Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Krzysztof Chaczko: Lieberman szefem MSZ - kiepski żart Netanjahu?


20 marzec 2009
A A A

Nazywany "rasistą”, "anty-demokratą” czy "wodzem” Awigdor Lieberman ma zostać szefem izraelskiej dyplomacji. Zdumiewające, iż trzeciej partii w Knesecie udało się przejąć to stanowisko, lecz jeszcze gorszy jest pomysł, iż ma to być właśnie Lieberman!

Tradycyjnie ministerstwo spraw zagranicznych, to po funkcji premiera najbardziej prestiżowe i wpływowe stanowisko w rządzie izraelskim. Zwykle zarezerwowane było dla największej partii, i przez długi czas nie podlegało w ogóle negocjacjom koalicyjnym z innymi ugrupowaniami. Z góry wiadomo było, iż ministrem spraw zagranicznych Izraela zostaje druga najbardziej wpływowa postać w partii, która wygrała wybory. W większości przypadków, zostawała ona następnie premierem Izraela.

Zgodnie z tą zasadą, w pierwszych rządach Dawida Ben Guriona, stanowisko to zajmował Mosze Szaret. W późniejszych gabinetach Ben Guriona, jaki w rządach Lewiego Eszkola, tę zaszczytną funkcję dzierżyła Golda Meir. Za czasów premierostwa Meir, Izrael na arenie międzynarodowej reprezentował jeden z najwybitniejszych dyplomatów w historii tego kraju – Abba Eban. Z kolei Menachem Begin zwykle stawiał na Icchaka Szamira, zaś Szamir jak był premierem – na siebie. W gabinecie Icchaka Rabina, ministrem spraw zagranicznych był obecny prezydent Izraela Szymon Peres. Gdy Peres został prezesem rady ministrów, swoją poprzednią funkcję oddał Ehudowi Barakowi, który kilka lat później także został premierem Izraela.

Jak to więc możliwe, że przyszły szef rządu izraelskiego – Benjamin Netanjahu, który przecież był ministrem spraw zagranicznych w rządach Ariela Szarona – chce powierzyć to stanowisko kontrowersyjnemu i radykalnemu Awigdorowi Libermanowi, z trzeciej partii w Knesecie? Parafrazując słowa Ophira Pines-Paza sprzed trzech lat, można powtórzyć, iż Lieberman na stanowisku ministra spraw zagranicznych, to jakiś (głupi) żart. Lieberman przecież sam w sobie jest zagranicznym zagrożeniem.

Na dobrą sprawę, to Netanjahu (Likud) nie powinien być w ogóle desygnowany na premiera. Wybory wygrała Kadima, a Tzipi Liwni, jako ustępująca minister spraw zagranicznych, była naturalnym kandydatem na premiera Izraela. Siła partii prawicowo-religijnych zadecydowała jednak, iż mam do czynienia z precedensem politycznym w tym kraju. Oto w wyniku poparcia mniejszych ugrupowań, drugiej najsilniejszej partii w parlamencie przypadła rola formowania rządu. Jedną z implikacji takiego, w pewnym stopniu ułomnego scenariusza, jest nad wyraz silna pozycja koalicyjna partii Liebermana – Israel Beitenu. Skoro zabraknie najsilniejszej Kadimy w gabinecie, to uzyskanie większości w parlamencie przez rząd konstruowany przez Netanjahu, zależeć będzie w głównej mierze od (średniej) partii Liebermana, która zdobyła 15 mandatów, prawie dwa razy mniej niż Likud i Kadima.

Szef Likudu został więc w pewnym stopniu zaszachowany przez Liebermana. Według izraelskiej prasy, nie dość, że lider Israel Beitenu wywalczył dla siebie stanowisko ministra spraw zagranicznych, to partii tej najprawdopodobniej przypadną także ministerstwa bezpieczeństwa publicznego, turystyki oraz infrastruktury. Dziwi postawa Netanjahu: żaden poprzedni premier Izraela, nie oddał tak istotnego stanowiska jak szefostwo dyplomacji, tak średniej partii jak Israel Beitenu. A przynajmniej od lat 90., każdy z nich funkcjonował w podobnych warunkach parlamentarnej fragmentaryzacji. Determinacja byłego premiera Izraela w ponownym zapewnieniu sobie stanowiska szefa rządu jest zaskakująca, i raczej źle wróży przyszłości tego gabinetu.  

A można przecież inaczej. W sytuacjach gdy dwie największe partie izraelskie zdobywały podobną ilość mandatów – jak np. w latach 80. – obowiązywał scenariusz tzw. rządów jedności narodowej. Nawet w przypadku liderów, których ambicie polityczne sięgały zenitu, możliwa była współpraca parlamentarna dwóch, największych partii, w oparciu o zasadę rotacji premiera. W taki sposób doszło do porozumienia koalicyjnego Peresa (Partia Pracy) z Szamirem (Likud), wedle którego, przez dwa pierwsze lata kadencji parlamentarnej (1984-86), szefem rządu był lider lewicy, zaś ministrem spraw zagranicznych szef prawicy, i odwrotnie, w następnych latach (1986-88), Szamir był premierem a Peres szefem MSZ. Obecna sytuacja w Knesecie sprzyja takiemu właśnie rozwiązaniu. Kadima oraz Likud łącznie posiadają prawie połowę mandatów. Zarówno Liwni jak i Netanjahu mają ambicje na fotel premiera. Więc co? Ano właśnie zachłanność polityczna. Skoro to lider Likudu, został desygnowany na premiera, to wydaje się, iż jego uporczywość w piastowaniu stanowiska premiera na zasadzie wyłączności, rozbija porozumienie z Liwni. Na to tylko czekał Lieberman.

Jeśli zaskakuje determinacja Netanjahu w konstruowaniu gabinetu pod swoim przywództwem, co nie jest pozytywnym symptomem, to tym bardziej przeraża rola jaką będzie odgrywał w tym rządzie Lieberman. Wszakże lider Likudu będzie chciał – jak w przeszłości – utrzymywać kruchą większość w Knesecie za wszelką cenę. Obiecanie szefowi Israel Beitenu posady ministra sprawa zagranicznych przez Netanjahu, zakrawa na mało śmieszny żart. Były wykidajło z nocnych klubów ZSRR, człowiek, który popierał swego czasu fanatyka Meira Kahane, żądał egzekucji arabskich posłów, którzy spotkali się z członkami Hamasu, chciał topić więźniów arabskich w Morzy Martwym i notorycznie nawołuje do usunięcia Palestyńczyków z Izraela, ma teraz reprezentować ten kraj na scenie międzynarodowej? Ma rozmawiać z Autonomią Palestyńską, z państwami arabskimi? Z USA, z UE? Zakładając nawet, iż Lieberman znacznie złagodnieje jako minister spraw zagranicznych, to polityk, który twierdził – być może w ,,szale” wyborczym – iż przydałoby się zniszczyć tamę w Asuanie i tym samym zatopić Egipt czy zbombardować Damaszek, nie powinien mieć do czynienia z międzynarodową dyplomacją. Po prostu.

Zatem, albo ja nie znam się na żartach, albo Netanjahu dyskredytuje się już w momencie konstruowania gabinetu. Wolę nie znać się na żartach…

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.