Wybory prezydenckie na Haiti
-
IAR
Część kandydatów w dzisiejszych wyborach prezydenckich w Haiti domaga się unieważnienia głosowania
Dwunastu z osiemnastu ubiegających się o ten urząd twierdzi, że wybory są sfałszowane. Głosowanie w zniszczonym przez trzęsienie ziemi Haiti przebiega w chaosie, wielu obywateli nie może znaleźć swoich lokali wyborczych. W całym kraju porządku pilnuje 8600 żołnierzy, którzy współpracują z policją.
W mieście Delmas, położonym niedaleko Port-au-Prince na ulicy protestowało kilkaset osób - część z nich nie mogło zagłosować, gdyż na listach nie figurowały ich nazwiska. Wielu Haitańczyków spędziło kilka godzin na poszukiwaniu swoich lokali wyborczych. Większość tych punktów otwarto z dużym opóźnieniem. Kłopoty z oddaniem głosu mieli też ci, którzy w trzęsieniu ziemi stracili swoje rzeczy, w tym dowody osobiste i nie otrzymali jeszcze nowych dokumentów tożsamości. Protestujący krzyczeli, że są w stanie sami przeprowadzić wybory. Interweniowali funkcjonariusze ONZ, którzy rozproszyli demonstrantów gazem łzawiącym.
Według sondaży, największe szanse na zwycięstwo ma 70-letnia Mirlande Manigat, żona jednego z byłych prezydentów Haiti. Prawdopodobnie nie uda się jej jednak przekroczyć 50-procentowego progu, co oznacza, że w grudniu trzeba będzie zorganizować drugą turę głosowania.
Zwycięzca wyborów zamieszka w namiocie umieszczonym w prezydenckich ogrodach w Port-au-Prince. Styczniowe trzęsienie ziemi na Haiti uszkodziło bowiem pałac prezydencki.


Powołano nowego wiceprezydenta Gwatemali