Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Magdalena Górnicka: Ameryka nie całkiem zielona


29 czerwiec 2009
A A A

Ustawa ograniczająca emisję gazów cieplarnianych nie jest ważna ze względu na procentowe limity, lecz na fakt, że  Ameryka dobrowolnie się ogranicza.

Stany Zjednoczone praktykują na arenie międzynarodowej politykę altruizmu rozumianego jako najbardziej wyrafinowana forma egoizmu. Często USA są motorem napędowym zmian w skali globalnej: kreślą projekty, budują koalicje. Gdy przychodzi co do czego, często jednak wycofują się tylnymi drzwiami. Tak było na przykład z protokołem z Kioto.

Nie przeszkodziło to oczywiście w ekoszaleństwie, które ogarnęło kraj, jak Stany długie i szerokie. Gwiazdy Hollywoodu budują domy zasilane energią słoneczną, podobne rozwiązanie wprowadza Wal-Mart, a "zieloni" politycy - za sprawą Nobla dla Ala Gore'a - wchodzą do mainstreamu. Słowem: indywidualny altruizm - jak najbardziej, altruizm narodowy - w żadnym wypadku.

Ma to swoje uzasadnienia w indywidualizmie rozumianym na zasadach "prawa Kalego". Nie dotyczy ono jednak wyłącznie obowiązków, ale rozciąga się także na przywileje (ja sama mogę, ale nie mogę nikogo zmuszać), co niweluje brutalność pierwotnej zasady.

Kilka lat temu, gdy kapitalizm i wolny handel  były prawdami powszechniej przyjmowanymi niż te zawarte w Biblii, podczas ostatniej rundy negocjacji WTO, Stany Zjednoczone usilnie propagowały tę ideę, samemu jednocześnie stosując subsydia na eksport bawełny.

Runda Doha z wielką ostrością ujawniła rozziew pomiędzy deklaracjami składanymi przez duże i silne państwa, a ich rzeczywistym postępowaniem.

Dzisiaj miejsce idei wolnego handlu zajęła ekologia - nowa świecka globalna religia. I znowu - USA są w czołówce wyznawców. Tym razem jednak oprócz deklaracji i jednostkowych działań, Stany zjednoczyły się w walce z globalnym ociepleniem.

Nie bez znaczenia jest też fakt, że wejście w życie ustawy uniezależni w pewnym stopniu USA od węgla, ropy naftowej i gazu ziemnego. Amerykanie doskonale pamiętają kryzys energetyczny z lat 70. i zrobią wszystko, by się on nie powtórzył. Ustawa realizuje więc bardzo ważny interes USA.

Co więcej, sama ustawa - chociaż nazywana historyczną - jest bardziej symbolem niż rzeczywistym ograniczeniem. Przyznaje to zarówno Barack Obama, jak i Al Gore, nazywając ją "początkiem" bądź "pierwszym krokiem".

Pierwszy krok, owszem, bywa spektakularny, ale często także jedyny. Dużo zależy od determinacji Baracka Obamy - prezydent ma bowiem komfortową sytuację - Kongres jest zdominowany przez Demokratów, a Republikanom trudno sformułować jeden front. Problem w tym, że z jednością trudno bywa i u Demokratów. Dlatego w Izbie Reprezentantów ustawa ta przeszła zaledwie siedmioma głosami. Demokratyczni kongresmani reprezentują interesy wyborców swojego okręgu - często deklarujących poparcie dla idei walki z globalnym ociepleniem, dopóki nie wymaga to ograniczeń z ich strony.

Barack Obama, jako prezydent, ma też moc przekonywania i jednoczenia wyborców. Pomocne mogą w tym być działania realizowane na wzór tych z czasów kampanii wyborczej - opartej na lokalnych społecznościach. Jeśli się mu uda wypracować system przekonywania wyborców do ważnych, ale odważnych projektów, właśnie to będzie zasadnicza zmiana, a nie limity 20-procentowego obniżenia emisji gazów cieplarnianych do 2020 roku.

Barack Obama, który podczas kampanii wyborczej skupiał się na polityce wewnętrznej, póki co - łatwiej odnajduje się w polityce zagranicznej, pomimo braku doświadczenia i nieustannych  kryzysów na arenie międzynarodowej. Jego przemówienia są przyjmowane jako przełomowe, a najmniejsze działania - uznawane za spektakularne. Jednak ani Niemcy, ani Palestyńczycy, ani Rosjanie czy Polacy, nie odczują na własnej skórze strukturalnych reform wprowadzanych przez Obamę - nawet jeśli są one Ameryce (i światu) potrzebne.

Prezydent zaczyna chyba rozumieć, że najtrudniej być prorokiem we własnym kraju.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.