Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Styl Książka Sańkja - buntownik z wyboru

Sańkja - buntownik z wyboru


26 grudzień 2008
A A A

Pisarz to Zachar Prilepin, znany i nagradzany twórca młodego, rosyjskiego pokolenia. Wykształcony filolog – z zawodu dziennikarz i autor trzech powieści: „Patologii”, „Sańkji”, „Grzechu”, pisze także wiersze i opowiadania. Był kapitanem OMON – u podczas operacji w Czeczenii. Jest aktywnym działaczem partii narodowo – bolszewickiej.


ImageAkcja toczy się współcześnie. Grupa bardzo młodych ludzi, szukających odskoczni od prozy życia, zasila zastępy „armii” rewolucyjnej „Sojusz Stwórców”. Zdeterminowani podejmują walkę z zastanym porządkiem, pragną zmian, rozruchu, wolności, godnego życia. Młode umysły są znane z tego, że zanim pomyślą, to zrobią – tak jest i tutaj. Lider Kostienko, który odsiaduje wyrok w więzieniu, zza krat kieruje wszelkimi działaniami dywersyjnymi. Wszędzie, w całym kraju, ma swoich ludzi, swoje oddziały. Gotowych na wszystko młodych ludzi posyła nie raz na pewną śmierć. Członkowie i członkinie partii narażają swe rodziny i oczywiście samych siebie w imię zbyt trudnych do wyrażenia ideałów. Wiadomo, że ich starania i wojna podjazdowa z policją, mają na celu wywołanie rewolucji – kiedy? Niewiadomo.

Chłopcy zajmują się przede wszystkim małymi akcjami, które mają na celu dewastowanie dobra państwowego i publicznego. Czasem obrzucą kogoś jajkami lub bliżej niezidentyfikowaną mazią o odrażającym wyglądzie i zapachu. Rozbijają witryny, demolują wystawy. Wszystko po to, aby zasiać w sercach innych niepewność. Jednak starsi niechętnie odnoszą się do tego rodzaju zajść – uważają je za nikomu niepotrzebne. Oczywiście poza potyczkami pseudo politycznymi pisarz zadbał także o rozwój uczuciowy i intelektualny głównego bohatera.

Sańkja ma 22 lata, pochodzi z ubogiej, acz wykształconej rodziny – tato był wykładowcą na uniwersytecie. Najbardziej na świecie nie cierpi wszystkiego, co zastane, stare – pragnie wprowadzić nowy, jak twierdzi, jedyny słuszny ład. Jest „sojusznikiem” – warto dodać – bardzo czynnym! Jednak poza polityką i zmianą Rosji na lepsze, istnieje także świat jego przyjaciół i miłostek. Sasza ponad wszystko stawia druhów. Jego najlepszym przyjacielem jest Negatyw, który również działa w partii. Drogi chłopców rozchodzą się, kiedy Nega wyrusza na tajną akcję.

Po drodze do punktu kulminacyjnego Sańka spotyka Janę, która fascynuje go ponad wszelką miarę, a następnie dużo młodszą, delikatną Wierę, która jest oczarowana rewolucjonistą. Która z kobiet zawłaszczy jego serce? Tego i wielu innych, frapujących rzeczy można się dowiedzieć z książki, do czego namawiam, bo to zupełnie inna literatura.

Po okresie licznych książek „łatwych, lekkich i przyjemnych” w ręce dostałam „Sańkję” – powieść mroczną, ciężką, zastanawiającą. Pierwsze pytanie, jakie nurtowało mnie przez cały okres czytania to: „Ile w tym prawdy?”. Bo jeśli zawiera się tam, chociaż jedna trzecia realnych opisów…to ja do Rosji się nie wybieram. Wiadomo, że nie wszędzie jest pięknie, kolorowo i cukierkowo. Życie! Ale liczne opisy nędzy, rozpaczy, śmierci, lejącego się strumieniami alkoholu, który jest wręcz żłopany na umór…bród, smród i ubóstwo. W tej piekielnej kadzi pływają bardzo młodzi ludzie, tzw. „sojusznicy”, starają się z całych sił coś zmienić, jakoś wyciągnąć siebie z bajorka, stworzyć lepsze jutro.

Cały czas mam jednak ponure przeświadczenie, że chłopcy i dziewczęta nie wiedzą, co tak naprawdę chcą osiągnąć i w ciemno rzucają się do różnych akcji, które tak ogólnie nie wnoszą niczego w ich codzienność. Liczne akty wandalizmu przerażają, upojenia przelewają się przez wszystkie kartki książki. W imię prawdziwej, wolnej Rosji – do tego dąży „Sojusz Stwórców”, dumnie nazwana partia rewolucjonistów Kostienki.

Wszyscy rządzący kłamią, politycy są tchórzami, którzy grzeją stołki – bo tak wygodnie. Zwykły człowiek przypatruje się z boku i ma dwa wyjścia: albo biernie obserwować rozkład społeczeństwa, albo buntować się. Smutne to stawianie oporu, ta rewolucja, gdyż osobiście odbieram ją, jak walkę z wiatrakami, bez rezultatów, bez nadziei, bez sensu. „Sojusznicy” ponoszą wielkie ofiary – milicja, tajniacy niszczą rewolucjonistów…biją ich, kaleczą, zabijają. Bez żadnego sądu, bez procesu. Za chuligańskie zniszczenie Moskwy młodzi „partyjniacy” dostają porządne lanie. Niektórzy nie dożywają relacji telewizyjnej swoich wyczynów. Rzadko wsadzani do więzień, częściej torturowani na posterunkach, poniżani.

Najgorsze jest jednak to, że nikt ich nie traktuje poważnie – stąd ostatnia walka, ostatnie starcie z siłami ciemiężyciela. Kilku nastoletnich chłopców i paru dwudziestolatków zdobywa się na czyn brawurowy…do akcji wkracza wojsko. „Sojusznicy” walczą do śmierci za ideały, które są tak bardzo niejasne, zamglone i tak bardzo wydumane, że cała akcja zdaje mi się smutna, przykra, tragiczna i nikomu niepotrzebna. Mała rewolucja przeciwko wszystkim i wszystkiemu – bohaterstwo i brawura. Młodość, impulsywność i bezsens wszystkiego, co otacza rewolucjonistów prowadzi do tragicznego zakończenia. Szkoda chłopców, szkoda dziewcząt. Zła jestem, że tacy młodzi, którzy mogli coś osiągnąć, zdziałać, poszli na pewną śmierć. Za wcześnie! Przecież oni jeszcze nie zdążyli dojrzeć, zastanowić się, zamyślić. Za wcześnie…za późno…

Zdradzę, że książkę czyta się bez większych zgrzytów, co do płynności narracji. Trudność polega na przetrawieniu wielu przykrych, pełnych przemocy scen, których autor nie szczędził, żeby odmalować obraz działaczy i działaczek, wieców, akcji dywersyjnych. Przemoc i ciągłe wyświetlanie ponurych scenerii może przyprawić czytelnika o zawrót głowy i zmusić go do czasowego odstawienia lektury…ale tylko na moment.

„Sańkja”, Zachar Prilepin, Przełożył Kacper Walczyk, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2008

Tekst pochodzi z portalu:

 Sample Image