Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Michał Cyran: Chorwacka symfonia

Michał Cyran: Chorwacka symfonia


12 styczeń 2010
A A A

Kompozytor przejmuje ster. Czy to zwycięstwo pozwoli Zagrzebiowi przejąć pałeczkę w regionie i postawi na nogi politykę wewnętrzną?

Porażka Bandića była miażdżąca, chociaż robił wiele aby samemu otworzyć szampana. Poparcia szukał głównie na prawo od rywala. Wiedział, że nie ma co liczyć na lewicowy elektorat, ale do wykorzystania pozostały głosy pozostałe po kandydatach, którzy nie przeszli sita pierwszej rundy wyborów. Tam szukał zbawienia. Poza manifestowaniem powiązań z wyborcami z Bośni i Hercegowiny kluczowy miał okazać się kontrakt z Sanaderem (byłym premierem z konserwatywnej HDZ). Panowie spotykali się potajemnie omawiając skrupulatnie posunięcia, jednak domek z kart szybko się rozsypał. Kilka dni przed drugą turą obecna premier – Jadranka Kosor wyrzuciła Sanadera z partii. Chodziło prawdopodobnie o afery korupcyjne (były premier zamieszany jest w kwestie powiązane z austriackimi interesami finansowymi), wobec czego Bandić musiał zdystansować się wobec swojego sojusznika. W końcu obiecywał obywatelom rozprawienie się z praktykami korupcyjnymi. Sprawy nabrały na tyle niekorzystnego obrotu, że Josipović zgarnął w niedzielę ponad 60 procent głosów. Burmistrzowi Zagrzebia nie pomogło ani poparcie Kościoła, ani głosy zza granicy.

Trudno uznać nowego prezydenta za najlepszego kandydata na to stanowisko, chociaż jego brak doświadczenia wielu Chorwatów traktuje jako gwarancję braku powiązań ze zgnilizną partyjną. O wszystkim opowiedzą najbliższe miesiące, a w regionie wyzwań na pewno nie będzie brakować. Belgrad zapowiada się jako wymagający partner, szczególnie po ostatnich wydarzeniach – Serbia złożyła pozew przeciwko Chorwacji do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze, oskarżając sąsiadów o ludobójstwo latach 1991-95. O to samo Zagrzeb oskarżył Belgrad dekadę temu. Od kiedy Serbia zapukała do bram Brukseli, a ta uchyliła jej drzwi, Tadić rozpoczął przepychankę o wygodną pozycję na Bałkanach. Błyskawicznie pojawia się więc pytanie o umiejętności Josipovića. Czy zdoła udźwignąć ciężar wyzwań jakie stoją przed nim w polityce zagranicznej? Warto zauważyć, że Belgrad liczy na wsparcie Rosji i wcale tego nie ukrywa. W wypowiedziach serbskich polityków często słychać przechwałki o tym, jak ich kraj stanie się niebawem pomostem pomiędzy Unią a kłopotliwym sąsiadem zza Uralu.

Josipović zapowiedział zdecydowany zwrot ku polityce reform i walki z korupcją, którą obecnie nad Adriatykiem firmuje Jadranka Kosor. Kilku ekspertów zdążyło już przyklasnąć temu pomysłowi i uznało go jako pierwszy krok na świetlanej drodze, którą Chorwacja będzie przechadzać się w ciągu najbliższych lat. Zapomnieli chyba jak taka polityka konsensusu pomiędzy przeciwnymi stronami kończyła się w innych krajach. Jeśli Josipović zapragnie przejść na pozycje centrowe i punkt po punkcie podpisywać się pod działaniami HDZ, stanie się z nim to, co zostało choćby z SPD w Niemczech. Nie powinien zbyt szybko zapominać o swojej tożsamości politycznej i rezygnować z funkcji stanowienia przeciwwagi wobec poglądów pani premier. Nie oznacza to oczywiście braku podejmowania jakichkolwiek wspólnych działań, chodzi raczej o zrzucenie z siebie kostiumu konformisty i wykorzystaniu swojego stanowiska do realizowania polityki zapowiadanej w kampanii.

Ivo Josipović poprowadzi swój kraj do Unii Europejskiej. To tak oczywiste, że nie warto dłużej o tym mówić. Przed Chorwacją wynurzają się inne problemy, przede wszystkim polityka zagraniczna, którą trzeba będzie zręcznie pokierować w ramach trójkąta Bruksela –NATO – Belgrad. Między innymi od posunięć na tym polu zależeć będzie wizerunek nowego prezydenta podczas wyborów za pięć lat.