Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Tarcia na linii Biały Dom - Lobby Izraelskie, w świetle obecnej polityki Izraela


08 czerwiec 2010
A A A

Żeby zrozumiec jak bardzo napięte są stosunki na linii Obama - Lobby Izraelskie w chwili obecnej, wystarczy przywołac "skandal"z udziałem jednego z głównych doradców Baraka Obamy, Johna Brennana, który w lutym tego roku podczas wystąpienia na New York University Law School wspominał swój pobyt na Bliskim Wschodzie zaznaczając, iż w jego sercu szczególne miejsce zajmuje Al-Quds. Z pozoru niewinne słowa wywołały właśnie burzę w mediach, a to za sprawą tego, że Al-Quds to inaczej Jerozolima, z tym, że po arabsku.

Co więcej Brennan kontynuował, mówiąc właśnie po arabsku: "Nie mówcie tym którzy nie znają arabskiego co przed chwilą powiedziałem, ok?"Trzeba pamiętac, iż wizyta Natanyahu w marcu 2010 w Białym Domu pozostawiła po sobie pewien niesmak w oczach Izraela i jego Lobby w Waszyngtonie (nie było tzw. "joint photo", czyli wspólnego zdjęcia obydwu przywódców, dodatkowo Panowie poróżnili się co do kwestii pokoju na Bliskim Wschodzie). Również jednoznaczna krytyka Białego Domu w stosunku do żydowskich osiedli we Wschodniej Jerozolimie sytuację zaogniła. Nic więc dziwnego, że w chwili obecnej mówi się już tylko o dolewaniu oliwy do ognia, a sprawa Brennana wygląda już tylko jak uschła wisienka na mało strawnym torcie stosunków Biały Dom - Lobby Izraelskie.

W polityce USA nic nie dzieje się bez przyczyny. Ogromną rolę odgrywaja tam nastroje społeczne poszczególnych grup obywateli. I tak oto 10 czerwca 2010 w New York Review of Books ukazał się artykuł Petera Beinart, który to przytacza wyniki badań przeprowadzone w 2003 roku na grupie studentów pochodzenia żydowskiego. Jak się okazuje nie identyfikują się oni z Izraelem tak jak życzyłoby sobie tego Lobby Izraelskie w Waszyngtonie. O Izraelu mówią raczej „oni” a nie „my”, przede wszystkim chcą pokoju , a wielu z nich popiera nawet  Palestyńczyków w ich walce o niepodległośc. Nie oznacza to oczywiście, że amerykańscy Żydzi nagle zmienili swój stosunek do kwestii izraelskiej. Chodzi jedynie o to, że scena ta mocno się w Stanach polaryzuje.

Jest oto starsze pokolenie Żydów traktujace Holocaust jako podstawę swojej tozsamości, a co za tym idzie mocno identyfikujące się z Izraelem i  wspierające okupację Palestyny, i pokolenie młodych Żydów bardzo zaangażowane w kwestie dotyczące praw człowieka (w tym także Palestyńczyków), mocno sceptyczne wobec rozwiązań militarnych serwowanych zarówno przez USA jak i Izrael, pragnace otwartej debaty i nie poddające się stereotypom (wyjątkiem śa tutaj kręgi Żydów ortodoksyjnych). Dzieje się tak przecież wszędzie – także w Polsce (np. kwestie stosunków polsko-rosyjskich). Niestety polaryzacja pociąga za sobą „odbicie” w bardzo skrajne rejony. Dzieje się tak w przypadku Izraela i niepokojących sygnałów docierających z ich sceny politycznej (wystarczy chociżby wspomniec o Avigdorze Liebermanie i jego poglądach dotyczących „rozwiązania” kwestii arabskiej, np. więzienia tych Arabów mieszkających w Izraelu, którzy opłakują świętowany przez Izraelczyków Dzień Niepodleglości, czy też słynne już stwierdzenie, iż z Hamasem należy poradzic sobie tak jak USA poradziło sbie z Japonią w II wojnie światowej ). Odbija się to rykoszetem w USA – Lobby Izraelskie na czele z AIPAC (American Israel Public Affairs Committee), które to aby utrzymac swój status i niejako sens istenienia musi wspierac Izrael w jego coraz to bardziej skrajnej i niedemokratycznej polityce.

I tak w ostatnich latach Lobby rozpętało publicustyczną wojnę z niemalże wszystkimi organizacjami zajmującymi się kwestiami praw człowieka (m.in. Amnesty International i Human Rights Watch), co stawia Lobby w sytuacji trudnej do zaakceptowania nie tylko dla Białego Domu, ale momentami też dla samych mediów i organizacji działających w samym Izraelu (np. Haaretz czy B’Tselem). Potwierdzają tym samym znaną zasadę, iż diaspora jest o wiele bardziej drastyczna i skrajna w swoich działaniach niż obywatele kraju z której się wywodzi . Powód tej zależności jest dośc prosty – nie żyją oni w kraju, w którym toczy się wojna (podobnie jest z amerykańskimi Żydami – ogromna większośc z nich nigdy nawet nie była w Izraelu), przyświecają im ideały nijak nie przystające do sytuacji rzeczywistej, jednak pieniądze którymi dysponują pozwalają im ustalac reguły gry – niestety gry o ludzkie życie, którego sami nie kładą na szali. Pytanie, zasugerowane przez Stephena M. Walta (wspólautora „The Israel Lobby and the US Foreign Policy”)w odpowiedzi na tekst Beinarta,to czy Ameryka powinna zdystansowac się od Izraela w przypadku najbardziej skrajnych decyzji, czy też naciskac na zmianę kursu jego polityki? USA wydaje się być mocno niezdecydowane w tej kwestii. Z jednj strony publicznie skrytykowano plany Izraela dotyczące budowy nowych osiedli żydowskich na Wschodnim Brzegu, z drugiej jednak w momencie kiedy Izrael dokonał inwazji na Strefę Gazy w grudniu 2008 i niemalże cały świat to potepił, USA ograniczyły się jedynie do stwierdzenia, iż w takiej sytuacji należy unikac ofiar cywilnych. AIPAC i ALD (Anti-Defamation  League) z Abrahamem Foxmanem na czele, mocno krytykują postawę USA wobec Izraela, również ze względu na niewystarczające naciski dotyczace Iranu i jego planów związanych z bronią nuklearną. I po raz kolejny USA musi odpowiedziec sobie na pytanie czy aby na pewno chce brac udział w kolejnym już konflikcie na Bliskim Wschodzie, który już w tym momencie wisi na włosku (Izrael rozmieścil wlaśnie łodzie podwodne uzbrojone w głowice nuklearne u wybrzeży Iranu), czy może jednak stosowac bardziej dyplomatyczne zabiegi.

Jedno jest pewne -  USA znalazło się w sytuacji, która delikatnie mówiąc, trąci hipokryzją: z jednej strony odmienia słowo demokracja i prawa człowieka przez przypadki, z drugiej zaś wspiera działania, które tym własnie wartościom zagrażają. Niedawne doniesienia dotyczące wymiany uprzejmości na linii USA – Izrael powinny wydawać się zadowalające dla Lobby. Barak Obama chcąc załagodzic sytuację między państwami zaprosil ponownie Netanyahu do Waszyngtonu, pochwalił jego starania pokojowe oraz 10-miesięczne zawieszenie budowy osiedli na Wschodnim Brzegu. Los jednak bywa w takich sytuacjach przewrotny – do spotkania nie doszło ze względu na tragiczne wydarzenia do jakich doszło na Flotylli Wolności. USA nie potępiły jednoznacznie ataku izraelskiego komando na ludzi płynących z pomocą do obłożonej embargo Strefy Gazy. Ograniczyły się jedynie do stwierdzenia, iż niezbedne będzie dociekliwe śledztwo w tej sprawie.

Tak czy inaczej, poklepywania się po plecach nie było i „joint photo” też nie. Bialy Dom musi sobie odpowiedziec na wiele pytań. Przede wszystkim jak daleko może się posunąc we wspieraniu Izraela i czy pomoc ta będzie bezwarunkowa. Po drugie, czy Lobby Izraelskie w Waszyngtonie faktycznie reprezentuje interesy Izraela i Żydów na całym świecie. Po trzecie, czy jest gotowa na zmierzenie się z narastajacą niechęcią wobec Izraela i jego polityki już nie tylko w krajach arabskich, ale też w samym Izraelu i pośród liberalnych Żydów na całym świecie w tym w USA. Jeśli Biały Dom nie pochyli się nad tymi kwestiami może się okazac, że pewnego dnia obudzi się osamotniony, mając za sojusznika jedynie AIPAC i Avigdora Liebermna.