Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Rafał Rozmus: Obama, Clinton, Biden - "oś nieporozumienia"


28 lipiec 2009
A A A

Konstytucja USA i praktyka sprawowania najwyższego urzędu w państwie pokazują, że to prezydent kieruje polityką zagraniczną. Tymczasem w obecnej administracji prezydenta Baracka Obamy często dochodzi do nieporozumień i sprzecznych komunikatów na temat dyplomatycznych wytycznych USA.
Na pierwszy plan coraz śmielej wysuwa się wiceprezydent Joe Biden. W mediach opisywane są raczej jego dość częste i nietaktowne gafy. Podczas jednej z konferencji prasowych Biden ujawnił lokalizację tajnego schronu, do którego w razie ataku transportowani są najwyżsi urzędnicy państwowi. W spotkaniu na dworcu Union Station w Waszyngtonie niezręcznie wypalił do swojego byłego kolegi: „Daj mi k... spokój”, nie zauważywszy, że mikrofon jest włączony.

Biden pojawia się też w mediach w całkiem innej postaci, a mianowicie jako źródło wytycznych amerykańskiej polityki zagranicznej. Wszystko byłoby dobrze, gdyby jednak jego informacje ściśle korespondowały z linią polityki obraną przez prezydenta Baracka Obamę i sekretarz stanu Hilary Clinton.
 
Podczas spotkania Obama – Miedwiediew w Moskwie, ten pierwszy stwierdził, że pragnie, aby Rosja była silna i pomagała w rozwiązywaniu wielu wspólnych problemów na zasadach partnerskich. Po tych prezydenckich deklaracjach przyszedł czas na prezentację polityki zagranicznej według wiceprezydenta. W niedawnym wywiadzie dla „Wall Street Journal” Joe Biden przepowiada osłabienie potencjału gospodarczego Rosji, a co za tym idzie jej roli w globalnej polityce. Nie może zatem Rosja być partnerem dla Stanów Zjednoczonych, może natomiast pełnić rolę pomocniczą. Stany Zjednoczone będą przewodzić, Rosja byłaby zbyt słaba na to. „Rosja to kraj kurczącej się populacji i upadającej ekonomii z niestabilnym sektorem bankowym, który bez modernizacji nie przetrwa kolejnych 15 lat”. Te słowa Bidena „wstrząsnęły” opinią publiczną w Moskwie, a jedna z wiodących gazet rosyjskich „Kommiersant” opisała je jako najostrzejsze od czasów G.W. Busha. W rosyjskiej administracji pojawiło się też małe zamieszanie z tego powodu. Siergiej Prichodko, doradca prezydenta Rosji, zastanawiał się: „Kto kieruje polityką zagraniczną Stanów Zjednoczonych – prezydent czy członkowie jego drużyny”?
 
Spójność amerykańskiej polityki zagranicznej musiała ratować Hilary Cinton. Dzień po opublikowanym wywiadzie Bidena dla „WSJ” zdementowała jego wypowiedź. W programie NBC News „Meet the Press” Hilary Clinton powiedziała, że Stany Zjednoczone postrzegają Rosję jako „wielką potęgę” i pragną wzajemnego „resetu” w bilateralnych relacjach. Pojęcie „resetu” zostało po raz pierwszy użyte przez Bidena podczas jego wizyty w Niemczech w lutym br. Biden pragnął wtedy partnerskich relacji z Rosją, ale ostatnio zmienił zdanie, co dobitnie widać w wywiadzie dla „WSJ”.

Inauguracyjne miesiące prezydentury Obamy pochłonięte były przede wszystkim wyprowadzaniem amerykańskiej gospodarki z zapaści. Sekretarzem stanu została jego rywalka z wyścigu prezydenckiego Hilary Clinton. Już ten ruch mógł wydawać się dość ryzykowny, przecież obydwoje nie mieli spójnych wizji amerykańskiej polityki zagranicznej (de facto nie były one, aż tak odległe). Czarną owcą okazał się jednak Biden, za którego musiała ostatnio tłumaczyć się Clinton. Pomimo początkowych wątpliwości co do współpracy na linii sekretarz stanu – prezydent, to urząd wiceprezydenta „szwankuje”.
 
Niewątpliwie Stany Zjednoczone mają problem, skoro państwa, podmioty zagraniczne i doradcy mają problem ze zdefiniowaniem, kto tak naprawdę odpowiedzialny jest za amerykańską politykę zagraniczną.
 
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.