Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Rafał Rozmus: Bliskowschodnie grzęzawisko Obamy

Rafał Rozmus: Bliskowschodnie grzęzawisko Obamy


18 luty 2009
A A A

Obama stoi przed trudnym zadaniem. Kryzys finansowy i koncentracja na sprawach ekonomicznych odciąga jego uwagę od wydarzeń w regionie bliskowschodnim, które komplikują się jak nigdy wcześniej.

W kampanii prezydenckiej Barack Obama miał jasno zdeklarowane cele swojej polityki bliskowschodniej. Zapowiedział wycofanie wojsk z Iraku w przeciągu szesnastu miesięcy od objęcia prezydentury i przerzucenia ich części w rejon Afganistanu. Podczas debat prezydenckich szumnie zapowiadał też zniszczenie Al-Kaidy, której eliminację uznał za priorytet bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych.

Już wtedy też wiadomo było, że część z jej kierownictwa ukrywa się w Wazyrystanie na pograniczu afgańsko-pakistańskim, jednak Obama zapewniał, że nie będzie atakował części tego obszaru należącego do Pakistanu. Rzeczywistość okazała się inna i Amerykanie nie raz już ostrzelali te tereny. Śmierć, co prawda, poniosło dwóch liderów Al-Kaidy współodpowiedzialnych za ataki w Bombaju, ale większych wymiernych korzyści nie można zauważyć, a wręcz przeciwnie doszło do zadrażnienia stosunków z Pakistanem. Obecnie to Afgan-Pak, jak powszechnie nazywany jest problem Afganistanu i Pakistanu, zyskał największy priorytet w polityce zagranicznej USA. W tym celu Obama powołał Richarda Holbrooke’a, byłego ambasadora USA przy ONZ,  jako specjalnego przedstawiciela USA ds. Afganistanu i Pakistanu.

Dzień po krwawych zamachach Talibów na afgańskie ministerstwo sprawiedliwości oraz ministerstwo oświaty, w których zginęło 26 ludzi, a 55 zostało rannych, Holbrooke przybył do Afganistanu. Z rozkazu Obamy odbył rozmowę z byłym premierem, Nawazem Sharifem oraz wybrał się w podróż objazdową po plemiennych terenach Afganistanu, na których ukrywają się członkowie Al-Kaidy oraz prawdopodobnie członkowie innej organizacji terrorystycznej, Jalaluddin Haqqani - współodpowiedzialnej za ataki na budynki rządowe w Kabulu.

Natomiast zapowiadany termin wycofania wojsk z Iraku w przeciągu szesnastu miesięcy został ostatnio wstrzymany przez Obamę. Kończący misję w Iraku amerykański ambasador, Ryan Crocker ostrzegał Obamę, że zbyt szybkie wycofanie się z nad Eufratu może przynieść negatywne konsekwencje dla bezpieczeństwa w tym regionie. W związku z tym Obama zwrócił się do Pentagonu o pomoc i opracowanie alternatywnych scenariuszy odwrotu z Iraku. Obecnie w opracowaniu są dłuższe plany opuszczenia Iraku. Jeden z nich zakłada odwrót wojsk po dziewiętnastu miesiącach, a drugi prawie za dwa lata.

Ryan Crocker, wiedział co mówi, ludzie boją się o swoje życie w Iraku. Codzienne doniesienia o wysadzających się samobójcach, szykanowanie sunnitów przez szyicką większość i sunnickie ataki na pielgrzymujących szyitów to obraz irackiego chaosu. Dodatkowym utrudnieniem są członkowie Al-Kaidy, ukrywający się na terytorium irackim. Na Irak nie ma łatwego lekarstwa, przekonał się o tym Bush, przekona się także Obama. Po ostatnich, częściowo demokratycznych i częściowo wolnych wyborach regionalnych, w których zwycięstwo odniosła, kierowana przez premiera Nuriego al-Maliki, partia Dawa, podniosły się głosy, mówiące, że Irak wkroczył na powolną drogę prowadzącą do stabilizacji. Czy jednak po wycofaniu się Amerykanów, Irak zdoła sam zapanować nad bezpieczeństwem? Tego właśnie obawiają się bardziej zorientowani pracownicy administracji Obamy, stąd rozpatrywanie dłuższych planów wycofania z Iraku.

Innym bliskowschodnim problemem Obamy jest Iran. W wyborczych zapowiedziach Obama, mówił, że nigdy nie dopuści do zdobycia przez Iran broni masowego rażenia. Broń taka, argumentował, może dostać się następnie w ręce terrorystów. W przeciwieństwie do McCain’a chciał jednak doprowadzić do bezpośrednich rozmów z prezydentem Iranu, Mahmudem Ahmadineżadem. Obecnie Obama „handluje” tarczą antyrakietową. W ostatni czwartek (12.02) administracja Obamy zgodziła się na opóźnienie planów związanych z rozmieszczeniem tarczy na terenie Polski w zamian za rosyjską pomoc w zablokowaniu irańskiego programu nukleranego. Jak widać sprawa pozyskania przez Iran broni ABC znajduje się na szczycie listy nierozwiązanych problemów, jakie dostał Obama w spadku po Bushu. Iran natomiast systematycznie krytykuje politykę USA na Bliskim Wschodzie, twierdząc że Stany Zjednoczone nie rozumieją ani Iraku, ani Afganistanu, a Iran ma pełne prawo do posiadania zdolności nuklearnych dla celów pokojowych.

Obama stoi przed trudnym zadaniem. Kryzys finansowy i koncentracja na sprawach ekonomicznych odciąga jego uwagę od wydarzeń w regionie bliskowschodnim. Taktyka jednak jaką tam przyjął jest całkiem inna od sposobu prowadzenia polityki przez jego poprzednika. Wojenna retoryka neokonserwatywnego Busha została zastąpiona podejściem opierającym się na otwartości i chęci dialogu, przykładem może być wywiad Obamy dla telewizji Al Arabia, w którym podkreślił, że będzie kimś: „kto próbuje promować interesy nie tylko Stanów Zjednoczonych, ale i te zwykłych ludzi, którzy dziś cierpią z nędzy i braku możliwości”.  

Barack Obama, w swoich licznych przemówieniach, podkreślał, że Stany Zjednoczone nie chcą już grać roli „światowego żandarma”, chcą natomiast scedować część odpowiedzialności za bezpieczeństwo światowe na inne państwa i czynnie z nimi współpracować. Oby zadziałało to na Bliskim Wschodzie.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora