Michał Cyran: Belgia i Europa
Podstawowe zadanie Holandii – stworzenie stabilnej koalicji. Także jej sąsiadka musi stawić czoła destabilizacji
Dwa miesiące temu premier złożył dymisję, ósmą w ciągu ostatnich trzech lat, co spowodowało, Belgowie zostali zaproszeni do urn po raz kolejny. Wczoraj odbyły się przedterminowe wybory. Odbyło się bez niespodzianek. Zgodnie z przewidywaniami wybory parlamentarne wygrało Nowe Przymierze Flamandzkie (Nieuw-Vlaamse Alliantie), zdobywając 17,4 proc. głosów i 27 miejsc w liczącej 150 miejsc izbie. Drugie miejsce zajęła francuskojęzyczna centrolewicowa Partia Socjalistyczna (Parti Socialiste) - 13,71 proc. i 26 miejsc. Pierwsi zwyciężyli we Flandrii, drudzy we francuskojęzycznej Walonii, marginalizując przy tym chrześcijańskich demokratów ustępującego premiera Yves'a Leterme'a. Oczywiście główne pytanie jakie stawiano po wygranej flamandzkich separatystów dotyczy rozpadu kraju.
Dokąd zaprowadzi kraj starcie dwóch sprzecznych ze sobą sił? Lider N-VA, 39-letni Bart De Wever, pomimo zwycięstwa najprawdopodobniej nie stanie na czele rządu. Premierem zostanie Elio Di Rupo – wygrany wyborów w Walonii i Brukseli, który w przeciwieństwie do nowego flamandzkiego lidera jest orędownikiem jedności Belgii. Przewodniczący flamandzkiego ugrupowania nie ma nic przeciwko takiemu kierunkowi belgijskiej polityki. Dobrze rozumie, że w przeciwieństwie do swojego głównego rywala, nie ma szans porozumieć się z żadnym obozem frankofońskim. Ten podzielony kraj nie zna partii ogólnokrajowych, dlatego rząd prowadzi zwykle polityk pochodzący z frakcji, która skoncentruje wokół siebie bliskich ideowo polityków zarówno z Flandrii jak i Walonii. Siostrzany wobec Parti Socialiste obóz zza granicy językowej również osiągnął dobry rezultat, zatem czerwoni będą mieli większość. Di Rupio jest tutaj wielką nadzieją dla Walonów – od 36 lat Belgia nie miała premiera z tego regionu. Wróćmy jednak do N-VA.
Dotychczas flamandckim separatystom nie udawało się zdobywać na tyle wysokiego mandatu społecznego, aby stać się najsilniejszą siłą w kraju. Wczorajsze wybory zwróciły wreszcie uwagę na rosnące znaczenie De Wevera. Nie należy jednak posuwać się zbyt daleko i ogłaszać rozpadu Belgii, ani ogłoszenia przez Flandrię niepodległości. To wysokie poparcie świadczy raczej o dążeniach do przeprowadzenia reform ustorojowych, na które wyborcy N-VA czekali przez ostatnie trzy lata. Trzeba pamiętać, że ponad połowa Flamandów wcale nie chce rozrywania kraju, nalega przede wszystkim na silną regionalizację Belgii. To podstawowe wywanie, któremu będą musieli sprostać politycy wybrani przez obywateli na najbliższe lata. Di Rupio, jeśli zostanie premierem, będzie zwracał uwagę nie tylko na interesy frankofonów; jego uwagę zajmą także problemy pozostałej części społeczeństwa, które będzie starał się rozwiązać oczywiście w duchu wyznawanych przez siebie wartości.
Warto spojrzeć na te wybory również z oddali. Coraz bardziej wyraźna linia dzieląca oba obszary językowe w kraju leżącym w samym centrum Europy świadczy również o pewnego rodzaju kryzysie politycznych elit. Napięcia pomiędzy Belgami i długotrwałe kryzysy przy tworzeniu rządów powodują wśród obywateli zniechęcenie, które przekłada się także na płaszczynę unijną. Brak konkretnych programów wyborczych skutkuje poszukiwaniem wątków nacjonalistycznych, zastępujących coraz częściej pozostałe wizje. Jeśli regiony chcą więcej samorządności, ważne jest aby postawić na taką różnorodność przy jednoczesnym zagwarantowaniu politycznej jedności Unii Europejskiej. Tej ostatniej coraz częściej brakuje a kolejne problemy pogłębiają ten deficyt; to jeden z powodów osłabienia Starego Kontynentu w globalnej rozgrywce. Miejmy nadzieję, że Belgowie sprostają nie tylko rządom we własnym kraju, ale również przewodnictwu unijnemu, które rozpoczną za około dwa tygodnie.



Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy