Anita Uchańska: Warszawa - to nie jest śmieszne
- Iść, nie iść? - zastanawiali się warszawiacy tłumnie zgromadzanie przed każdym wejściem na stację metra Centrum. Dylemat był poważny, bo dostępu broniły wprawdzie taśmy i policjanci, ale wielu zdołało już bez problemu sforsować te przeszkody. Zamknięte przejście podziemne pod Rondem Dmowskiego, policja, straż pożarna, pogotowie medyczne i inne służby porządkowe - to wszystko zrobiło ogromne wrażenie na uczestnikach wydarzenia. Utrudniło to wielu powrót do domu, ponieważ brakowało informacji i dodatkowej komunikacji zastępczej i przyczynach całej akcji. Jednym słowem - paraliż stolicy! Metro co prawda nie jest tak wielkie i rozbudowane jak chociażby w Londynie, ale, jak zdążyliśmy się już przekonać, alarm bombowy właśnie w warszawskim metrze też może odbić się niekorzystnie na życiu stolicy.
No i po co to wszystko? Cała akcja, mimo że przeprowadzona sprawnie i szybko, była całkowicie zbędna. To "tylko" głupi żart. Taki, który nikogo nie bawi, poza jego inicjatorem. Zwłaszcza teraz, po niedawnych tragicznych zamachach terrorystycznych w Londynie, nikomu nie jest do śmiechu. Nie ma się co dziwić - nie jesteśmy zupełnie bezpieczni, nawet w Warszawie może się zdarzyć podobna sytuacja. Boimy się, ale raczej teoretycznie - nikt nawet nie przypuszcza, że światowa siatka terrorystów mogłaby się zainteresowana właśnie Polską, podczas gdy jest tyle innych, silniejszych, bogatszych i bardziej znaczących krajów na arenie międzynarodowej. A jednak, wszystko jest możliwe. Dlatego należy dmuchać na zimne i liczyć się z ewentualnym atakiem (który, miejmy nadzieję, nigdy nie nastąpi!).
Czasem wydaje się, że samemu trzeba przeżyć chwile grozy, aby docenić ogrom niebezpieczeństwa i zrozumieć ból i cierpienie innych. Czy autor tego telefonu chciał nas w ten sposób uodpornić? Przecież to jest jakaś farsa! Były policjant, na szczęście już schwytany przez kolegów po fachu, powinien mieć przynajmniej tyle rozsądku, aby przewidzieć skutki swojego działania. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach.
Z drugiej jednak strony, sprawdzian był bardzo realistyczny. Główne ulice, wejścia do metra na całej linii były obstawione przez służby ratownicze, tłumy ludzi czekały zdezorientowane na przystankach. Krążyły różne plotki: od bomby po atak samobójczy. A okazało się, jak poprzednim razem, że to fałszywy alarm...
Jednak to nie był koniec rozrywek na ten tydzień. W środę znowu mogliśmy obserwować służby porządkowe sprawdzające niektóre stacje metra i cztery inne obiekty w stolicy, w tym Galerię Mokotów. Powtórka z rozrywki?
Tak naprawdę odetchnęliśmy dopiero w czwartek, kiedy oficjalnie ogłoszono, że sprawca całej akcji został odnaleziony i aresztowany. Co prawda po wyjaśnieniu całej sprawy nie mieliśmy się już czego bać, a mimo to nie mogliśmy się pogodzić z tym, że ktoś usiłuje wprowadzić panikę w stolicy i, jak się często zdarza, uchodzi mu to bezkarnie. A jednak tym razem pomyliliśmy się!
Ciekawe, czy te ostatnie wydarzenia dały do myślenia wszystkim potencjalnym fałszywym informatorom? Nie mogą już czuć się całkowicie bezpieczni. No i dobrze, ale nie wiadomo, jak długo poczekamy sobie na następny tego typu alarm. Ludzka głupota i bezmyślność są jednak ogromne. Pozostaje nam jedynie liczyć na to, że są jednak pewne granice...



Stefan Bratkowski nie żyje.
Prezydenci chcą zacieśnić współpracę polsko-słowacką