Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Łukasz Jeziorski: Siła internetu obalająca rządy

Łukasz Jeziorski: Siła internetu obalająca rządy


19 styczeń 2012
A A A

W chwili gdy piszę ten tekst Wikipedia oraz kilka innych amerykańskich serwisów internetowych na znak protestu przeciwko cenzurze internetu są zablokowane. W ich miejsce pojawiły się czarne strony na których zbierane są podpisy pod apelem o zaprzestanie próby ocenzurowania sieci.

Pierwszy raz internet jako medium organizowania walki z klasą polityczną użyto podczas zamieszek w Kiszyniowie. Dzień po ogłoszeniu wygrania wyborów przez komunistów w Mołdawii w kwietniu 2009, społeczność błyskawicznie skrzyknęła się w internecie by wyjść i protestować na ulicę Kiszyniowa. By zmobilizować jak największą ilość osób użyto chatroomów, Facebooka oraz Twittera.  Protest ten został dość szybko i brutalnie stłumiony.

Kolejnym przykładem jest jaśminowa rewolucja w Tunezji, tutaj co prawda internet nie był ogniwem zapalnym dla ruchu protestacyjnego. Było nim samospalenie się bezrobotnego po zarekwirowaniu jego straganu przez policję, jednak internet odegrał decydującą rolę o czym informowały światowe media. Wspomniane media poszukując dodatkowej sensacji uznały, że duży wpływ na rewolucję miały ujawnione przez serwis WikiLeaks depesze amerykańskich dyplomatów a konkretnie ich treść, która wyjawiła ułomności administracji prezydenta Tunezji. Przez cały okres trwania protestów mówiono o istotnej roli jaką odegrał internet by zebrać protestujących, konkretnie wspomniano o Facebooku, Twitterze oraz YouTube. Doszło nawet do aresztowań blogerów oraz do działań mających na celu włamanie się do kont w powyższych serwisach organizatorów. Do tych działań zaangażowano wyspecjalizowane agendy rządowe by następnie usunąć te konta i pozbawić ludzi źródeł agitacji.

Internet posiada kolejną tubę wyzwoleńczą, którą jest blog Aleksieja Nawalnego. Aleksiej Nawalny to 36-letni moskiewski bloger, absolwent prawa, jest żonaty i ma dwójkę dzieci. Za działalność przeciwko reżimowi Nawalny odsiedział również 15 dni w areszcie, oficjalnie za „stawianie oporu”.

Skąd człowiek nie będący blisko Kremla wszedł w posiadanie tak wrażliwych informacji, które następnie publikował na blogu ? Otóż Aleksiej Nawalny nabywał akcję największych rosyjskich przedsiębiorstw – koncernów paliwowych, banku narodowego czy też Gazpromu. Dzięki tym działaniom jako akcjonariusz firmy mógł domagać się raportów finansowych, informacji o podejmowanych uchwałach przez zarządy firm czy też o zawieranych przez firmy kontraktach. Dzięki swojemu kierunkowemu wykształceniu Nawalny bardzo szybko odkrył nieprawidłowości oraz malwersacje finansowe rosyjskich gigantów o których następnie informował internautów za pomocą swojego bloga. Nawalny był tak skuteczny, że przez jego działania pracę straciło wielu managerów i dyrektorów rynkowych gigantów które były pod jego lupą. Nawalny udowodnił też złamanie prawa samemu Putinowi – chodzi o kierowanie samolotem gaśniczym bez uprawnień podczas wielkich rosyjskich pożarów. Aleksiej Nawalny planuje obecnie założyć partię polityczną, deklaruje jednak, że nie wystartuje w marcowych wyborach. Nie planuje również zostawić ich samych sobie – Nawalny wspomina o wielkim marszu protestacyjnym mającym zmobilizować aż milion osób.

Wiele źródeł wspomina o naciskach na usuwanie kont społecznościowych Aleksieja Nawalnego oraz o grupach hackerów będących na usługach FSB, które mają za zadanie uniemożliwić działanie jego bloga. Ataków na blog Nawalnego przeprowadzono bardzo wiele, wiemy tylko o skutecznych. Jednak Nawalny za każdym razem wstaje niczym feniks z popiołu coraz silniejszy, bo wie, że jego działanie ma sens i skutecznie uciera nosa ludziom z najwyższych sfer władz.

Amerykańska sekretarz stanu Hilary Clinton, wstawiła się poniekąd za Nawalnym mówiąc, że „rosyjskie władze uważają wolny internet za zagrożenie”. Powyższe zdanie zdenerwowało Siergieja Ławrowa, który wcześniej zablokował w imieniu Rosji deklarację OBWE o wolności w sieci. Pani Clinton wykazała się jednak hipokryzją, gdyż największa burza dotycząca wolności w sieci dzieje się właśnie w Ameryce i to właśnie przeciwko rządowi Stanów Zjednoczonych m. in. Wikipedia dziś zbiera podpisy pod petycją.