Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Kamil Frymark: Między oporem a współpracą

Kamil Frymark: Między oporem a współpracą


17 luty 2010
A A A

Opozycja w systemie parlamentarnym pełni niezastąpioną funkcję. Kontroluje rządzących, alarmuje, gdy rząd przekracza uprawnienia i składa swoje kontrpropozycje. Dlaczego w Niemczech jest inaczej?
Do wrześniowych wyborów opozycja w Bundestagu praktycznie nie istniała. Owszem, formalnie trzy partie (FDP, Zieloni i Lewica) stanowiły blok przeciwko wielkiej koalicji CDU/CSU-SPD. Jednak przy większościowej konstrukcji złożonej z dwóch partii ludowych znaczna część projektów rządowych bez problemu przechodziła cały proces legislacyjny. Spory wokół nowych propozycji miały raczej charakter czysto teoretyczny, bez zagrożenia dla samych ustaw.

Zmianę miały przynieść ostatnie wybory. Wielka koalicja została zastąpiona przez chrześcijańskich demokratów Angeli Merkel oraz liberałów Guido Westerwelle. Ich wygrana nastąpiła w czasie szczególnym, naznaczonym bowiem piętnem dotkliwie w Niemczech odczuwalnego kryzysu gospodarczego. Nastroje społeczne skłaniały się raczej do ostrej krytyki kapitalizmu i gospodarczego liberalizmu. Jednak nie przełożyło się to bezpośrednio na wyniki wyborów. Socjaldemokraci odnotowali najniższy wynik od pięćdziesięciu lat.

Paradoksalnie jednak była to dla nich doskonała szansa na zmianę wizerunku i powrócenie do swoich socjalnych korzeni. Warunki ku temu były wyśmienite. Szalejący kryzys powodujący kolejne zwolnienia pracowników i zamykanie znanych niemieckich firm stwarzał nieograniczoną wręcz szansę na krytykę Merkel oraz przedkładanie swoich projektów ustaw. Dodatkowo SPD posiada bardzo dobrze rozwiniętą sieć powiązań ze związkami zawodowymi, co pozwala na skuteczne naciski pod adresem urzędu kanclerskiego.

Na tym froncie SPD nie widać w ogóle. Co prawda, od czasu do czasu, Sigmar Gabriel lub Frank-Walter Steinmeier zabierają głos w dyskusji nad reformą systemu socjalnego lub potrzebie rezygnacji z reaktorów atomowych. Nie jest to jednak na tyle skuteczne by reszta berlińskiego establishmentu choć na chwilę zwróciła na to uwagę. Ostatnią propozycją byłego ministra ochrony środowiska Gabriela, jest podobno chęć wzięcia udziału w „ludzkim łańcuchu” przeciwko energii atomowej podczas majowej demonstracji w Hamburgu. Mam wątpliwości, czy jest to najwłaściwsza forma wypełniania opozycyjnych obowiązków.

Inną strategię socjaldemokraci stosują w odniesieniu do Afganistanu. Misja wspierana przez nich w ciągu ostatnich kilku lat obecnie wymaga jeszcze większego poświęcenia ze strony niemieckich żołnierzy i podatników. SPD próbowało wyjść z inicjatywą i domagało się od Merkel sprecyzowania daty wycofania Bundeswehry z tej misji. By uwiarygodnić swoje stanowisko i dodać mu prestiżu zorganizowano nawet konferencję z byłym kanclerzem Helmutem Schmidtem, wywodzącym się z kręgów socjaldemokracji. Jakże gorzkie musiało być rozczarowanie polityków tej partii, gdy usłyszeli od powszechnie akceptowanego autorytetu, iż jednoznaczne żądanie określenia daty wycofania się z Afganistanu jest błędem. Postanowiono zatem misję wesprzeć i głosować za wysłaniem dodatkowych żołnierzy, tak jak o to prosiła kanclerz.

Przyglądając się niemieckiej scenie politycznej można odnieść wrażenie, iż SPD szuka swojego miejsca gdzieś miedzy współpracą z Merkel, co całkiem dobrze im wychodziło podczas rządów wielkiej koalicji, a oporem wobec polityki chrześcijańskich demokratów i liberałów. Czy znajdą arystotelesowski złoty środek? Trudno prorokować. Jeśli nawet, to i tak nie gwarantuje to sukcesu i odbudowania silnej pozycji.
 
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.