Marcin Kaczmarski: Salomonowy werdykt
-
Marcin Kaczmarski, Polska Zbrojna
Komisja powołana przez Unię Europejską wydała iście salomonowy werdykt w sprawie ubiegłorocznej wojny rosyjsko-gruzińskiej: konflikt rozpoczęła Gruzja, ale Rosja nieproporcjonalnie użyła siły.
Takie rozwiązanie ratuje prezydenta Saakaszwilego, którego część elit zachodnich chętnie widziałaby jako całkowicie skompromitowanego. Jest też ukłonem w stronę Moskwy, a dodatkowo podkreśla, że gdyby nie misja Unii w zeszłym roku, wojna mogłaby przybrać dużo większe rozmiary. Pojawia się jednak pytanie: dlaczego Unia Europejska i Stany Zjednoczone nie zareagowały wcześniej i nie próbowały zapobiec kryzysowi. Wojna rosyjsko-gruzińska nie mogła być zaskoczeniem dla żadnego uważnego obserwatora przestrzeni poradzieckiej. Zarówno strona gruzińska, jak i rosyjska wysyłały sygnały, że konflikt wokół Abchazji i Osetii Południowej zamierzają rozwiązać po swojemu. Jeśli będzie trzeba, z użyciem siły zbrojnej.
Rosyjskie prowokacje
Prezydent Saakaszwili z przywrócenia obu oderwanych prowincji uczynił najważniejszą obietnicę swojej prezydentury, co w pewnym sensie pozbawiało go pola manewru. Z kolei Rosja kilkakrotnie demonstrowała gotowość do konfliktu z Gruzją. W 2006 roku zorganizowała kampanię antygruzińską w odpowiedzi na aresztowanie czterech oficerów pod zarzutami szpiegostwa. Rok później tuż obok gruzińskiej wioski spadła rakieta, najprawdopodobniej rosyjska. Do tego doszły liczne mniejsze prowokacje wokół Abchazji i Osetii Południowej. Po uznaniu przez Zachód niepodległości Kosowa Rosja niedwuznacznie wskazywała, że bardziej zaangażuje się w relacje z gruzińskimi parapaństwami. Ani Waszyngton, ani Bruksela nie przygotowały się jednak na konflikt zbrojny, nie próbowały ostrzec ani jednej, ani drugiej strony przed jego skutkami.
Przyczyn należałoby szukać w wyobraźni politycznej, ograniczonej wskutek zwycięstwa w zimnej wojnie. Zgodnie z obowiązującym paradygmatem myślenia użycie siły było wyłączną prerogatywą Zachodu. W takim podejściu kryją się dwa istotne problemy polityki zagranicznej państw wspólnoty transatlantyckiej – brak adekwatnej reakcji na sygnały wysyłane przez innych aktorów oraz odpowiedzialności za politykę wobec mniejszych państw.
Polityka jest w pierwszej kolejności sztuką osiągania tego, co możliwe. Racje moralne siłą rzeczy mają mniejsze znaczenie. Rosyjskie ambicje powstrzymania prozachodnich dążeń Gruzji były oczywiste przynajmniej od roku 2004 (początkowo reakcja Moskwy na rewolucję róż w 2003 roku dawała powody do umiarkowanego optymizmu). Wraz z rosnącą asertywnością rosyjskiej polityki nietrudno było przewidzieć, że Kreml sięgnie po wszelkie możliwe narzędzia, by zahamować planowane rozszerzenie NATO. Zakładano jednak, że historia się powtórzy – rosyjski sprzeciw po pewnym czasie ucichnie, a agresywnej retoryce nie będą towarzyszyć inne działania. I zamiast próbować znaleźć wyjście, które, nie naruszając gruzińskiej suwerenności, osłabiłoby wojowniczość Rosji, podkreślano, że NATO zostanie rozszerzone, zaś Abchazja i Osetia Południowa są częściami Gruzji, i w żadnym razie nie można ich porównywać do Kosowa. Co gorsza, oprócz publicznych deklaracji tego typu prezydent Saakaszwili musiał słyszeć podobny ton w prywatnych rozmowach z decydentami zachodnimi.
Duch Jałty
Oczywiste jest, że inna linia postępowania Zachodu niosłaby ze sobą poważne ryzyko. Zgoda na nierozszerzanie NATO mogłaby zachęcić Rosję do eskalacji żądań i osłabić pozycję państw zachodnich na całym obszarze poradzieckim. Wywołałaby szeroki sprzeciw opinii publicznej, wśród której łatwo rozprzestrzeniają się oskarżenia o powrót do „ducha Monachium i Jałty”. Jednak zarówno początkowy brak jakiejkolwiek możliwości udzielenia realnej pomocy Gruzji, jak i wynegocjowanie porozumienia, którego Rosja od początku nie zamierzała przestrzegać, a następnie bardzo szybki powrót do normalnych relacji z Kremlem osłabiły tę pozycję dużo bardziej, niż mógłby to uczynić wcześniejszy kompromis. Jednocześnie te działania nie dały jasnej odpowiedzi na pytanie pozostające w kontekście wzrostu napięcia w relacjach rosyjsko- ukraińskich aktualne: które z sygnałów ostrzegawczych Moskwy należy traktować nie tylko jako propagandę, ale też zapowiedź działań?
Artykuł ukazał się w Polska Zbrojna . Przedruk za zgodą Redakcji.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje