Maciej Konarski: Tajemnice generała Kazini
Zapewne nigdy nie dowiemy się, czy były szef ugandyjskiej armii naprawdę zginął z rąk swej kochanki, czy też ktoś jeszcze pomógł mu rozstać się ze światem. Tak czy inaczej generał Kazini zabrał do grobu wiele tajemnic o bezwzględnej okupacji Konga w latach 1998-2003.

Teoretycznie nie jest to wydarzenie warte większej uwagi – ot, obyczajowy dramat, w jakimś zapomnianym kraju w środku Afryki. W rzeczywistości jednak, niewielka, niespełna 30-milionowa Uganda odgrywa na kontynencie nieproporcjonalnie dużą rolę w stosunku do swych rozmiarów i położenia. Rządzący od 1986 r. Prezydent Yoweri Museveni (uznawany za jednego z najbliższych sojuszników USA w regionie) ze względu na swą przebiegłość, ambicje i agresywną politykę zagraniczną bywa czasem nazywany „afrykańskim Bismarckiem”. W ciągu ostatnich dwudziestu lat Museveni maczał palce w niemal każdym większym konflikcie w tym rejonie świata, stąd nagła i nie do końca wyjaśniona śmierć jego eks-sojusznika może budzić wiele pytań. Zwłaszcza biorąc pod uwagę jak wiele wiedział – i ile miał na sumieniu – zabity generał.
Zawsze u boku prezydenta
Życiowe drogi Kaziniego i Museveniego przecięły się pierwszy raz w 1984 r., gdy przyszły prezydent był zaledwie jednym z wielu ugandyjskich watażków, których prywatne armie walczyły o władzę nad pogrążonym w chaosie krajem. Kazini zdezerterował wówczas z szeregów innego rebelianckiego ugrupowania, by przyłączyć się do sił Museveniego. Wkrótce dosłużył się funkcji szefa ochrony generała Salima Saleha – jednego z dowódców armii Museveniego, a prywatnie brata przyszłego prezydenta.

Kongijska wojna (wojny) domowa to już całkiem osobny temat – nie ma tu miejsca na opisywanie jej zawiłości. Dość powiedzieć, że był to najkrwawszy konflikt zbrojny na świecie od 1945 r. (kosztował życie blisko 5 milionów ludzi) - nazywany niekiedy „pierwszą afrykańską wojną światową”. Uganda, wraz z sąsiednimi Rwandą i Burundi oraz kilkoma kongijskimi ugrupowaniami rebelianckimi („Koalicja Wielkich Jezior”), walczyła wówczas o obalenie prezydenta Laurenta-Désiré Kabili, którego rządów w Demokratycznej Republice Kongo broniły z kolei Angola, Namibia i Zimbabwe. W wojnie, toczącej się z przerwami od 1996 do 2003 r., wzięło udział osiem sąsiednich państw i Bóg jedyny wie ile rebelianckich ugrupowań – zarówno z Konga jaki i spoza jego granic. W którymś momencie załamały się dotychczasowe sojusze i wszyscy walczyli już ze wszystkimi, ku radości międzynarodowych koncernów i handlarzy surowcami bezkarnie grabiących ten bogaty kraj.
Kazini zapisał w tej historii krwawą kartę. Oddziały, którymi dowodził dopuściły się licznych mordów i gwałtów na okupowanych terytoriach Konga, a jego arbitralne posunięcia przyczyniły się do wybuchu konfliktu etnicznego w prowincji Ituri i rozpadu ugandyjsko-ruandyjskiego sojuszu. W 2001 r. Kazini musiał wrócić do kraju, gdy jego żołnierze wdali się w krwawe walki z Ruandyjczykami w pobliżu kongijskiego miasta Kisangani, co spowodowało ostateczny koniec „Koalicji Wielkich Jezior”.
Kazini zasłynął jednak przede wszystkim swą rolą w grabieży i nielegalnym obrocie kongijskimi bogactwami naturalnymi. Raporty ONZ z lat 2000 i 2002 wymieniały go imiennie jako jedną z osób najbardziej zaangażowanych w proceder plądrowania Konga (jeśli chodzi o Ugandyjczyków, to na liście znaleźli się jeszcze Salim Saleh, szef wywiadu Noble Mayombo oraz Kahinda Otafiire – prezydencki doradca ds. Konga).
A było co rabować – nie bez kozery Kongo jest przecież określane mianem „geologicznego skandalu”. Natura obficie obdarzyła ten kraj (a zwłaszcza jego wschodnie prowincje) złożami miedzi, cynku, kobaltu, srebra, złota, diamentów, manganu i uranu. Występują tam również obficie german, ołów i żelazo. Gdy ugandyjskie wojska zajęły wschodnie prowincje Konga, ich dowódcy szybko wywęszyli możliwość łatwego zarobku. Z zajętych przez siebie kopalni okupanci wywozili cały urobek. Opróżniano magazyny, sklepy, plantacje i banki ze wszystkich cennych towarów i pieniędzy. Zdobyte dobra częściowo transferowano do rodzinnych krajów, a częściowo lądowały one w kieszeniach lokalnych dowódców i żołnierzy. Raporty ONZ wskazują Kazini wielokrotnie sam organizował wielkie akcje rabunkowe. Gdy pierwsza fala rabunków opadła, okupanci przystąpili do bardziej zorganizowanej i systematycznej eksploatacji. Na okupowanych obszarach rychło zainstalowały się firmy powiązane z reżimem Museveniego, które wraz z wojskami okupacyjnymi utworzyły monopolistyczną siatkę, kontrolującą każdą dziedzinę życia gospodarczego we wschodnim Kongo, bezlitośnie eksploatując miejscową ludność. Z błogosławieństwem władz dokonywano rabunkowego wydobycia surowców i wycinania lasów. Często korzystano przy tym darmowej siły roboczej „organizowanej” przez wojsko, w tym również dzieci. Eksploatacji dokonywano bez najmniejszego choćby uwzględnienia jej wpływu na środowisko naturalne i bez zachowania jakichkolwiek norm bezpieczeństwa. Kazini zaangażował się grabież i nielegalny obrót kongijskimi bogactwami naturalnymi do tego stopnia, że oskarżano go wręcz o przekroczenie rozkazów prezydenta Museveniego. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak przyznać, że w grabieży Konga brali udział wszyscy uczestnicy tego konfliktu.
Po powrocie do kraju na Kaziniego spadł grad zaszczytów, którego ukoronowaniem był awans na stanowisko szefa sztabu ugandyjskiej armii – a więc de facto dowódcy sił zbrojnych. W ten sposób prezydent Museveni ostentacyjnie odniósł się do zarzutów stawianych przez ONZ jego zausznikowi. W 2003 r. Kazini osobiście poprowadził ofensywę przeciwko rebeliantom ze słynnej z porywania dzieci „Armii Bożego Oporu” (LRA), których bazy znajdowały się naówczas w południowym Sudanie.
Aby zachować jakiekolwiek pozory prezydent zdecydował się jednak powołać komisję śledczą ws. nadużyć w Kongu, na której czele stanął sędzia David Porter. Kazini mimo iż był jednym z głównych podejrzanych, wielokrotnie unikał stawienia się przed komisją, by pojawiwszy się wreszcie przed obliczem jej członków dać koncertowy popis cynizmu. Na zarzut, iż złamał prezydencki rozkaz zakazujący wspierania kongijskich biznesmenów generał odpowiedział: „Nie przeciwstawiłem się prezydentowi Wysoki Sądzie, ja jedynie byłem elastyczny”.
Mimo, iż sędzia Porter zarzucił Kaziniemu wielokrotne krzywoprzysięstwo, w 2005 roku, śledztwo przeciw generałowi umorzono.
Upadek
W czerwcu 2003 r. Kazini został zwolniony ze stanowiska szefa sztabu armii. Oficjalnie dymisję umotywowano koniecznością uzupełnienia przez Kazniniego braków w wojskowym wykształceniu. Byłego dowódcę armii zgodnie z najlepszymi sowieckimi wzorcami skierowano więc do akademii wojskowej w nigeryjskiej Abudży. Wieść gminna głosiła jednak, że oenzetowskie oskarżenia wobec Kaziniego stały się już na tyle głośne, że Museveni chcąc oczyścić atmosferę nakazał generałowi zejść z oczu opinii publicznej. Inna sprawa, że wokół generała narastały oskarżenia o niejasne powiązania. Kazini znany był bowiem z rozrywkowego trybu życia. Uwielbiał muzykę (był właścicielem orkiestry dętej) i piłkę nożną. Był również zaangażowany w wiele przedsięwzięć finansowych (np. w biznes hotelarski).
Już w 2002 r. pojawiły się niejasności w sprawie uzyskiwanych przez Kaziniego darowizn, lecz gwoździem do jego trumny stała się tzw. sprawa „martwych dusz”. Kaziniego i kilku innych generałów ugandyjskiej armii oskarżono o wykreowanie w armijnej dokumentacji 24 tysięcy nieistniejących żołnierzy i zagarnięcie przysługującego im żołdu. Kazini miał w ten sposób narazić budżet państwa na utratę 600 miliardów ugandyjskich szylingów. Spekulowano, że cała sprawa mogła być również przykrywką dla nielegalnego handlu bronią.
W grudniu 2003 r. Kazini stanął przed sądem. Po ciągnącym się pięć lat procesie uniewinniono go z zarzutu nadużywania stanowiska, oszustwa i fałszowania dokumentów, lecz skazano na trzy lata więzienia za marnotrawstwo funduszy państwowych. Dzięki kaucji generał uniknął więzienia. Proces ciągnął się tymczasem nadal, gdyż Kazini odwoływał się w sądach kolejnych instancji pod pretekstem, że trybunał wojskowy nie miał kompetencji by sądzić go pod zarzutem korupcji (w chwili śmierci Kaziniego kwestię tę wciąż rozpatrywał sąd najwyższy). Pozostałych generałów oskarżonych w tej sprawie oczyszczono z zarzutów, a nawet awansowano.
Tajemnice pozostaną tajemnicami?
Gdy zamordowany zostaje człowiek o tak niejasnych powiązaniach i przeszłości jak Kazini mają prawo pojawić się różne pytania. Tym bardziej, że nie wszystkie okoliczności śmierci generała pozostają jasne. Świadkowie twierdzą, że rany które otrzymał zmarły były zbyt głębokie, aby mogły zostać zadane ciosem metalowego pręta. Przypominają raczej ślady po ciosie ostrym narzędziem (siekiera, maczeta), co mogłoby oznaczać, iż w śmierć Kaziniego zaangażowany był ktoś trzeci. Żona generała publicznie wyraziła wątpliwości, czy młoda kobieta taka jak Draru mogłaby samodzielnie zabić jej męża. Niektórzy parlamentarzyści już zażądali śledztwa w tej sprawie.
Bez względu na to, czy Kazini rzeczywiście zginął w wyniku sprzeczki kochanką, czy też jego śmierć miała jakieś głębsze motywy, jedno jest pewne – zabrał ze sobą do grobu wiele tajemnic reżimu Museveniego. Wiedział przecież wiele, chociażby o kulisach kongijskiej wojny, prawdziwej roli prezydenta w procederze grabieży kongijskich bogactw naturalnych, o interesach jakie w pogrążonym w wojnie kraju robiły szacowne zachodnie koncerny. No ale cóż, ciemne sprawki często pozostają na zawsze w cieniu.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje