Anna Przybyll: Szykuje się gorąca jesień w Niemczech
-
Anna Przybyll
Na początku tego tygodnia niemiecki minister obrony Niemiec Karl-Theodor zu Guttenberg (CSU) przedstawił swojej partii i koalicyjnej FDP projekt przekształcenia Bundeswehry z armii poborowej w armię prawie w 100 proc. zawodową oraz zmniejszenia liczebności sił zbrojnych z obecnych 250 tys. do 163 tys. żołnierzy.
Zapis o obowiązkowej służbie wojskowej nie zostanie jednak wykreślony z konstytucji, jego wykonanie będzie tylko zawieszone, dzięki czemu na wypadek wybuchu wojny, pobór zostanie przywrócony. Zu Guttenberg zaproponował młodym ludziom „staże” w wojsku trwające od 12 do 23 miesięcy dostępne również dla kobiet. Planowana reforma jest najbardziej radykalna w 55-letniej historii niemieckiej armii.
Armia poborowa czy profesjonalna? Minister proponuje III drogę.
Zu Guttenberg zamierza przebudować Bundeswehrę w mniejszą, zwinniejszą armię profesjonalną z niewielkim komponentem ochotników, która potrafiłaby łączyć klasyczne zadania stojące przed armią dużego środkowoeuropejskiego państwa ze skuteczną obroną rubieży terytorium NATO, a to wszystko za mniejsze niż dotychczas pieniądze. Jak na te reformy zareagują sami wojskowi? „Będzie płacz i zgrzytanie zębów, a niektórzy z moich „Kameraden” będą bardzo źli”- powiedział 12.08 agencji DPA jeden z wyższych dowódców wojskowych.
Wcześniej zu Guttenberg omawiał z kanclerz Angelą Merkel trzy warianty redukcji stanu osobowego Bundeswehry: do 200 tys., 170 tys. lub 150 tys. ludzi. Po analizie ekonomicznej upadły koncepcje ograniczenia sił zbrojnych do 150 tys. i 205 tys. żołnierzy zawodowych. W tej chwili najbardziej prawdopodobna wydaje się opcja zmniejszenia obecnego 252- tysięcznego stanu osobowego armii do ok. 160 000 żołnierzy kontraktowych i zawodowych wspieranych przez 7500 ochotników oraz zniesienie powszechnego obowiązku służby wojskowej.
Minister zu Guttenberg argumentuje chęć zniesienia poboru wysokimi kosztami utrzymania rekrutów, a także marnowaniem cennego czasu na szkolenie żołnierzy nieprofesjonalnych kosztem zawodowych, którzy są potrzebni na misjach zagranicznych. Z drugiej strony zniesienie powszechnego obowiązku wojskowego spowoduje znaczne ubytki w personelu misji zagranicznych, gdzie wielu rekrutów godziło się służyć dłużej, niż byli zobowiązani. (tzw. Freiwillig länger Wehrdienst Leistenden). Nie wiadomo, kto zająłby ich miejsce.
W czerwcu rząd RFN zdecydował, że w dziedzinie obronności państwo musi zaoszczędzić 8,3 mld euro do 2014 roku. W kształcie proponowanym przez zu Guttenberga, reforma armii przyniesie do 2014 r. tylko 1,5 mld euro oszczędności. Oznacza to, że minister musi szukać dalszych 7 mld euro oszczędności gdzie indziej.
Politycy są za, a nawet przeciw
Większość deputowanych do Bundestagu popiera plany ministra, jednak w jego macierzystej chadecji, szczególnie w CDU w Badenii-Wirtembergii i bawarskiej CSU narasta opozycja wobec projektów barona zu Guttenberga.
Rzecznik rządu Steffen Seibert zapewniał w ubiegłym tygodniu, że nic nie jest przesądzone, a likwidacja powszechnej służby wojskowej jest wciąż tylko jednym z możliwych scenariuszy.
Tym zapewnieniom od dłuższego czasu nie wierzą konserwatywni chadecy i uważają, że zmiany w armii zostały już ustalone pomiędzy Merkel a zu Guttenbergiem. Przewodniczący CSU Horst Seehofer powiedział na zebraniu zarządu partii, że kwestia Bundeswehry to „pierwszorzędna kwestia tożsamości”, a debatując o niej, należy zachować szczególną ostrożność. Lider CSU dodał, że reforma Bundeswehry już wkrótce zdominuje debatę społeczno-polityczną bardziej niż reforma służby zdrowia. „Obawiam się gorącej jesieni” - podsumował Seehofer. Nowy premier Dolnej Saksonii David McAllister (CDU) w wywiadzie dla dziennika "Neue Osnabrücke Zeitung“ także odrzucił pomysł zniesienia służby wojskowej. „Jestem mocnym zwolennikiem poboru” – mówił polityk.
Liberałowie z FDP i socjaldemokraci z SPD popierają plany szefa resortu obrony. Jednak zdaniem rzecznika ds. obronności frakcji SPD w Bundestagu, Rainera Arnolda, tak radykalne obniżenie liczebności Bundeswehry „nie odpowiada interesom i roli Niemiec“ oraz zagraża utrzymaniu zdolności sojuszniczych na misjach zagranicznych. Plany utrzymania 7500 ochotników armii Arnold nazwał „placebo, które ma zadowolić zwolenników armii poborowej wewnątrz CDU”. SPD opowiada się za utrzymaniem 175 tys. żołnierzy kontraktowych i zawodowych oraz 25 000 poborowych, którzy po dobrym szkoleniu byliby przenoszeni do rezerwy. W SPD niechęć do planów ministra zu Guttenberga wiąże się z lokalnymi kwestiami natury ekonomicznej. Zdaniem Floriana Pronolda, szefa bawarskiej SPD, reforma Bundeswehry zaszkodzi najbardziej właśnie jego krajowi związkowemu, gdzie znajduje się najwięcej garnizonów przeznaczonych do zamknięcia. Ten proces zlikwiduje wiele miejsc pracy związanych z produkcją odzieży, sprzętu i żywności dla wojska.
Zu Guttenbergowi krytyki nie szczędzą także członkowie partii Zielonych. Zdaniem szefa frakcji, Jürgena Trittina, minister zachowuje się zgodnie z mottem: „Upierz moje futro, ale mnie nie zmocz“. Trittin uważa, że szef resortu obrony obawia się swoich starszych kolegów partyjnych i dlatego proponuje przejściowe rozwiązanie z pozostałościami armii poborowej. Tymczasem na misje zagraniczne Bundeswehra potrzebuje „dobrze wyszkolonych żołnierzy, żadnych amatorów”. Ekspert Zielonych ds. obronności i bezpieczeństwa, Omid Nouripour, jest zdania, że służba w Bundeswehrze powinna być atrakcyjniejsza. „Chodzi o możliwość połączenia posiadania rodziny z praca, wprowadzanie palety szkoleń i wykreowanie poczucia, że żołnierze cieszą się społecznym uznaniem”.
Minister spraw zagranicznych Guido Westerwelle uważa, że zu Guttenberg zrealizuje swoje plany pomimo sprzeciwu partyjnych kolegów. Sam popiera plany zawieszenia służby wojskowej „ze względu na to, że tylko 16% młodych mężczyzn z danego rocznika odbywa służbę w Bundeswehrze, co jest niesprawiedliwe i łamie przepis o powszechności poboru“.
O co całe zamieszanie?
Powszechny obowiązek służby wojskowej wprowadzono w Niemczech w 1956 r. Pierwsi rekruci trafili do koszar rok później. Od tamtej pory ponad 8 milionów młodych Niemców odbyło przeszkolenie w armii. Początkowo rekruci nosili mundur przez 12 miesięcy. Po wybudowaniu muru berlińskiego w 1961 r. wydłużono obowiązek wojskowy do 18 miesięcy. W NRD pobór trwał również 18 miesięcy. W 1973 r. w RFN skrócono służbę zasadniczą do 15 miesięcy, a w 1990 r. – do 12. Po zjednoczeniu Niemcy służyli w armii 10 miesięcy, a od stycznia 2002 r. – tylko 9. W umowie koalicyjnej CDU/FDP zapisano, że służba wojskowa będzie trwała pół roku. Skrócenie czasu służby wojskowej dotyczy również służby zastępczej (Zivildienst), czyli możliwości, jaką daje artykuł 12a Ustawy Zasadniczej:, „Kto ze względu na sumienie odmawia służby wojennej z bronią w ręku, może być zobowiązany do służby zastępczej.” Już w kwietniu 1961, 340 poborowych odmówiło służby z bronią i wybrało służbę zastępczą. Początkowo trwała ona 15 miesięcy. W latach 1984-1990 była wydłużana stopniowo aż do 20 miesięcy. Po zjednoczeniu czas odbywania służby zastępczej był skracany, aż w 2004 r. ustanowiono 9 miesięcy, co obowiązuje do dziś. Obecnie więcej młodych Niemców wybiera służbę zastępczą niż szkolenie wojskowe. W 2009 r. 68 tys. osób zdecydowało się na mundur, a ponad 90 tys. pomagało w organizacjach charytatywnych, domach opieki społecznej etc. Od zjednoczenia liczba poborowych co roku spada. Obecnie szkolenie wojskowe odbywa ok 16 % mężczyzn zdolnych do służby wojskowej. Reformy zu Guttenberga nie podobają się organizacjom społecznym, gdyż zawieszenie poboru spowoduje zawieszenie odbycia zastępczej służby cywilnej. Oznacza to, że organizacjom charytatywnym zabraknie darmowej siły roboczej.
Reforma Bundeswehry to nie tylko zniesienie poboru
Od dawna planowana reforma Bundeswehry ma być zgodna z niemieckimi wyzwaniami w sferze bezpieczeństwa. Plany ministra zu Guttenberga zakładają, że Bundeswehra stanie się armią ekspedycyjną, zdolną do przeprowadzania misji zagranicznych we wszystkich częściach świata. Osiągnięcie takiej gotowości ma umożliwić szereg innowacji: zniesienie podziału na siły stabilizacyjne i interwencyjne, zwiększenie liczby żołnierzy biorących udział w misjach zagranicznych (obecnie jest to +/- 8 tys. osób), uproszczenie i przyspieszenie procedur zamawiania sprzętu wojskowego, zdecydowane zmniejszenie liczby garnizonów na terenie Niemiec i opracowanie etosu niemieckich sił zbrojnych połączone z wyższą jakością szkoleń dla żołnierzy. Minister zapowiedział także szeroką debatę społeczną nad rolą Bundeswehry w XXI wieku, która miałaby zwiększyć popularność armii w społeczeństwie i zyskać akceptację Niemców dla sił zbrojnych o charakterze ofensywnym. Jak wynika z ostatnich doniesień prasowych, w „podrasowanej Bundeswehrze” Inspektor Wojsk Lądowych Bundeswehry dowodziłby tylko czterema dywizjami (uderzeniową, działań specjalnych, aeromobilną i sił stabilizacyjnych) i dwoma brygadami (pancerną i zmechanizowaną). Jemu także podlegałaby cała armia, a poszczególni Inspektorzy (lotnictwa wojskowego, piechoty, marynarki wojennej, służby medycznej i bazy sił zbrojnych) straciliby swoje posady. Liczba czołgów zostałaby zredukowana o połowę, podobnie jak liczebność piechoty, która spadłaby z 95 tys. do 54,600 osób.


Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy