Bernard Cornwell: Hellequin. Jeźdźcy z piekieł
-
Maciej Konarski
„Hellequin” powinno się stawiać jako wzór literatury przygodowej. Nie jest to co prawda powieść za którą dostaje się Nobla, ale czyta się ją naprawdę znakomicie.
„Hellequin” stanowi pierwszą część trylogii Bernarda Cornwella, której akcja toczy się w czasach późnego średniowiecza. Fabuła powieści krąży wokół losów Thomasa z Hookton - młodego chłopaka, który wiedziony żądzą zemsty za śmierć zamordowanej przez Francuzów rodziny zaciąga się w szeregi angielskich łuczników walczących na polach wojny stuletniej.
W „Hellequinie” fikcyjne wydarzenia i postacie przeplątają się z tymi jak najbardziej historycznymi. Ukoronowaniem jest natomiast plastyczny opis bitwy pod Crécy, w trakcie której angielscy łucznicy zmasakrowali francuskie rycerstwo. Obok najrozmaitszych bitewnych i niebitewnych przygód na losy głównego bohatera cieniem kładzie się historia legendarnego Świętego Graala, z którego tajemnicą związany jest jego ród.
„Hellequin” wciągnął mnie do tego stopnia, że przeczytałem go bodajże w dwie noce. Mogę więc z czystym sumieniem polecić go jako znakomitą powieść historyczną o wartkiej i momentami zaskakującej fabule. „Hellequin” dobrze oddaje niejednoznaczność wojny stuletniej, w której rycerska szlachetność przeplatała się z najprymitywniejszym bestialstwem, a czarno-biały podział na „dobrych” i „złych” nie miał zupełnie zastosowania. I mimo, iż autor nie unika pewnej gloryfikacji angielskiego oręża to nie ukrywa, że wojna stuletnia była de facto masową rzezią w imię ambicji monarchów, a dla większości jej szeregowych uczestników mord i gwałt był jedynie zawodem, którego wykonywaniu nie towarzyszyła głębsza refleksja. „Hellequin” znakomicie uzupełnia też umieszczona na końcu nota historyczna, która pozwala pokrótce poznać najważniejsze zawiłości wojny stuletniej i porównać historyczną prawdę z zawartą w powieści fikcją.
Ta entuzjastyczna recenzja nie oznacza rzecz jasna, że „Hellequin” powinno się mierzyć tą samą miarą co klasykę literatury - to bardziej liga „Kodu Leonarda da Vinci” niż np. „Imienia Róży”. Postacie i intryga, choć wciągające, nie są bowiem zbytnio oryginalne, a i głębszej refleksji trudno się w tej powieści doszukiwać. Również jeśli chodzi o oddanie klimatu średniowiecza czytałem już książki nieco bardziej przekonujące. Nie zmienia to jednak faktu, że „Hellequin” stanowi znakomity przykład literatury przygodowej. Ta książka nie miała zdobyć autorowi Nobla, lecz usatysfakcjonować czytelnika – i zadanie to spełnia w 100 procentach.


"Laboratorium Palestyna. Jak Izrael eksportuje technologię przemocy na cały świat" - Antony Loewenstein
"Inna strona świata" – Wojciech Jagielski
"Odurzeni. Naziści, CIA i sekretna historia psychodelików" - Norman Ohler
"Kissinger" - Walter Isaacson