Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Filip Topolewski: Zacofani Europejczycy


13 marzec 2005
A A A

Rok 2050:

- Wujku Sam, kim są Ci żebracy?

- To mieszkańcy Unii Europejskiej, John.

Choć taki dialog wydaje się dzisiaj rodem zupełnie z kosmicznej literatury sci-fi to nie sposób przejść obojętnie obok raportu Europejskiej Federacji Izb Handlowych Eurochambers, który w swojej wymowie nie napawa optymizmem. Raport opublikowany, nieprzypadkowo, w momencie poprzedzającym gorące dyskusje na temat priorytetów rozwoju UE (22 marca – szczyt przywódców państw UE) i co ważniejsze środków na te priorytety przekazanych budzi, szczególnie w Polsce mieszane uczucia.

25 lat za Amerykanami.

Opracowanie dosadnie obnaża gospodarczą słabość Unii Europejskiej w konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Ukazuje, że dzisiejsza Unia Europejska jest na poziomie rozwoju USA w latach 80-tych, czyli lat temu 25. Autorzy opracowania wzięli pod uwagę m.in. poziom zatrudnienia, nakłady na badania i rozwój, wydajność pracy i wysokość dochodu na mieszkańca. Co więcej raport jest całkowitą i druzgocącą krytyką strategii lizbońskiej, która przecież stawiała Unii Europejskiej cel objęcia światowego przywództwa w konkurencyjności gospodarek na świecie w 2010 r. Okazuje się, że dotychczasowe wysiłki na rzecz realizacji strategii nie tylko UE nie przybliżyły do tego przywództwa, ale z każdym mijającym rokiem Unię od niego oddalają.

Wnioski.

Co wynika z raportu? Najprościej rzecz ujmując: potrzeba zmian. By Unia weszła na ścieżkę szybkiego wzrostu, a właściwie stosowniej byłoby powiedzieć wzrostu szybszego niż USA należy dokonać szeregu zmian natury strukturalnej na organizmie unijnym. Eksperci Eurochambers wskazują m.in. na konieczność dalszego wdrażania i pogłębiania jednolitego rynku, tworzenia środowiska dla rozwoju przedsiębiorczości i nagradzania podejmujących ryzyko, inwestycji w badania i rozwój, edukację, konkurencyjność.

No i co?

Według raportu takie powinny być priorytety rozwoju UE. Oznaczałoby to przesunięcie wysiłków i środków na rzecz edukacji, badań i rozwoju, wzrostu konkurencyjności. Kierując się efektywnością wykorzystania tych środków należałoby lokować je tam, gdzie istnieją silne ośrodki badawcze-rozwojowe, konkurencyjne środowisko innowacyjnych przedsiębiorstw, silne i dynamiczne ośrodki edukacyjne. Bo tylko tam absorpcja i efektywność przeznaczonych na realizację celów środków będzie największa.

Raport a sprawa polska.

Niestety wspomniane wyżej ośrodki badawczo-rozwojowe, innowacyjne i edukacyjne są wszędzie, tylko nie w Polsce. Cel Polski jest jasny i wyraźny i zupełnie odmienny od celów raportu. Brzmi on: zwiększenie spójności ekonomicznej regionów UE. Co oznacza inwestycje, głównie w infrastrukturę, na obszarach zapóźnionych. Z definicji inwestycje w obszarach zapóźnionych nie mogą być tak efektywne (mieć takiej stopy zwrotu) jak w obszarach o najwyższej efektywności (wysokiej stopie zwrotu). Mówiąc wprost chodzi o to, czy UE ma wspierać laboratorium biotechnologiczne w Monachium, czy oczyszczalnie ścieków koło Lublina, czy program badań kosmicznych w Tuluzie, czy autostradę koło Krakowa.

Chłop potęgą jest i basta.

W zasadzie wszystkie te cele udałoby się zrealizować unikając bardzo trudnych dylematów. Zauważmy, że blisko połowa „unijnej kasy” idzie na wspieranie rolnictwa. Nie ma państwa w Unii Europejskiej, w którym rolnictwo byłoby najefektywniejszą branżą działalności. Poszukując efektywności wykorzystania pieniędzy unijnych tak by nadrabiać dystans do USA należałoby w końcu zapytać o sens dalszych gigantycznych inwestycji w unijne rolnictwo. Jednak w tym temacie przywódcy państw unijnych, również Polski, mówią, a w zasadzie milczą, jednym głosem.

- Wujku Sam, a co tu było zanim zasiali kukurydzę?

- Uniwersytet, John. Uniwersytet.