Magdalena Górnicka: Zielona rewolucja
Kiedy Al Gore na początku lat 80. zainteresował się problemem globalnego ocieplenia, wielu uważało to za pasję porównywalną do gry na saksofonie czy zbierania znaczków. Dzisiaj ekologia stała się narzędziem walki politycznej.
Za prezydentury Billa Clintona, Al Gore wydał pierwszą książkę poświęconą ekologii – „Ziemia w równowadze” [Earth in the Balance] i choć znalazła się na liście bestsellerów New York Times'a, nie wywołała szerszej dyskusji w kraju ani na świecie. Przez całe lata 90. amerykańscy politycy spychali środowisko naturalne na dalszy plan. Liczyła się przecież gospodarka, której przecież nie można rozwijać bez zatruwania atmosfery, [głupcze]!
Wyrazem ignorancji wobec problemów związanych z globalnym ociepleniem, było nie ratyfikowanie przez Kongres Protokołu z Kioto, uchwalonego przez ONZ dziesięć lat temu.
Protokół zakładał zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych do 2012 roku o 5 proc. w stosunku do roku 1990, co przy zakładanym rozwoju gospodarczym i zwiększonej emisji dwutlenku węgla, miało być mniejsze aż o 30 proc. Podczas kampanii prezydenckiej w 2000 roku Al Gore w swoim programie zapowiadał, że zrobi wszystko, by Stany Zjednoczone ratyfikowały postanowienia z Kioto.
Tymczasem George Bush, z którym Gore przegrał walkę o prezydenturę, uważa, że protokół nie traktuje równo wszystkich państw. Chodzi przede wszystkim o Chiny i Indie, których nie dotyczą restrykcyjne normy ograniczania emisji gazów. Państwa te nie brały aktywnego udziału w procesie globalnej industrializacji, która podawana jest za przyczynę obecnego stanu zanieczyszczeń atmosfery.
Bush zaznacza tymczasem, że USA obecnie straciły prymat w emisji dwutlenku węgla na rzecz Chin, które mimo to nie muszą jej redukować.
Dopiero książka Ala Gore'a i zrealizowany na jej podstawie film „Niewygodna prawda” [An inconvenient truth] rozpoczęły dyskusję na temat globalnego ocieplenia.
Początkowo nic nie zapowiadało światowego sukcesu krucjaty „byłego przyszłego prezydenta USA”, jak lubi określać się Gore. Jeździł on po prostu po całym kraju i wygłaszał wykłady, ilustrując je prezentacją w power poincie.
Większość ludzi była wstrząśnięta tym, o czym opowiadał Gore. Większość Europejczyków wie, że lodowce Grenlandii topnieją. Amerykanom taka wiadomość otwierała oczy - tym bardziej, że sprawa z topniejącą Grenlandią nie jest taka prosta, jak może się wydawać: nie chodzi o to, że cała wyspa stopnieje, ale o to, że grozi jej ześlizgnięcie z podłoża, na którym się znajduje. To właśnie ma spowodować te wielkie powodzie, które mogą zatopić m.in. Nowy Jork.
„Niewygodna prawda” w samych Stanach zarobiła 24 mln dolarów, a entuzjastyczne przyjęcie w Sundance czy w końcu Oscar za najlepszy film dokumentalny udowodniły, że kwestie ekologii nie są Amerykanom całkiem obojętne.
Republikanie chłodno odnosili się do rewelacji byłego wiceprezydenta. Podczas zeszłorocznej wizyty w Houston, bastionie Republikanów, miejscowa gazeta, "Houston Chronicle" nie poświęciła wykładowi Gore'a ani słowa. To zadziwiające, tym bardziej, że do Houston Gore nie pojechał jako ekologiczny fanatyk wyświetlający slajdy z zatopionymi miastami, ale jako uznany obrońca środowiska naturalnego, którego książka i film stały się przebojami.
George Bush nie mógł jednak milczeć, gdy cały kraj dyskutował o globalnym ociepleniu. Stwierdził, że owszem, jest to kwestia ważna, ale nie jest w stu procentach dowiedzione, że za globalne ocieplenie odpowiadają ludzie i ich działalność przemysłowa.
Jednak największym krytykiem Gore'a jest inny Republikanin, Jim Inhofe, senator z Oklahomy, szef Senackiej Komisji Środowiska i Robót Publicznych. Globalne ocieplenie nazwał „bzdurą” i ostro skrytykował partyjnych kolegów, którzy zajęli się problemem na serio. Arnoldowi Schwarzeneggerowi zarzucił, że mają na niego wpływ „lewackie hollywoodzkie elity”, a troskę o środowisko Johna McCaine'a uznał za element kampanii prezydenckiej.
Jednak w tym czasie ekologia zdążyła stać się monetą przetargową w światowej polityce. Globalne ocieplenie podniosło temperaturę wód w Oceanie Indyjskim, co natomiast zaburzyło rytm monsunów, przez co subsaharyjska Afryka cierpi na niedostatki wody. Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki Moon właśnie globalnym ociepleniem tłumaczy konflikt w Darfurze: walka między arabskimi nomadami i czarnoskórymi rolnikami nie ma jedynie podłoża etnicznego i kulturalnego. Wszystko zaczęło się od suszy, która nęka południowy Sudan od przeszło dwóch dekad. Do tej pory Arabowie korzystali z ziem farmerów, aby wypasać swoje bydło. Kiedy nastała susza, rolnicy przestali wpuszczać Arabów na swoje ziemie w obawie o i tak pogarszające się plony. W opublikowanym w czerwcu tego roku przez „Washington Post” artykule Ban Ki Moon zadaje pytanie, czy po wojnach o ropę naftową, nie przyjdzie czas na wojny o wodę.
Pokojowa nagroda Nobla dla Ala Gore'a tylko potwierdziła wagę tematu globalnego ocieplenia. Wkrótce potem zwolennicy byłego wiceprezydenta rozpoczęli kampanię na rzecz jego powrotu do polityki. Sondaż przeprowadzony tuż po otrzymaniu Nobla, dawał Gore'owi 13 proc. poparcia. Do ponownego ubiegania się o prezydencki fotel namawiał go też były prezydent, Jimmy Carter. Bezskutecznie.
Tymczasem ekologia stała się ważnym punktem programu innych kandydatów, zwłaszcza mającej najwyższe notowania w swojej partii, Hillary Clinton. Przygotowała ona projekt utworzenia Strategicznego Funduszu Energii [Strategic Energy Found], który otrzyma z budżetu 50 miliardów dolarów na badania nad odnawialnymi źródłami energii, zminimalizowaniem strat energii, czy biopaliwami. Zapowiada przy tym, że kieszenie podatników tego nie odczują. „Dam koncernom przemysłowym wybór: zainwestujcie w odnawialną energię albo płaćcie składki na fundusz, który się tym zajmie” - pisze w swoim programie.
I choć Al Gore powtarza, że ekologia to nie kwestia polityki, tylko moralności, sumienia wobec przyszłych pokoleń, stała się ona jej częścią. Prawdopodobnie problem ochrony środowiska naturalnego będzie wędrował coraz pocześniejsze miejsca w programach wyborczych. Dotyczy to zwłaszcza krajów wysoko rozwiniętych, które uporały się z bezrobociem i inflacją. Tak jak ludzie sukcesu, pozostawiający wielkie miasta dla leśnej głuszy, będą chciały powrócić do natury.
Źródła:
http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2007/06/15/AR2007061501857.html
www.epw.senate.gov/speeches.cfm?party=rep.
www.hillaryclinton.com


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje