobnym, by Moskwa zakładała, że w konsekwencji wojny jest w stanie długoterminowo kontrolować zarówno władzę jak i społeczeństwo gruzińskie.
Nie można jednak wykluczyć czynnika ludzkiego, czyli przypadkowej prowokacji po jednej ze stron (lub zgodnie z opublikowaną w lutym 2009r. teorią P. Felgenhauera zaplanowanej prowokacji), która spowoduje dalszą eskalację. Zaś jeśli faktycznie dojdzie do kolejnej wojny, pewnym jest, że będzie miała znacznie szerszy wymiar niż w 2008 roku, a przyszłość tego południowo kaukaskiego kraju w obecnej formie może stanąć pod znakiem zapytania.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje