Karol Wasilewski: Świat w rytmie samby
2 października w Kopenhadze Międzynarodowy Komitet Olimpijski ogłosił, iż Igrzyska Olimpijskie w 2016 roku odbędą się w Rio de Janeiro. Świat zatańczył sambę. Czy jest to symboliczny znak, iż „uśpiony kolos” zacznie odgrywać ważniejszą rolę na globie? Czy roztańczona z powodu sukcesów ostatniej dekady Brazylia upomni się wreszcie o należne jej miejsce w stosunkach międzynarodowych? Czy ożywi to resztę państw Ameryki Łacińskiej, która od wielu lat traktowana jest jako marginalny rejon świata?
Powody do dumy
Cieszyć się Brazylijczycy mają z czego. Do niedawna atrakcyjny tylko kulturowo, sławny z karnawału, samby i wyśmienitych piłkarzy oraz siatkarzy kraj, urósł do rangi mocarstwa regionalnego. Brazylia jest w Ameryce Łacińskiej krajem absolutnie „naj”. Posiada najsilniejszą gospodarkę. Choć na zbrojenia wydaje niewielki procent swojego PKB, wydatki te są największe w skali regionu. Kraj bogaty jest w przeróżne surowce, a odkryte ostatnio złoża ropy naftowej powodują, że jego rezerwy szacowane są jako ósme na świecie. Kolejne fundusze do kieszeni rządu napływają z Chin, gdzie eksportowane są olbrzymie ilości soi. Co więcej, udział eksportu w PKB nie jest zbyt wielki, dzięki czemu globalny kryzys obszedł się z Brazylią łaskawiej, niż ze Stanami Zjednoczonymi czy Rosją. Ponadto „kraj kawy” jest jednym z największych producentów samochodów na świecie – to tam produkuje się najwięcej marek. Reformy i programy, przeprowadzane przez administrację prezydenta Luli da Silvy, choć krytykowane przez opozycję jako rozdawnictwo, przynoszą pozytywne efekty, wyciągając z nędzy coraz więcej Brazylijczyków. Mimo że przed Brazylią wciąż stoi masa wyzwań, z którymi trzeba się uporać jak najszybciej, nie dziwi fakt, iż kraj ten zapukał wreszcie do drzwi wielkiej światowej polityki.
Zapoczątkowana niedawno współpraca w ramach tak zwanej grupy BRIC (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny) może stanowić, jeśli nie przeciwwagę, to przynajmniej istotne forum konsultacji pomiędzy państwami i wyzwanie dla Stanów Zjednoczonych, które uważane są obecnie za jedyne światowe mocarstwo. Coraz więcej analiz rzeczywistości międzynarodowej wskazuje jednak, że do 2050. roku USA będą daleko w tyle za przodującym gospodarczo Państwem Środka. Przed kryzysem również Indie, Rosja i Brazylia rozwijały się w imponującym tempie. Na efekty umacniania się gospodarek wyżej wymienionych krajównnie trzeba było długo czekać. Wydaje się, że prymat nad G8 zaczyna obecnie przejmować grupa G20, do której przecież państwa grupy BRIC należą. Poza tym, nie można zapominać o problemie reformy ONZ , nad którą dyskusje toczą się od wielu lat, choć praktycznie nigdy tego tematu nie podjęto. Istnieje propozycja podzielenia między kontynenty stałych miejsc w Radzie Bezpieczeństwa. Któż, jeśli nie Brazylia, miałby być przedstawicielem Ameryki Południowej? Być może więc jest to znak, iż swoisty środek ciężkości w stosunkach międzynarodowych skupiony obecnie w hegemonicznej pozycji Stanów Zjednoczonych, dozna rozproszenia w kierunku innych państw, pretendujących do miana światowych mocarstw? Wizja ta staje się tym bardziej prawdopodobna, im bardziej na znaczeniu będzie tracić pogrążona w impasie Europa, której przywódcy wydają się nie dostrzegać zbliżających się zagrożeń i wyzwań. Także ostatnia podróż prezydenta Obamy do Chin była próbą skuszenia Chińskiej Republiki Ludowej do ściślejszej współpracy, a co za tym idzie, jej zachwiana w ramach grupy BRIC. Chińczycy zdają się być jednak zbyt wytrawnym graczem, aby na rzecz polepszenia relacji z USA zrezygnować ze swoich równie ważnych interesów w innych częściach globu.
Brazylia ma więc w ręku wszystkie asy. Jako kraj, którego stabilność polityczna na tle regionu wypada wyśmienicie, jest wiarygodnym partnerem w relacjach wszelkiej maści. Umiejętnie prowadzona polityka zagraniczna pozwala na utrzymywanie dobrych stosunków zarówno ze Stanami Zjednoczonymi, jak i tak od nich różnymi systemowo Chinami czy Rosją. Pomimo bycia absolutnym liderem Ameryki Łacińskiej, Brazylia wciąż umacnia współpracę z sąsiadami. Wspaniała, barwna kultura przysparza jej sympatii na całym świecie. Jednak w myśl stwierdzenia Balzaca: „Za każdą wielką fortuną kryje się zbrodnia”, za tą brazylijską idyllą kryją się niemałe problemy…
Nie wszystko złoto…
Problemy, które powodują, iż rząd brazylijski nie może skupić się wyłącznie na kreowaniu swojej pozycji w środowisku międzynarodowym. Programy, mające na celu wyciągnięcie z nędzy, w której znajduje się spora część społeczeństwa, przynoszą wprawdzie efekty, jednak skala ubóstwa jest tak ogromna, że pomimo sukcesów w tej materii, wciąż wymagane są olbrzymie nakłady środków finansowych i pracy. Choć rezerwy brazylijskie szacowane są na około 200 miliardów dolarów i rozwiązanie sprawy ubóstwa nie powinno sprawiać wielkich kłopotów, problemem pozostaje wciąż istnienie tak zwanej underclass, do wyeliminowania której nie wystarczą wyłącznie pieniądze. Brazylia jest doskonałym „modelem”, który pokazuje podział świata na bogatą Północ i biedne Południe. Obok bogatych przedstawicieli przemysłu i biznesu, w jaskrawym kontraście widoczna jest brazylijska bieda. A to napędza kolejny problem, z którym Brazylia musi sobie poradzić…
O ile nikt nie ma wątpliwości co do tego, iż Brazylijczycy świetnie poradzą sobie z organizacją igrzysk, o tyle istnieją poważne obawy, dotyczące bezpieczeństwa sportowców i kibiców. Smutną prawdą jest, iż Rio de Janeiro należy do miast z największym na świecie współczynnikiem morderstw na 1000 mieszkańców. Różnice społeczne potęgują tylko rozwój gangów i grup przestępczych, które dla żyjącego przez większą część swojego życia w slumsach przedstawiciela underclass, nie widzącego żadnych perspektyw na poprawę swej sytuacji, stanowią atrakcyjną alternatywę. Znacznie łatwiej bowiem wzbogacić się na kwitnącym w Ameryce Łacińskiej handlu narkotykami czy porwaniach. Nawet dla Europejczyka, przyzwyczajonego do doniesień o działaniach Cosa Nostry czy Camorry, skala przestępstw w Brazylii wydałaby się porażająca. Stanowi to największe wyzwanie dla rządu brazylijskiego, który pomimo imponujących osiągnięć wciąż musi walczyć o pozyskanie zaufania obywateli. Jeśli Brazylia nie chce zawieść świata, musi tak zintensyfikować swoje działania, żeby do 2016 roku ograniczyć ten problem do możliwie najmniejszych rozmiarów, aby każdy w Rio czuł się bezpiecznie.
Dzięki kampaniom na rzecz ochrony klimatu, sprawą, która coraz bardziej przebija się do światowej opinii publiczne,j jest problem Amazonii. Do połowy XX wieku, Brazylia rozwijała się głównie w miastach portowych (dwa największe miasta kraju to Sao Paulo i Rio de Janeiro, które leżą na wybrzeżu Oceanu Atlantyckiego). Od tego czasu jednak industrializacja przesunęła się w kierunku interioru i coraz większe połacie lasów były wycinane. Amazonia, która nazywana jest „płucami świata”, stała się oczkiem w głowie ekologów. Rozpoczęła się dyskusja, czy obszar ten należy wyłącznie do Brazylii, czy jest dobrem wszystkich społeczeństw. Rozwijająca się Brazylia musi zwracać uwagę na podnoszące się głosy protestu i w umiejętny sposób je zwalczać.
„Ameryka Łacińska na rozdrożu”
Problem nędzy, zorganizowanych grup przestępczych i, co za tym idzie, handlu narkotykami, nie dotyczy tylko Brazylii, ale także całego kontynentu. Choć Kolumbia jest bezkonkurencyjnym przodownikiem w produkcji i handlu kokainą, z narkotykami w mniejszym lub większym stopniu borykają się wszystkie państwa regionu. Tak jak w „kraju kawy”, tak i w innych państwach Ameryki Łacińskiej duża część społeczeństwa żyje w ubóstwie, a istniejące nierówności zapewniają gangom stały dopływ nowych członków. Choć pucze wojskowe zdarzają się coraz rzadziej, to w nie wszystkich państwach istnieją stabilne rządy w rozumieniu zachodnich standardów, bądź też rządy te, nie przez wszystkich postrzegane są jako wiarygodni partnerzy ( vide Wenezuela i Hugo Chavez ). Poza informacjami o puczu wojskowym w Hondurasie, przeprowadzonym ubiegłego lata i Peru, stale obecnym w polskiej polityce, w zasadzie na świecie słyszy się tylko o Brazylii i Wenezueli. Przepowiednie Carlosa Antionio Aguirre Rojasa, zawarte w książce „ Ameryka Łacińska na rozdrożu”, wedle których kraje tego regionu zaczną wkrótce odgrywać znaczącą rolę w stosunkach międzynarodowych, wydają się więc ciągle mało prawdopodobne. Trudno jednak przewidzieć, co się stanie, gdy Brazylii uda się uporać z problemami wewnętrznymi. Czy jako lider regionu stanie się wzorem do naśladowania dla innych państw i swoistym mędrcem, który, posiadając ogromne doświadczenie, pomoże im uporać się z ich własnymi wyzwaniami? Czy sposób prowadzenia polityki zagranicznej, w którym utrzymuje się dobre relacje zarówno ze Stanami Zjednoczonymi i państwami uznawanymi przez nie za niebezpieczne, jak i odległymi Chinami, Rosją i Indiami, zostanie przejęty przez inne państwa regionu?
Póki co trudno znaleźć odpowiedź na te pytania. W dzisiejszym świecie, gdzie wszystko zmienia się w tak zastraszającym tempie, trudno jednoznacznie odpowiedzieć, jak będzie wyglądała rzeczywistość międzynarodowa w niedługim nawet czasie. Jeśli jednak Chiny nie dadzą się skusić Stanom Zjednoczonym i nie osłabią swej chęci współpracy z państwami grupy BRIC, wydaje się wielce prawdopodobne, że wkrótce Brazylia będzie uznawana za jedno ze światowych mocarstw. Kluczem do zdobycia takiego statusu jest uporanie się z problemami wewnętrznymi, a przyznanie Rio de Janeiro organizacji Igrzysk Olimpijskich w 2016 roku stanowi doskonałą do tego motywację. Jeśli następca prezydenta Luli da Silvy będzie kontynuował jego politykę, być może Brazylia sprosta tym trudnym wyzwaniom. A wtedy kto wie… Może świat będzie tańczył sambę…
Artykuł ukazał się pierwotnie w gazecie "Notabene"



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje